Karateka

opublikowano: 29-06-2012, 00:00

„Ten prezes może nie tylko opieprzyć, ale przypieprzyć” – tak Leszek Czarnecki przedstawił współpracownikom Rafała Juszczaka, kiedy ten obejmował stanowisko szefa Getin Holdingu.

Sobota, sala gimnastyczna na warszawskim Mokotowie, wieczorami wynajmowana przez szkołę kung-fu. W szatni, wśród „ziomów z dzielni”, kibiców Legii, bramkarzy lokalnych klubów, do treningu jak co tydzień przygotowuje się były mistrz polski w wolnej walce kung-fu. Ostatni raz zdobył tytuł dawno, w 1997 r. Tylko jego trener wie, że ten krótko ostrzyżony, średniego wzrostu zawodnik jest prezesem Getin Holdingu.

— W sali nie ma prezesów, są goście po zawodówkach, uczniowie, zwykli ludzie. Widzisz prawdziwy świat, nie oglądasz go tylko zza szyby samochodu — mówi Rafał Juszczak.

Kung-fu ćwiczy od ponad 20 lat. Zaczął w szkole średniej w połowie lat 80., a już pod koniec dekady został instruktorem. Założył w 1991 r. w Gdańsku Shaolin Quan, jedną z pierwszych w kraju prywatnych szkół karate.

— Przewinęło się przez nią ponad tysiąc osób. Znam większość ludzi związanych z kung-fu w Polsce. Dwóch moich uczniów ma teraz własne szkoły — mówi szef Getin Holdingu. Kiedy w czerwcu w 2007 r. został prezesem PKO BP, już od dziesięciu lat nie prowadził szkoły kung-fu i trenował tylko dla przyjemności. Ale środowisko o nim pamiętało. „Kurczę, wysłuchałem rano komunikatu (o wyborze nowego prezesa PKO BP — przyp. red.) w radiu i tak mi dzwoniło, ale nie mogłem skojarzyć, skąd znam nazwisko” — napisał na jednym z forów KrzysT.

„Gratulacje. W Tok FM nadawali, skojarzyłem (pamiętam walkę Juszczak kontra Chabowski w Warszawie bodajże), alem nie chciał uwierzyć. I ponoć w/w pochwalił, że sportem się zajmuje” — dopisał się Darek, a Wu Xia dodał: „Piękne to czasy były, Rafał z Tomkiem stoczyli wiele ciekawych walk i w swojej wadze nie mieli sobie równych w sanshou. Gratulacje, Rafał”.

Trzykrotny mistrz

Prezes Getin Holdingu ma na koncie trzy tytuły mistrza Polski i piąte miejsce na mistrzostwach świata w Chinach. Zrezygnował z wyczynowego uprawiania kung-fu w 1997 r., bo, jak wyjaśnia, to nie jest boks, tutaj nie zarabia się wielkich pieniędzy. Zajął się bankowością. Ale do branży trafił dzięki kung-fu. Szkoła walki wielkich pieniędzy nie przynosiła, samochodu ani mieszkania kupić z zysków się nie dało. Można było za nie poimprezować, ale Rafał Juszczak do imprezowiczów nie należał.

— Całe studia chodziłem na zajęcia i treningi. Nic innego mnie nie interesowało. Kung-fu wymaga dyscypliny i ćwiczeń. Nie mówię o zwykłym treningu dla przyjemności, ale wielogodzinnych katorżniczych zajęciach, kiedy na koniec chce ci się rzygać ze zmęczenia — mówi prezes.

Zarobione pieniądze zainwestował w edukację. W Gdańsku skończył historię na uniwersytecie (zdobył trzecią nagrodę w ogólnopolskim konkursie prac magisterskich). Z takim dyplomem mógł zostać albo nauczycielem, albo archiwistą. Za pieniądze z treningów opłacił naukę w Ecole Superieure de Commerce w Rouen we Francji. Otworzyła mu drzwi do bankowości. W 1997 r. zaczął pracę w polskim oddziale Societe Generale, skąd trafił do Banku Handlowego. W 2005 r. został dyrektorem zarządzającym w pionie bankowości korporacyjnej PKO BP, potem wszedł do zarządu banku, żeby najpierw przejąć obowiązki prezesa, a później przejąć zarządzanie bankiem już jako prezes.

Sztuka koncentracji

Po chińsku „kung” znaczy osiągnięcie, „fu” — człowiek. Razem jest tłumaczone jako perfekcja w robieniu czegoś. Rafał Juszczak twierdzi, że kung-fu to nie sport, ale droga doskonalenia, ćwiczenie kontrolowania ciała przez umysł. Uczy dyscypliny, pokory i cierpliwości.

— Musisz wiedzieć, kiedy jesteś przygotowany, by wyjść na matę, a kiedy zrezygnować z walki. Gdy jesteś już w ringu, cała sztuka polega na tym, żeby opanować emocje, skoncentrować się i przyłożyć wtedy, kiedy potrzeba — opowiada Rafał Juszczak i dodaje, że podobnie jest w biznesie.

Trzeba wiedzieć, kiedy grać ostro, a kiedy ustąpić. Wiosną 2008 r. stanął jednak do nierównej walki o fotel prezesa PKO BP. Przegrał, ponieważ pojedynek został rozstrzygnięty, zanim się jeszcze rozpoczął — przez wskazanie.

Rafał Juszczak mówi, że w życiu trzyma się dwóch maksym. Pierwsza: kiedy dwóch samurajów staje do walki, wygrywa ten, który gotów jest na śmierć.

— To nie znaczy, że chce umrzeć. Po prostu wychodzi maksymalnie przygotowany. Dobrze rozumiał to Adam Małysz, który mówił, że nigdy nie myśli o tym, żeby wygrać, ale by dobrze skoczyć — mówi szef Getin Holding. Druga dewiza brzmi: Sposób, w jaki trenujesz, jest sposobem, w jaki reagujesz.

— Dobre przygotowanie jest warunkiem sukcesu. Chodzi o wypracowanie pewnych mechanizmów, pozwalających niemal automatycznie reagować na określone sytuacje. Kung-fu jest sztuką kształtowania charakteru, rodzajem nauki, której rozwijanie trwa całe lata. Nie chodzi tylko o umiejętności przydatne w walce, aczkolwiek możliwość skonfrontowania się z przeciwnikiem też jest istotnym elementem tej nauki — twierdzi Rafał Juszczak. Szef Getin Holdingu co jakiś czas decyduje się na mały sparing. Od pewnego czasu trenuje tajski boks, bardziej kontaktowy niż kung-fu, dający większe możliwości atakowania przeciwnika.

Od roku zarządza Geting Holdingiem. Leszek Czarnecki, przedstawiając go menedżerom, żartował, że nowy szef „może nie tylko opieprzyć, ale też przypieprzyć”. Rafał Juszczak mówi, że jeśli już, to konkurencji.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Eugeniusz Twaróg

Polecane