Trochę teorii, czyli coś dla firm, które chcą zminimalizować ryzyko walutowe
Od lipca dolar podrożał nad Wisłą o 45 proc., a euro o 16 proc. Odczuli to zapewne nie tylko amatorzy egzotycznych plaż. Tak duża zmiana kursów walutowych to jednak duży problem dla krajowych eksporterów i importerów. Ryzyko walutowe można ograniczyć niemal do zera. Służą do tego walutowe instrumenty pochodne.
Ostatnio głośno o opcjach. Ich historia sięga starożytnej Grecji. Pierwszą opcję wymyślił Diogenes, filozof znany z tego, że mieszkał w beczce. Doszedł on do wniosku, że jeśli ktoś jest mądry to, gdy tylko będzie chciał, może być bogaty. I udowodnił to. Korzystając ze swojej mądrości przewidział, że nadchodzące lato będzie upalne i — co za tym idzie — znakomite dla plantatorów oliwek. Udał się więc do właścicieli wszystkich tłoczarni oliwek w okolicy i zapłacił im niewielką kwotę. W zamian dostał obietnicę, że w sezonie oliwkowym właściciele wynajmą mu tłoczarnie za z góry określoną cenę. Przyszło lato, zgodnie z oczekiwaniami, bardzo upalne. Sady oliwne uginały się od owoców. Plantatorzy zaś bili się o tłoczarnie. Tymczasem do ich wynajęcia miał prawo tylko Diogenes. Odnajmował poszczególne zakłady po znacznie wyższej cenie, niż wcześniej umówił się z właścicielami. Opcje z reguły można wystawiać na różne aktywa. Dzięki nim można się zabezpieczyć
(lub po prostu pospekulować)
przed niekorzystnymi zmianami kursów akcji, indeksów, cen towarów czy walut, a nawet niską temperaturą w czasie olimpiady w 2012 r.
Handlowcy chętnie korzystają z pomysłu Diogenesa. Zarówno eksporterzy, jak i importerzy mogą zabezpieczyć się przed wahaniem walut, kupując opcję kupna lub sprzedaży. W ten sposób nabywają prawo do kupna waluty obcej (importerzy) lub sprzedaży (eksporterzy) po z góry określonej cenie w przyszłości. Weźmy krajowego importera francuskiego wina, który rozlicza się, co dwa miesiące w euro, z francuskimi dostawcami. Na początku września zamówił wino za milion euro (zapłaci za nie w listopadzie). We wrześniu euro kosztowało 3,5 zł. Nasz importer chce mieć jednak pewność, że po tyle właśnie rozliczy się z umowy. Żeby spać spokojnie, kupuje opcję call (tzw. kupna) na milion euro z terminem rozliczenia na koniec października. Takie zabezpieczenie kosztuje około 4 proc. transakcji, czyli 140 tys. zł. Pod koniec października euro podrożało nad Wisłą do 3,8 zł. Importer zamiast płacić 3,8 mln zł, wykorzystuje jednak opcję, która daje mu prawo do zakupu miliona euro po 3,5 zł. Dzięki opcji oszczędza 160 tys. zł. (po odliczeniu kosztu 140 tys. zł.). Jeśli złoty by się wzmocnił, importer nie wykorzystałby opcji, tylko kupił na rynku milion euro po atrakcyjniejszej cenie.
Na rynku są zawsze dwie strony transakcji. Jeśli ktoś kupuje, musi być także sprzedający. Oczywiście eksporterzy i importerzy mogą także sprzedawać (wystawiać) opcje kupna lub sprzedaży. W ten sposób dużo trudniej ograniczyć ryzyko. Łatwo można natomiast je zwiększyć. Potencjalne straty z wystawiania opcji są bowiem nieograniczone. Wrócimy do przykładu importera francuskich win, który zarobił na opcji kupna 160 tys. zł. Instytucja, która sprzedała tę opcję kupna, straciła na transakcji właśnie taką kwotę. Jeśli złoty osłabiłby się bardziej, straty dla wystawcy byłyby znacznie większe (my sugerujemy zostawić wystawianie opcji specjalistom i instytucjom finansowym). Opcje na rynku są wykorzystywane także do tworzenia tzw. strategii opcyjnych. Dają one na przykład możliwość zarabiania, gdy waluta jest w określonym przedziale, lub poza nim. To są strategie na zmienność. Możliwość tworzenia różnych konstrukcji jest bardzo szeroka.
Obok opcji firmy mogą skorzystać z prostszego instrumentu — kontraktu terminowego typu futures bądź forward. Zasada ich działania jest podobna. Dwie strony kontraktu umawiają się, że dokonają konkretnej transakcji w określonym terminie w przyszłości, po z góry określonej cenie. Ryzyko obu stron, w przeciwieństwie do opisanych wyżej opcji, rozkłada się symetrycznie. Wróćmy do naszego przykładu. Importer francuskich win, który zamówił towar w pierwszych dniach września i musi uregulować należności na koniec października, kupi kontrakt terminowy na kupno miliona euro po cenie 3,5 mln zł rozliczany za około dwa miesiące. Taki kontrakt można zawrzeć na rynku regulowanym (wtedy mamy do czynienia z wystandaryzowanymi kontraktami futures). Można też znaleźć eksportera, który w obawie przed siłą złotego będzie chciał sprzedać za dwa miesiące milion euro i podpisać z nim umowę poza rynkiem regulowanym, czyli typu forward (stroną takiej transakcji może być też instytucja finansowa). W konsekwencji importer win zapłaci z a wina 3,5 mln zł, nawet jeśli euro podrożeje do 4 zł. Druga strona transakcji, czyli krajowy eksporter, dostarczy waluty.