Klasa polityczna bardzo niechętnie, ale jednak musiała przyjąć do wiadomości, że we współczesnym świecie ogromną rolę — nie tylko gospodarczą — odgrywają byty tworzone nie wzniosłymi traktatami międzynarodowymi, lecz zwyczajnie przez rynki i cywilizacyjny rozwój. Są to agencje ratingowe, czyli wyspecjalizowane fachowe firmy oceniające wiarygodność kredytową państw, banków oraz korporacji. Unia Europejska nie byłaby sobą, gdyby nie uregulowała również tego sektora, którego korzenie sięgają XIX wieku. Unijne rozporządzenie w zmodyfikowanej wersji z 2012 r. obejmuje aż 32 zarejestrowane i certyfikowane agencje. W skali światowej niezmiennie liczy się jednak wielka trójka z centralami amerykańskimi: Standard & Poor’s Global Ratings, Moody’s oraz Fitch Ratings. Najbardziej wiarygodna globalna czołówka z ocenami AAA minimalnie ewoluuje, ale trzon jest stabilny. W Europie to wciąż Niemcy, Szwajcaria, Luksemburg, Liechtenstein oraz państwa skandynawskie, a na przykład w Ameryce Północnej obecnie tylko Kanada, bo absolutnie nie USA pod nieprzewidywalnymi rządami Donalda Trumpa.
Pozycja Polski pozostaje średniowysoka, ale z perspektywami niestety negatywnymi. W końcówce 2025 r. S&P przyznał nam rating A–, zaś Moody's A2, natomiast Fitch Ratings w świeżej (z 27 lutego 2026 r.) ocenie utrzymała nam poziom A–. Te minusy bardzo zasadnie związane są z obawami światowych analityków o rosnące w Polsce zadłużenie publiczne oraz rekordowo wysoki ustawowy deficyt budżetu państwa. Mimo obaw utrzymywanie się w lidze A oznacza jednak, że wiarygodność kredytowa państwa pozostaje wysoka, a ryzyko inwestycyjne niskie. Perspektywa ujemna to zasygnalizowanie ryzyka obniżenia oceny, jeśli finanse publiczne Polski nie zostaną ustabilizowane. Niestety, na razie nie widać choćby początku takiego pozytywnego trendu, zaś wyborczy rok 2027 może być budżetowo tylko trudniejszy od obecnego.
Degradacja Polski do ligi B byłaby prawdziwym antyrozwojowym nieszczęściem. Notabene w każdej klasyfikacji — sportowej, gospodarczej czy wizerunkowej — spadek do niższej klasy zawsze przychodzi łatwiej i szybciej niż później długotrwały i mozolny powrót. Sklasyfikowanie państwa w kategorii B oznacza znacznie podwyższone ryzyko kredytowe i uważane jest za ocenę spekulacyjną. Podmioty z takim ratingiem co prawda obsługują zobowiązania, ale mają ograniczony margines bezpieczeństwa, a ich zdolność do spłaty zależy od korzystnych warunków makroekonomicznych.
Powyższe abecadło ratingowe przypomniałem nieprzypadkowo. Coraz bardziej skłócona klasa polityczna na szczytach państwa wyjątkowo zgodnie zachłysnęła się perspektywą udziału Polski w tegorocznym szczycie światowych potentatów G20. Zamiatana jest pod dywan niewygodna propagandowo okoliczność, że chodzi o jednorazowe zaproszenie skierowane przez Donalda Trumpa w spersonalizowanej formule do Karola Nawrockiego. Będzie on uczestniczył w szczycie głów państw i szefów rządów 14-15 grudnia 2026 r. w Miami, chociaż nominalnie uczestniczyła będzie Polska, bo tak protokolarnie to się nazywa. W G20 tradycyjnie przyjęto, że coroczny gospodarz zaprasza według wyłącznie własnego uznania do pięciu gości spoza nominalnej grupy. Naturalnie w miesiącach wcześniejszych w swoich formatach będą pod logo G20 uczestniczyć także Andrzej Domański, minister finansów i gospodarki, oraz Adam Glapiński, prezes Narodowego Banku Polskiego. W związku z tym w 2026 r. mamy gwarantowane postrzeganie również przez agencje ratingowe w kategorii A, chociaż szanse na pozbycie się minusa są bardzo niewielkie, żeby nie powiedzieć żadne.
Niestety, w wewnętrznym ratingu polityczno-społecznym III Rzeczpospolita coraz bardziej przesuwa się do ligi B. Zbieżność z rządowym tzw. planem B w kwestii pieniędzy na obronność, który zostanie zastosowany z konieczności po zawetowaniu przez prezydenta ustawy o SAFE, jest nieprzypadkowa. Podobne balasty ciągnące wizerunek kraju z ligi A w dół odkrywane są niemal codziennie. Właśnie odgrzany został ostry spór o niemal zapomniany od miesięcy Trybunał Konstytucyjny, to znaczy o jego skład personalny. Za chwilę wybuchnie podobny o wybór Krajowej Rady Sądownictwa. Będące następstwem klinczu prezydencko-rządowego (pod skrzydłami prezydenta mieści się parlamentarna opozycja) tzw. plany B systematycznie przenoszą Polskę do takiej właśnie kategorii ratingu politycznego.

