Poprawki KNUiFE do ustaw ubezpieczeniowych, zgłaszane podczas prac sejmowej podkomisji, są podobne do przedstawionych wiosną. Rząd je wtedy odrzucił. Teraz popiera je resort finansów. Łatwo więc przewidzieć, jakie poprawki zgłosi nadzór na dzisiejszej podkomisji.
Dzisiejsza ubezpieczeniowa podkomisja sejmowa zajmie się ustawą o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu Gwarancyjnym (UFG) i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych. W jej trakcie Komisja Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych (KNUiFE) zgłosi propozycje ustanowienia nowego ubezpieczenia obowiązkowego mieszkań i domów na wypadek zniszczeń spowodowanych żywiołami lub aktami terroru. Taki zamiar potwierdził już Jan Monkiewicz, przewodniczący KNUiFE. Dodatkowo — według naszych informacji — nadzór będzie dążył do rozszerzenia roli UFG.
Chodzi głównie o rozszerzenia gwarancji funduszu w wypadku upadłości zakładu. Gwarantuje on obecnie wypłatę odszkodowań z tytułu obowiązkowych OC komunikacyjnego i rolnego. Zgodnie z rządowym projektem, takie same gwarancje mają objąć obowiązkowe ubezpieczenie budynków w gospodarstwach rolnych. Tymczasem KNUiFE ma zaproponować objęcie ochroną funduszu — w razie upadłości towarzystwa — niemal wszystkich polis, także dobrowolnych.
UFG ma też uzyskać możliwość udzielania pożyczek zakładom, które znalazły się w trudnej sytuacji finansowej lub przejmują portfel takiej firmy. KNUiFE proponuje, by taka pomoc mogła być udzielana wszystkim towarzystwom, a nie tylko członkom funduszu, czyli zakładom prowadzącym ubezpieczenia obowiązkowe.
Wszystkie te poprawki są zgodne z propozycjami KNUiFE przedstawionymi w czasie międzyresortowych uzgodnień ustaw ubezpieczeniowych. Wtedy część z nich — zwłaszcza te, które dotyczą rozszerzenia uprawnień nadzoru — nie zostały włączone do projektu. Skoro teraz propozycje KNUiFE są w Sejmie wspierane przez resort (Ministerstwo Finansów reprezentuje rząd podczas prac nad ustawami ubezpieczeniowymi), należy spodziewać się zgłaszania dalszych z tych propozycji.
W odniesieniu do ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych dotyczyły one zwłaszcza zwiększenia nadzoru KNUiFE nad Ubezpieczeniowym Funduszem Gwarancyjnym. Zgodnie z obecnym projektem, statut UFG ma być tworzony przez członków i zatwierdzany przez nadzór, a kontrolę finansową sprawować ma resort finansów. W maju KNUiFE proponowało, by statut nadawany był przez nadzór, by ten powoływał przewodniczącego rady funduszu oraz jednego członka, oraz by komisja sprawowała nadzór nad działalnością funduszu.
Wśród majowych propozycji KNUiFE znalazł się też zapis pozwalający nadzorowi na zgłaszanie towarzystwom zaleceń w sprawie taryf ubezpieczeń obowiązkowych, jeżeli zagrożą one zdolności firmy do wypłaty świadczeń lub naruszą interesy ubezpieczonych.
Towarzystwa ubezpieczeniowe dość pozytywnie wypowiadają się na temat ewentualnego obowiązkowego ubezpieczenia mieszkań od katastrof, a o pozostałych propozycjach milczą do czasu ewentualnego ich zgłoszenia przez komisję.
— Obowiązkowe ubezpieczenie mieszkań i domów od katastrof niewątpliwie wpłynęłoby korzystnie na przypis składki ubezpieczeniowej towarzystw — twierdzi Małgorzata Makulska, wiceprezes Ergo Hestii.
— Teoretycznie jest ono korzystne dla towarzystw, a idea powszechnego ubezpieczenia od katastrof wydaje się słuszna, zwłaszcza że mogłoby być ono wówczas stosunkowo tanie. Mogłoby się też przyczynić do wzrostu świadomości ubezpieczeniowej. Jestem jednak sceptyczny co do możliwości wyegzekwowania tego przepisu. Kto miałby sprawdzać jego przestrzeganie? — twierdzi Ryszard Micyk, wiceprezes Allianz Polska.
Dla wielu osób byłby to jednak dodatkowy podatek, zwłaszcza biorąc pod uwagę skłonność rządu do zwiększania obciążeń obywateli. Według szacunków KNUiFE, taka polisa ma kosztować od 50 do 100 zł. Wystarczy przypomnieć sprawę winiet i mniejszej niż zapowiadana obniżki CIT.
— Wprowadzenie jakiegokolwiek przymusowego ubezpieczenia ma bezwzględnie charakter dodatkowego opodatkowania. Nie ma uzasadnienia, które tłumaczyłoby obciążanie obywateli nowym podatkiem. Nie wolno traktować nas jak dzieci, które nie potrafią same decydować co jest korzystne. To próba zbyt daleko idącej interwencji w życie obywateli. Pomysł ten jest niebezpieczny również z tego względu, że odzwierciedla interesy określonych grup, a nie rzeczywiste potrzeby społeczne — uważa Andrzej Sadowski z Centrum Analiz im. Adama Smitha.