Kawiarniana rewolucja na zbawiksie

opublikowano: 25-04-2019, 22:00

Minęło już 12 lat od założenia klubokawiarni Plan B przy placu Zbawiciela. Miejsca, które dzięki pasji Pawła „Bebecha” Górskiego i Michała „Borka” Borkiewicza zapoczątkowało rewolucję na warszawskiej mapie kultury i wciąż nadaje ton nocnemu życiu stolicy.

PlanB to podwaliny warszawskiego mikroimperium gastronomiczno-kulturalnego. Jego twórcy — Paweł „Bebech” Górski i Michał „Borek” Borkiewicz — zbudowali wokół swojej pierwszej klubokawiarni markę i rozpoznawalność. Miks kultury z gastronomią, kojarzący się dotąd chałturzeniem do kotleta, w ich wydaniu okazał się wyjątkowo atrakcyjny: w Planie B stoją ramię w ramię przy barze znani prezenterzy i poszukujący pracy absolwenci kulturoznawstwa.

Zobacz więcej

Fot. MW, Wojtek Radwański, Paweł Starzec

Kultura vs biznesplan

Paweł Górski spędził początek poprzedniej dekady w USA. Tam miał szansę obserwować, jak funkcjonuje kultura alternatywna, dla której twórców pieniądze nie są może główną motywacją, ale też nie są niczym złym. W Europie pokutowało wówczas przeświadczenie, że na offie nie można za bardzo zarabiać, bo to nie przystoi ani twórcom, ani pośrednikom, czyli animatorom kultury. Aby zarabiać „na kulturze”, trzeba ją więc z czymś połączyć. Ułożyć sobie dzień tak, by pogodzić regularną, etatową pracę z animacją kultury alternatywnej, która w przeważającej części dzieje się wieczorami albo w nocy. Na dłuższą metę to się jednak wyklucza.

— Kiedy wróciłem ze Stanów do Polski, życie kulturalne, które mnie interesowało, zaczynało nabierać rumieńców. Pojawili się artyści, może niezbyt znani większości odbiorców muzyki, ale którzy w swojej niszy byli gwiazdami. Jakość jednak kosztuje, a koncerty takich artystów nie odbywały się podczas plenerowych imprez fundowanych przez samorządy, tylko w prywatnych klubach i podobnych przestrzeniach. Właściciele tych miejsc wykładali pieniądze z własnej kieszeni na ściągnięcie wykonawców i promocję ich występów, a co za tym idzie — bilety były dość drogie. Najlepszym dla mnie wyjściem było zatrudnienie się w jednym z takich miejsc. Najciekawszą ofertę miał klub Jazzgot, więc tam skierowałem pierwsze kroki — wspomina Paweł „Bebech” Górski.

Warszawa u progu trzeciego tysiąclecia nie obfitowała przesadnie w miejsca z ambitną i niezależną kulturą. Obecnie jest ich kilkadziesiąt, a bywanie na wernisażach, koncertach, przeglądach filmowych i teatralnych, improwizowanych komediach stało się modne, jest nawet wyznacznikiem statusu. Miejsca, w których kultura alternatywna zaczęła kwitnąć, powstawały oddolnie i same musiały się utrzymywać. Tak powstała fuzja działalności gastronomicznej z artystyczną. „Bebech” przez kilka lat pracował w pierwszych na tym rynku Jazzgocie i nie mniej słynnym Le Madame na warszawskim Nowym Mieście. Specyfiką takich miejsc było jednak to, że działały z przytupem przez rok, dwa, trzy, a później z różnych powodów znikały bez śladu. Po hucznym zamknięciu Le Madame Paweł Górski uznał, że nadszedł czas na otworzenie czegoś własnego. Opowiadając o tym pomyśle znajomym, zrekrutował „Borka”, czyli Michała Borkiewicza, z którym łączyły go pasja do muzyki i zbieżne gusta. Sprawa nabrała tempa.

— Kiedy otwieraliśmy Plan B przy placu Zbawiciela, nie mieliśmy ani pieniędzy, ani sensownego biznesplanu. Pożyczone pieniądze włożyliśmy głównie w kaucje i pierwsze czynsze. Chcieliśmy stworzyć miejsce, którego nam w Warszawie brakowało, i czuliśmy, że mamy duże wsparcie znajomych. Nie było to tylko wsparcie duchowe. Znajomi przychodzili pomagać nam przy remoncie, który oczywiście robiliśmy w stu procentach własnymi rękoma, bez wynajmowania ani projektantów, ani firm budowlanych. Całkowicie w duchu D.I.Y. Oczywiście głównie dlatego, że nie mieliśmy kasy, ale też bardzo nam się to podobało. Myślę, że dzięki tym trudnym początkom Plan B jest cały czas dla wszystkich wyjątkowym miejscem — trochę oczywiście biznesem, ale też wspólnotą — uważa Michał Borkiewicz.

Były to ich pierwsze kroki na drodze przedsiębiorczości, dlatego takie wynalazki jak biznesplan były im obce. Czynsz, który wynosił 25 tys. zł miesięcznie, był płacony na pusto, bo remont trwał ponad trzy miesiące. Na rozpoczęcie biznesu uzbierali 100 tys. zł: oszczędności, pożyczki od znajomych plus kredyt, który wzięła pracująca w korporacji ówczesna dziewczyna „Bebecha”.

— Początki były trudne, ale daliśmy radę dzięki znajomym. Udało się stworzyć z nich ekipę do ogarniania baru, ale początkowo także klientela była złożona z naszych koleżanek i kolegów. Mimo że pracowałem w muzycznym klubie Jazzgot i w Le Madame, knajpie, która przerodziła się w centrum kultury alternatywnej, nie miałem doświadczenia w interesach, nie kończyłem żadnej szkoły biznesowej ani nawet kursów zarządzania — przyznaje Paweł „Bebech” Górski.

Nowy Zbawiciel

Kapitał na inwestycje stopniał bardzo szybko, jednak Plan B, lokal po barze rybnym przystosowany do potrzeb pubowo- -klubowych, niemal równie szybko stał się modnym miejscem spotkań młodzieży, nie tylko warszawskiej, ale również wizytujących miasto młodych Polaków i obcokrajowców. Już po południu trudno znaleźć tu miejsce, a wieczorami nie jest łatwo przecisnąć się do baru. Dzięki Planowi B także zaniedbany przestrzennie plac Zbawiciela wnet zmienił oblicze: stał się miejscem tętniącym życiem, otoczonym knajpkami i goszczącym przez lata słynną instalację artystyczną — tęczę. Rosnąca popularność Planu B zachęciła jego twórców do kolejnych inwestycji.

1646e18c-8c31-11e9-bc42-526af7764f64
Puls Biznesu po godzinach
Newsletter, który pozwoli odpocząć od codziennych newsów. Sylwetki ludzi biznesu, trendy, reportaże i podcasty
ZAPISZ MNIE
Puls Biznesu po godzinach
autor: Marcin Goralewski
Wysyłany raz w tygodniu
Marcin Goralewski
Newsletter, który pozwoli odpocząć od codziennych newsów. Sylwetki ludzi biznesu, trendy, reportaże i podcasty
ZAPISZ MNIE

Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa.

Kliknij w link w wiadomości, aby potwierdzić subskrypcję newslettera.
Jeżeli nie otrzymasz wiadomości w ciągu kilku minut, prosimy o sprawdzenie folderu SPAM.

— Każde z nas wniosło do Planu coś innego. Moim wkładem było dość niewielkie doświadczenie w organizacji koncertów i znajomość środowiska, a przede wszystkim determinacja, żeby zrobić z tego miejsca prężnie działający dom kultury czy też raczej drugi dom dla ludzi kultury. Oczywiście tej, która mnie fascynowała, czyli przede wszystkim warszawskiej muzycznej sceny niezależnej i całego fermentu wokół. Częściowo to się na pewno udało. Choć dziś trudno to sobie wyobrazić, przez pierwsze lata w Planie B codziennie coś się działo: albo koncert, albo pogadanka o muzyce eksperymentalnej, albo wspólne oglądanie filmów o grupie Fugazi czy muzyku Johnie Zornie. W międzyczasie Plan stał się bardzo popularny i w pewnym momencie przestaliśmy się tam mieścić z programem. Stąd pomysł na kontynuację i otworzenie prawdziwego klubu muzycznego. Tak powstało Powiększenie — wspomina Michał Borkiewicz.

Poszukując nowych miejsc, postawili na pocztę pantoflową. Rozpytali wśród znajomych i ludzi z branży, czy nie słyszeli o większym lokalu do wynajęcia, mogącym być kawiarnią we dnie i klubem w nocy. Tak dotarli do dwupiętrowego pomieszczenia przy Nowym Świecie, w którym założyli Powiększenie. Otworzyli też plenerowy Plac Zabaw w Parku Agrykola.

Powiększenie Placu Zabaw

Powiększenie było spółką czterech osób. Paweł Górski i Michał Borkiewicz wnieśli pomysł i know-how, a pozostała dwójka zajęła się obsługą formalną i wzięła na siebie główny ciężar inwestycji. Lokal wynajęli od miasta. Natomiast Plac Zabaw to rezultat kolaboracji „Borka” i „Bebecha” z trzecim wspólnikiem, który był operatorem nieruchomości — wynajętego od MPO dawnego szaletu miejskiego, już przekształconego wcześniej na cele gastronomiczne.

— Powiększenie, które nazwą opisuje naszą potrzebę miejsca, było dla nas wielką lekcją prowadzenia biznesu. Po sukcesie Planu czuliśmy się mocni. W nowym dwupoziomowym klubie na Nowym Świecie, z szerokim programem kulturalnym i osobną salą koncertowo-taneczną, codziennie coś się działo. Stanęliśmy jednak przed koniecznością utrzymania dużego klubu także wtedy, gdy wszyscy wyjeżdżają np. na święta, ferie czy w lecie, kiedy ludzie wolą iść w plener czy na zyskujące popularność bulwary nad Wisłą. Do tego dochodził Plac Zabaw, który miał inną specyfikę, bo był klubem sezonowym, ale skierowanym do tej samej klienteli, choć odwiedzali go również parkowi spacerowicze i kibice Legii przed i po meczu na pobliskim stadionie przy Łazienkowskiej — opowiada Paweł Górski.

Powiększenie, zamknięte po kilku latach, dorobiło się statusu legendy. Odbywały się tam koncerty i popularne imprezy taneczne w piątki i soboty. Plac Zabaw przeniósł się nad Wisłę, po tym jak MPO sprzedało teren w parku Agrykola komuś innemu. Do firmowej rodziny dołączyła Barka, fantazyjnie zaprojektowana i oświetlona, zacumowana przy moście Świętokrzyskim, niedaleko nowej siedziby plenerowego Placu Zabaw.

— Po pierwszych doświadczeniach z Planem B, Powiększeniem i Placem Zabaw musieliśmy nauczyć się trochę wyważać ambicje artystyczne i komercyjne. Ta równowaga jest o tyle ważna, że nie ma sensu tworzenie miejsca z superambitnym programem, jeśli nie uda się go utrzymać. Z drugiej strony, gdybyśmy poszli tylko w komercję, dawno by się nam odechciało. Zaczęliśmy też działać w różnych kolaboracjach i spółkach. Z punktu widzenia menedżerskiego, kim innym jesteśmy przy placu Zbawiciela, kim innym nad Wisłą, a jeszcze kim innym, kiedy ogarniamy catering w muzeum czy na imprezie w nadwiślańskim CN Kopernik. Dla mnie jednak Plan zawsze będzie najważniejszy. Tu się wszystko zaczęło i tu cały czas czuję tę samą atmosferę co na początku. Pod szyldem Stowarzyszenia Plan B organizujemy też dużo dobrych koncertów i wydarzeń w różnych miejscach, m.in. letni cykl koncertowy Lado w Mieście, który w tym roku obchodzi już 10. urodziny — mówi Michał Borkiewicz.

Atrakcje dla kilku pokoleń

Prowadzenie tak rozległej sieci biznesów nie przeszkadza, a wręcz umożliwia „Bebechowi” i „Borkowi” realizację pasji. Paweł Górski gra w zespole Xenony, który powolutku zaczyna zyskiwać międzynarodowy rozgłos, a Michał Borkiewicz wspiera inicjatywy dla uchodźców, m.in. pomagał im w adaptacji w Warszawie i jeździł na Bałkany w czasie kryzysu humanitarnego. Lokale Michała Borkiewicza i Pawła Górskiego już się wtopiły w krajobraz Zbawiksa i wiślanych bulwarów, a na imprezach Lado w Mieście czy Slow Market pojawia się kilka pokoleń odbiorców ich oferty kulturalnej. Patrząc przez pryzmat ostatnich 12 lat, można założyć, że duet „Bebech” —„Borek” zaskoczy jeszcze nie raz, prezentując kolejną odsłonę swoich gastronomiczno-artystycznych projektów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PIOTR GOZDOWSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu