Odbiorcy nie chcą podpisywać z nami długoterminowych umów — twierdzi Bogdanka. Podobno boją się Kozienic.
Wszystko wskazuje na to, że z awantury z resortem skarbu o ministerialny plan włączenia podlubelskiej Bogdanki do Elektrowni Kozienice zwycięsko wyjdzie kopalnia. Wprawdzie Ministerstwo Skarbu Państwa (MSP) zapowiedziało przeprowadzenie dodatkowych analiz, jednak wygląda na to, że nie czekając na wyniki zrezygnuje z łączenia spółek. Bogdanka mocno argumentuje, dlaczego wolny rynek przysłuży się jej bardziej niż kapitałowa więź z Kozienicami.
— Planujemy rozwój. Chcemy zwiększyć wydobycie do 9 mln ton. To nie mrzonki. Mamy mocne podstawy do budowania takich planów. Problem w tym, że połączenie z Kozienicami stawia ich realizację pod znakiem zapytania — uważa Mirosław Taras, dyrektor handlowy Bogdanki.
Wezmą więcej
Spółka liczy przede wszystkim na wzrost zamówień od dotychczasowych odbiorców — w tym największego, czyli Kozienic.
— Odbierające nasz węgiel elektrownie są w trakcie realizacji inwestycji w odsiarczanie spalin. Dzięki temu będą mogły zużywać więcej naszego węgla, który jest co prawda mocno zasiarczony, ale za to bardzo konkurencyjny cenowo — twierdzi Mirosław Taras.
Spółka szacuje, że docelowo tylko Kozienice mogą kupować od niej 4 mln ton węgla. Po 1,5 mln ton chcą sprzedawać do Elektrowni Połaniec i Zespołu Elektrowni Ostrołęka (ZEO), a po 700 tys. ton do Elektrowni Stalowa Wola (ESW) i Elektrociepłowni Warszawskich (EW), kontrolowanych przez szwedzkiego Vattenfalla.
— Na razie rozmawiamy z EW o rozpoczęciu współpracy. Kontraktu jeszcze nie mamy, ale jesteśmy przekonani, że od przyszłego roku możemy im sprzedawać 300 tys. ton węgla rocznie, a w przyszłości więcej. Mamy też podpisany list intencyjny z Białorusinami, którzy chcą budować elektrownię w Brześciu. W grę wchodzi kolejne 700 tys. ton rocznie —mówi dyrektor handlowy Bogdanki.
Musimy inwestować
Jeśli spółka zrealizuje handlowe plany, łącznie z zaopatrującymi się u niej cementowniami, lokalnymi producentami ciepła i drobnymi odbiorcami, znajdzie zbyt na prawie 9 mln ton węgla rocznie.
— To wymaga zwiększenia wydobycia, co oznacza konieczność zainwestowania w ciągu czterech lat około 700 mln zł w przystosowanie szybu i zakład wzbogacania węgla. Te inwestycje możemy zrealizować, mając gwarancję odbioru węgla. Problem w tym, że nasi duzi odbiorcy nie chcą podpisywać z nami długoterminowych umów w obawie przed naszym połączeniem z ich konkurentem — Kozienicami — twierdzi Mirosław Taras.
Strategiczne porozumienie z Bogdanką po przejęciu jej przez Kozienice uznał za mało prawdopodobne, Grzegorz Górski, wiceprezes polskiej spółki koncernu Electrabel, kontrolującego El Połaniec.
— To samo słyszymy od pozostałych dużych odbiorców ESW i ZEO. Vattenfall też na razie nie chce rozmawiać o długoterminowym kontrakcie. Woli poczekać, aż wyklaruje się nasza sytuacja — zapewnia dyrektor handlowy kopalni.
Bogdanka nie boi się konkurencji śląskich kopalni.
— W przypadku Kozienic różnica w kosztach transportu sięga 20 zł na naszą korzyść. Poza tym mamy najniższe koszty w kraju i wciąż duże rezerwy, które w razie czego jesteśmy w stanie uruchomić — mówi Mirosław Taras.
W ten sam sposób kopalnia odpiera argumenty MSP, że połączenie z Kozienicami zapewni jej stabilność, kiedy zmieni się koniunktura na światowym rynku węgla i import z Rosji stanie się opłacalny. Dlatego woli dalej funkcjonować na rynku i podlegać indywidualnej prywatyzacji poprzez giełdę.



