Kasy chorych nadal nie lubią sektora prywatnego

Wiesław Tokarski
07-11-2001, 00:00

Gospodarka rynkowa sprawiła, że dziedziny uchodzące od dziesięcioleci za domenę państwa otworzyły się dla sektora prywatnego. Ochrona zdrowia, służby miejskie, transport publiczny — to tylko przykłady działalności gospodarczej, która całkiem niedawno miała opinię nie tylko fatalnie zorganizowanej, ale i z założenia niedochodowej. Pesymiści zdołali pogodzić się z faktem, że trudno wymagać zbyt wielkiej troski od sanitariusza pogotowia, będącego na państwowym garnuszku. Wystarczyły jednak pierwsze doświadczenia we współpracy z firmami prywatnymi, aby okazało się, iż to samo można robić w europejskim stylu.

Po upływie dekady wolnego rynku, konkurencja w sektorze prywatnych usług zdrowotnych funkcjonuje bardzo dobrze. Pacjent może wybierać pomiędzy wieloma ofertami, zróżnicowanymi pod względem ceny i wachlarza usług. Firmy medyczne zatrudniają znakomitych lekarzy i dysponują wysokiej jakości sprzętem. Chociaż powinno to być najlepszą rekomendacją dla współpracy kas chorych z prywatnymi lecznicami — kontakty obu stron pozostawiają wiele do życzenia. Mimo kilku lat doświadczeń, wolna konkurencja przy świadczeniu usług zdrowotnych na mocy umów z kasami pozostaje kategorią czysto teoretyczną. Do zmiany tej sytuacji na pewno nie przyczyniają się przepisy regulujące wyłanianie kontrahentów.

Działalność związana z usługami medycznymi oczywiście rządzi się odrębnymi prawami niż inne sektory. Dobro pacjenta musi być zawsze na pierwszym miejscu — dlatego kasy chorych, podpisujące umowę o udzielanie świadczeń w ramach powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego, zobowiązane są do szczegółowego sprawdzenia kontrahenta. Żadnych wątpliwości nie może budzić stan finansowy firmy, kompetencje kadry menedżerskiej czy przygotowanie personelu. Perspektywa ściągnięcia kary umownej z niesolidnego podmiotu nie jest żadną asekuracją — straty finansowe mają mniejsze znaczenie niż szkody poniesione przez pacjentów.

Troska o dobro pacjenta — rzecz chwalebna — może jednak łatwo przekształcić się w labirynt absurdalnych, biurokratycznych rozwiązań. Tym groźniejszych, że wypaczających ideę wolnego dostępu prywatnych przedsiębiorców do rynku usług zdrowotnych. Takim złym przykładem jest rozwiązanie wprowadzone przez jedną z regionalnych kas chorych. Każdy podmiot, ubiegający się o otworzenie stacji pogotowia w ramach umowy z kasą, musi najpierw nabyć lub wynająć lokal, wyposażyć go i zatrudnić personel. Łączy koszt zorganizowania takiej stacji wynosi ponad 1,3 mln złotych. Te wielkie pieniądze należy wyłożyć na własne ryzyko — w razie wyłonienia w przetargu innego kontrahenta, inwestycja idzie na marne.

Wydaje się, że urzędnicy kasy wykazali się ślepą gorliwością, ale już nie perspektywicznym myśleniem. Prywatne pogotowie rządzi się regułami rynkowymi i nie może sobie pozwolić na ryzykowne inwestycje. Wybrano chyba najgorszy sposób, by ustrzec się niesolidnych kontrahentów. Takie postępowanie dodatkowo osłabia i tak wątłą wolną konkurencję przy świadczeniu usług w ramach powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego. Przecież kasa chorych może zażądać dokumentacji finansowej i sądowej, dokładnie sprawdzając, jaką opinię mają inne placówki prowadzone przez dany podmiot. Kwalifikacje lekarzy i personelu pomocniczego też nie stanowią tajemnicy.

Tak naprawdę na wprowadzaniu w życie irracjonalnych rozwiązań najwięcej tracą nie firmy medyczne. Uderza to przede wszystkim w pacjentów, którzy za pieniądze odprowadzane na konto ubezpieczenia zdrowotnego mają prawo oczekiwać sprawnej i szybkiej pomocy. Pociecha w tym, iż prywatny sektor usług medycznych na pewno ma trwalsze podstawy istnienia, niż... kasy chorych.

Wiesław Tokarski

jest dyrektorem operacyjnym Falck Ochrona

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wiesław Tokarski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Kasy chorych nadal nie lubią sektora prywatnego