Najprawdopodobniej w najbliższy poniedziałek szefowie dyplomacji krajów Unii Europejskiej przyjmą mandat negocjacyjny w sprawie nowej umowy o partnerstwie z Rosją. W marcu z weta wobec udzielenia takiego mandatu zrezygnowała Polska, wczoraj z protestów zrezygnowała Litwa. Część opozycji uzna to za kapitulację — bo zapewne Litwa byłaby mniej skłonna do ustępstw, gdyby wcześniej Polska nie zrezygnowała z weta. Ale z drugiej strony — w mandacie negocjacyjnym znalazły się zapisy o dostawach ropy do rafinerii w Możejkach (a to właśnie było jednym z powodów litewskiego, a także polskiego sprzeciwu), uwzględniono również sprawy Gruzji i Mołdawii. To, że sprawa Możejek staje się problemem ogólnoeuropejskim, można uznać za sukces. Czy byłby możliwy do osiągnięcia bez weta? Może tak, może nie.
Polska w ostatnich miesiącach zrezygnowała z twardej polityki — co jest obecnie głównym zarzutem ze strony opozycji, ale nie musi to oznaczać mniejszej skuteczności. Być może również w poniedziałek zostanie zaprezentowana wspólna polsko-szwedzka inicjatywa pod nazwą Wschodnie Partnerstwo UE. I jest szansa na realizację tej inicjatywy, bo Francji zależy na przeforsowaniu podobnego pomysłu, tyle że w odniesieniu do krajów basenu Morza Śródziemnego. Jest więc szansa na satysfakcjonujący obie strony handel wymienny.
Polityka zagraniczna obecnego rządu nie różni się w istocie tak bardzo od kierunków działań poprzedników. Polska nadal chce być głównym graczem we wschodniej polityce UE, różnica tkwi jednak w metodzie. O ile poprzedni rząd chciał forsować swoje pomysły niekiedy wbrew partnerom z UE, stawiając ich wręcz przed faktami dokonanymi, o tyle obecny stosuje politykę łagodnej perswazji. Na pewno to mniej spektakularna metoda, ale nie musi się okazać mniej skuteczna. Ważne jest to, że wbrew wewnętrznym międzypartyjnym połajankom Polska nie odwróciła się od partnerów na Wschodzie. Stosuje nieco inne dyplomatyczne narzędzia, ale wypada mieć nadzieję, że w razie kłopotów o wecie również nie zapomni. A że tej metody nie nadużywa — to chyba dobrze.
Adam Sofuł