Każdy chce mieć swoje skrzydła

Dorota Wojnar
opublikowano: 10-07-2008, 00:00

Gdy się dobrze rozejrzeć po rynku, można znaleźć około 60 różnych „energetyków”. Moda to, czy potrzeba?

Gdy się dobrze rozejrzeć po rynku, można znaleźć około 60 różnych „energetyków”. Moda to, czy potrzeba?

2KC, Blue Bastard, Burn, Dominator, Ice Cool, Orlen Team, R20, Red Bull, S.O.S, Ummba, V-Power, Tiger, XL — to nazwy niektórych napojów energetyzujących dostępnych w Polsce.

Przezwyciężyć zmęczenie, wzmocnić koncentrację, usprawnić metabolizm. To z tych powodów sięgamy po „energetyki”. Niektórzy łączą je z alkoholem, ale takich specyfików lepiej unikać, bo powodują złudne uczucie trzeźwości, co nijak się nie ma do rzeczywistości. Dlatego wiele krajów UE zakazało spożywania w klubach i pubach napojów energetycznych zmiksowanych z alkoholem.

Po „energetyki” sięgają sportowcy, pracoholicy, kierowcy, studenci, uczniowie... Na początku synonimem napoju energetycznego był w Polsce Red Bull, który w reklamie „dodawał skrzydeł”. W 2007 r. światowa sprzedaż tego energetyka przekroczyła 3,5 mld puszek i butelek.

Dziś półka z „płynnymi dopalaczami” mieni się wieloma markami, bo oprócz tradycyjnych producentów spożywczych „energetyki” zaczęły wytwarzać (a przynajmniej użyczać im marki) firmy działające w odległych branżach.

— Badania pokazują, że każdego tygodnia Polacy wypijają milion puszek napojów energetyzujących. „Energetyki” stały się symbolem aktywnego życia, trochę modą. Sięgają po nie osoby, które chcą skuteczniej zmagać się z trudami codziennego życia. W tej grupie znajdują się także kierowcy, stąd nasz pomysł, by stworzyć napój pod własną marką — Orlen Team — mówi Anna Wieszczek z PKN Orlen.

Swój „energetyk” pod marką V-Power sprzedaje także koncern Shell.

Ale nie tylko paliwowi potentaci zdecydowali się na własne napoje z dawką energii. Od lipca tego roku napój energetyzujący mogą też kupić kibice warszawskiej Legii. Na początku (L) energy ma być dostępny tylko w Warszawie, a docelowo w 500 punktach w całym województwie mazowieckim. Będzie go można kupić w hipermarketach i sklepach, pubach, klubach kibiców i automatach.

Pierwszy na pomysł własnego „energetyka” wpadł klub Zagłębie Lubin i za 8 zł sprzedaje napój o nazwie Zagłębie Energii. Również kibice Lecha Poznań mogą popijać energetyczny napój Energia Lecha.

— Rynek ten rozwija się w bardzo szybkim tempie. Jego wartość w 2007 r. osiągnęła pół miliarda zł — blisko 87 proc. więcej niż w roku 2006. W styczniu-kwietniu 2008 dynamika wzrostu całego rynku w porównaniu z tym samym okresem zeszłego roku lekko spadła i wyniosła 68 proc. Jednak przy takim wzroście wartość sprzedanych napojów energetycznych na koniec roku może zwiększyć do 850 mln złotych, a w przyszłym przekroczyć miliard. Najszybciej rozwija się rynek „energetyków” sprzedawanych w butelkach typu PET — mówi Anna Czerniecka, dyrektor ds. komunikacji w Red Bull Poland.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dorota Wojnar

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy