Kobiety do rad nadzorczych

Komisja Europejska powiedziała „tak” kwotom płciowym w spółkach giełdowych

Wiele wskazywało na to, że parytetów w radach nadzorczych i zarządach europejskich spółek giełdowych nie będzie. Kilka krajów, w tym Wielka Brytania, Szwecja i Niemcy, było przeciw. Ale 14 listopada Komisja Europejska (KE) przyjęła projekt, który forsowała komisarz ds. sprawiedliwości i praw obywatelskich Viviane Reding.

Polska koncepcja

KE proponuje 40-procentowe kwoty w europejskich spółkach giełdowych (około 5 tys. firm). Dotyczyłoby to słabiej reprezentowanej w radach nadzorczych płci (praktycznie kobiet, których wg KE jest tylko 15 proc. w tych ciałach w największych europejskich firmach). Nowe przepisy miałyby obowiązywać od 2020 r. (w spółkach, w których ma udział państwo, od 2018 r.) do 2028 r. Kwoty nie mają dotyczyć firm, które zatrudniają mniej niż 250 osób, a ich roczne obroty nie przekraczają 50 mln euro. Objęte dyrektywą spółki będą musiały składać co roku raporty o postępie we wprowadzaniu kwot. O sankcjach za niespełnienie minimalnych założeń mają decydować same kraje członkowskie UE.

W Polsce o parytetach lub kwotach w zarządach i radach nadzorczych firm także już się mówiło. Ostatnio premier Donald Tusk na wrześniowym IV Kogresie Kobiet w 2012 r. wspomniał o stopniowym wprowadzaniu gwarantowanego procentu kobiet w tych ciałach w spółkach publicznych i skarbu państwa, a także o monitoringu równości płac.

Dodał, że nad tym pomysłem pracowano wraz z przedstawicielkami tzw. gabinetu cieni Kongresu Kobiet. Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej poinformowało nas jednak, że nie pracuje nad takim projektem, a Kongres Kobiet, że pomysł jest „w fazie koncepcyjnej”. Zarząd Giełdy Papierów Wartościowych ewentualnego wprowadzenia kwot nie komentuje.

Czy to dobra metoda

Według badań firmy Deloitte kobiety na stanowiskach menedżerskich są lepiej oceniane pod względem dobrej organizacji pracy i gotowości do rozwoju i przyswajania nowych kompetencji. Z kolei u mężczyzn wyżej oceniono decyzyjność, dostępność i wytyczanie strategicznych kierunków działania. Zdaniem Haliny Frańczak, dyrektor marketingu na Polskę i Europę Środkową w Deloitte, parytety czy kwoty nie rozwiązują jednak problemu małej liczby kobiet w zarządach.

— Nie opowiadamy się w raporcie za parytetami lub przeciw, bo wpływy kobiet w biznesie nie zależą wyłącznie od ich liczby w zarządach. Ważne jest przede wszystkim to, jaki rzeczywisty wpływ będą miały na decyzje. Problem jest złożony. Wiele spółek nie ma żadnych mechanizmów wspierania kobiet w rozwoju ich karier. Lepszym wyjściem wydaje się edukacja niż odgórne przepisy. Zwłaszcza, że firmy nie zdają sobie sprawy z kosztów, jakie ponoszą, tracąc utalentowaną kobietę na wysokim stanowisku. Wykształcenie dobrego menedżera może kosztować firmę nawet kilkaset tysięcy euro — tłumaczy Halina Frańczak. Ostrożna jest Solange Olszewska, prezes Solaris Bus & Coach.

— Przepisy wprowadzające parytety mogłyby pobudzić nieco zwiększanie liczby kobiet na stanowiskach kierowniczych, ale jeśli w ogóle takie prawo miałoby być wprowadzone, to powinno obowiązywać tylko czasowo — uważa Solange Olszewska.

Dodaje, że problem także w tym, iż kobiety rzadko zdobywają wykształcenie techniczne, które często bardziej przydaje się na kierowniczych stanowiskach. Europejskim liderem udziału kobiet w zarządach jest Norwegia, gdzie ten odsetekwynosi aż 42 proc. Kwotę (40 proc. kobiet) wprowadziła w 2003 r. w zarządach publicznych spółek akcyjnych, ale obowiązkowe stało się to w połowie 2006 r. i firmy miały dwa lata na dostosowanie się do nowego prawa. W 2003 r. kobiety stanowiły nieco ponad 10 proc. członków zarządów objętych przepisem spółek, w 2009 r. już 42 proc. Kiedy jednak w 2009 r. Kenneth Ahern i Amy Dittmar z Uniwersytetu w Michigan przeanalizowali wpływ, jaki wprowadzenie kwot miało na norweskie firmy, okazało się, że miały one mniejsze zyski, częściej decydowały się na akwizycje i bardziej rozrastały się organizacyjnie. Naukowcy wykazali, że jednym z powodów był brak odpowiedniej kadry. Zatrudniane kobiety były młodsze i miały mniejsze doświadczenie na kierowniczych stanowiskach niż ich koledzy.

Unikajmy fikcji

— Miałam kiedyś propozycję objęcia stanowiska w radzie nadzorczej firmy z branży, której kompletnie nie znałam. Miałam brać pieniądze i nic nie robić, byle spółka miała odpowiedni procent kobiet w składzie — komentuje Solange Olszewska. Żeby projekt KE stał się obowiązującym wszystkie kraje UE prawem, musi go przyjąć Parlament Europejski i Rada UE. Kiedy się to stanie, nie wiadomo.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rafał Fabisiak

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / Kobiety do rad nadzorczych