Keep calm i noga na gazie

opublikowano: 26-06-2016, 22:00

Biznes spod flagi biało-czerwonej tonuje panikę. Bitewny kurz na Wyspach nie przeszkadza im w ekspansji, ale rozkład Unii Europejskiej może kiedyś zaboleć

Pyk, pyk, pyk — w Glasgow maszyny miarowo wypluwają na taśmę kolejne setki wierteł z logo Rawlplug, perły w koronie paneuropejskiej spółki Radosława Koelnera. Jest tak samo jak wczoraj. Że Wielka Brytania odpływa z Unii? Że wobec spadającego kursu akcji wartość Rawlpluga spada o kilkadziesiąt milionów złotych? Że jesteśmy w nowym matriksie?

Kurtyna w Londynie opadła i jesteśmy w nowym matriksie. Scenariusze polskiego biznesu zakładają, że po brexicie europejskie wody staną się mętniejsze. Co nie znaczy, że „nasi” zapomną sztuki pływania.
Zobacz więcej

ZAWODY NAD TAMIZĄ:

Kurtyna w Londynie opadła i jesteśmy w nowym matriksie. Scenariusze polskiego biznesu zakładają, że po brexicie europejskie wody staną się mętniejsze. Co nie znaczy, że „nasi” zapomną sztuki pływania. FOTOLIA

— Stosuję brytyjską receptę na panikę. Odpowiadam zatem: keep calm — mówi Radosław Koelner, który biznesowo siedzi na Wyspach od dekady, a w Londynie i Glasgow nie musi pytać o drogę. Z tej perspektywy przedsiębiorca z Polski ma duży dystans do rynkowej paniki, piewców armagedonu z Twittera i strzępiącychjęzyki mądrych głów. Intuicja, doświadczenie, dziesiątki godzin przegadanych ze szkockimi i angielskimi menedżerami podpowiadają, że opanowanie to najlepsza z cnót, jaką można się obecnie wykazać.

— Robimy business as usual. Oczywiście, pomaga nam fakt, że produkujemy na bardzo chłonny i zamożny brytyjski rynek wewnętrzny, a Wielka Brytania jest w fazie gospodarczego ożywienia. Jasne, że nie spodziewałem się takiego biegu wydarzeń, jednak nie jest tak, że Brytyjczycy rozdmuchują u siebie gospodarczy nacjonalizm. To społeczeństwo, które kwestię brexitu rozwiązało bez kompleksów. Biznes był za pozostaniem w Unii i wszyscy mają świadomość, że nie ma mowy o zrywaniu więzów Wysp z Unią. Pragmatyczne podejście jest takie, że biznesy przemodelują operacje księgowe, choć i tak będą robić to ci sami ludzie. Chętnych nie zabraknie, w końcu Londyn to metropolia na skalę świata, a nie tylko Unii — ocenia Radosław Koelner.

Wina Brzoski

2,5 — ten zestaw cyfr jest kluczowy w polskiej perspektywie biznesu na Wyspach. Tyle, 2,5-krotnie rokrocznie polski eksport do Wielkiej Brytanii przebija import z Wysp. Tamten rejon świata nęci: funt obiecuje wyższe marże, chłonny, bogaty rynek uwielbia różnorodność, inwestorzy finansowi są pod samym nosem. 2,5 godziny trwa lot między Okęciem a Heathrow. Rafała Brzoskę, właściciela Integera jak i InPostu, łapię tuż po wyjściu z samolotu w Warszawie. To chwilowy powrót na weekend — Brzoska walczy o rentowność swojej sieci Paczkomatów nad Tamizą, stąd pomieszkuje w Londynie od kilku kwartałów.

— Dziś rano widziałem to na żywo. Londyńczycy są w szoku. Co chwilę dostaję też e-maile i esemesy od znajomych, do którego paczkomatu w Londynie mają podrzucić wino lub whisky. To fanty za wygrane zakłady co do wyniku referendum, choć szczerze: wolałbym przegrać — mówi Rafał Brzoska, dla którego decyzja Brytyjczyków mieściła się w scenariuszu, choć nie tym optymistycznym.

— Funt tanieje? Może to i dobrze, mamy niższe kosztyekspansji na Wyspach. Niepewność i zamieszanie doszło do takiego poziomu, że trudno już nakreślić klarowną diagnozę — pociesza się Brzoska.

Parasol pod stół

Dla Kazimierza Pazgana z Konspolu, którego wędliny i mięso trafia także na stoły Brytyjczyków, fascynujące są nie ewentualne odciski na interesach nowosądeczanina. Bardziej niż zabawy spekulantów na GPW zajmujące wydają się ruchy na makroekonomicznej szachownicy.

— To genialny ruch Brytyjczyków z perspektywy obrony własnego rynku. Przecież dzięki temu będą wyjęci spod unijnego parasola, który narzucałby im pewne niekorzystne zapisy w zapowiadanej na przyszły rok umowie o wolnym handlu między UE a Stanami Zjednoczonymi. Złoty dołuje? Świetna wiadomość dla mnie i mojej koncepcji 7 zł za 1 EUR — cieszy się Kazimierz Pazgan. Do Londynu na razie nie wybiera się Mikołaj Placek, prezes Oknoplastu. Więcej — nawet nie za bardzo chce o nim słyszeć.

— Tata rano dzwonił i pytał, czy widziałem, co się stało. Zatem postanowiłem nie dać się panice i nie włączać telewizora, odciąć się od brexitu. Obawiam się, że Unia to odczuje, a przecież w biznesie w długiej perspektywie najbardziej pożądana jest stabilność rynków — przyznaje małopolski przedsiębiorca.

Zapach po burzy

Falowanie rynków na żywo, ze smartfonem w ręku, śledzi Krzysztof Jabłoński, prezes Korona Candles, jednego z europejskich liderów w produkcji świec zapachowych. A tych to Wyspiarze kupują najwięcej na kontynencie.

— Coś się burzy w człowieku. 10 lat mieszkałem w Niemczech, na moich oczach Kohl sklejał Europę, to było moje marzenie. Słabnący złoty mnie — eksportera — cieszy? Bardziej martwi mnie to, że właśnie, jako Polacy, staliśmy się jeszcze biedniejsi na tle Zachodu — kwituje Krzysztof Jabłoński.

Janusz Kulik, członek zarządu REWE International, jednego z liderów rynku marketów spożywczych w Europie, przyznaje, że wewnątrz organizacji ćwiczył symulację zakładającą brexit.

— Na pewno rośnie ryzyko wolniejszego wzrostu siły nabywczej w Unii. Jednak nie zakładamy żadnych gwałtownych ruchów, nasze plany inwestycyjne się nie zmieniają. Nowa sytuacja to wyzwanie, a nie katastrofa — zastrzega Kulik. Podobnie — z nogą na gazie — do decyzji Brytyjczyków podchodzi Krzysztof Tokarz, właściciel sieci sklepów Nasz Sklep, która w Wielkiej Brytanii zbudowała już sieć 200 placówek partnerskich.

— Nawet jeśli będzie mniej Polaków na Wyspach, to sami Brytyjczycy kupują w naszych sklepach, ceniąc polską jakość.

A ta przecież nie pogorszy się po referendum — stwierdza przedsiębiorca.

Posag Lusi

Zatem — Polacy, prawie nic się nie stało? Niemiec — Andre Gerstner, prezes polskiego Groclinu — oponuje. Stało się, od wczoraj widmo recesji i malejącego popytu w Europie śmielej zagląda naszej gospodarce w oczy.

— Procedura potrwa kilka kwartałów, więc krótkoterminowo nic się nie zmienia. Jednak w dłuższym czasie gra się rozstraja: poważny zawodnik wychodzi z drużyny, zwiększa się rola Niemiec. To daje szansęna potrzebne reformy UE i pokazanie reszcie krajów, że w jedności siła i każdy ma w niej coś do powiedzenia — analizuje przemysłowiec, przyznając, że obicia foteli Groclinu trafiają i do brytyjskich aut. Nikt z tuzów polskiego biznesu nie zakłada scenariusza, w którym Brytyjczycy wejdą w model obrony własnego rynku poprzez cła czy blokadę rynku pracy. Istnieje domniemanie — graniczące z pewnością — że brytyjski rząd pragmatycznie powtórzy manewr Norwegii, której rynki pozostają otwarte na UE w zamian za zasilanie budżetu Unii. Ktoś

nawet porównuje ten stan do scen z komedii „Nie ma róży bez ognia”, gdzie ściśniętych w jednym mieszkaniu bohaterów oddziela ledwie kawałek prześcieradła na sznurku. Radosław Koelner:

— To przemyślana decyzja Brytyjczyków i warto ją uszanować. Unia może chojrakować, ale oba organizmy są na siebie skazane, tym bardziej że Brytyjczycy też mają mocne instrumenty po swojej stronie. Przypuszczam, że Wyspy mogą stać się czymś na kształt raju podatkowego. Co na to polski biznes? Jak zwykle sprawnie się dostosuje.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karol Jedliński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy