Kolejarze podnoszą szlaban dla obcych

opublikowano: 16-10-2019, 22:00

Koleje Dolnośląskie szykują się do zakupu składów. Otwierają drzwi dla dostawców spoza Europy

Samorządowa spółka chce kupić elektryczne i spalinowe pojazdy szynowe. Wiosną unieważniła przetarg na 11 składów, ponieważ oferty Pesy i Newagu okazały się za drogie. Przeprowadziła dialog techniczny i szykuje się do ogłoszenia nowego przetargu.

Na Dolnym Śląsku remontowanych i przywracanych do ruchu jest coraz
więcej linii kolejowych. Koleje Dolnośląskie będą więc potrzebować taboru do
ich obsługi. Wkrótce okaże się, od kogo go kupią.
Zobacz więcej

TORY WRACAJĄ:

Na Dolnym Śląsku remontowanych i przywracanych do ruchu jest coraz więcej linii kolejowych. Koleje Dolnośląskie będą więc potrzebować taboru do ich obsługi. Wkrótce okaże się, od kogo go kupią. FOT. KOLEJE DOLNOŚLĄSKIE

Równe szanse

Piotr Rachwalski, były prezes Kolei Dolnośląskich, uważa, że wysokie ceny pociągów przyczynią się do rozwoju konkurencji na rynku dostawców. Podobnego zdania jest Michał Beim, ekspert Instytutu Sobieskiego, który twierdzi, że w przeliczeniu na miejsce siedzące polskie pociągi będą niemal tak drogie jak pendolino. Za jedno miejsce w nim płaciliśmy brutto prawie 215 tys. zł. Patryk Wild, ekspert kolejowy reprezentujący dolnośląskich Bezpartyjnych Samorządowców, w jednym z postów na Twitterze oszacował obecnie koszt miejsca w pociągu pasażerskim na 155 tys. zł netto (ponad 190 tys. brutto).

Dodał, że wybór dokonany przez czeskiego przewoźnika LeoExpress, który kupił chińskie pojazdy elektryczne, płacąc ponad 95 tys. zł za miejsce, „zaczyna się jawić jako jedyne rozwiązanie”. Czy rzeczywiście polskich przewoźników może skusić zakup tańszego taboru zagranicznych producentów? Koleje Dolnośląskie zapewniają, że są otwarte na konkurencję.

— Zakończone niedawno targi Trako były dla spółki okazją do zapoznania się z ofertą krajowych i zagranicznych producentów, także z Dalekiego Wschodu. Ceny nowego taboru w kraju wzrosły w ostatnim czasie w sposób zaskakujący. Obserwując propozycje dostawców azjatyckich, można dostrzec szanse na rozwój konkurencyjności w branży taborowej. Ogłaszając przetarg, będziemy liczyć na mnogość i wysoką konkurencyjność propozycji dostawców. Każda oferta zostanie obiektywnie oceniona zgodnie z obowiązującym prawem i oczekiwaniami spółki. Kraj pochodzenia nie będzie miał znaczenia — zapewnia Bartłomiej Rodak, rzecznik Kolei Dolnośląskich.

Wspólne zakupy

Jakub Majewski, prezes Fundacji ProKolej, uważa, że mówiąc o zagranicznej konkurencji, spółka dopinguje krajowych dostawców, by skłonić ich do korzystniejszych cen w przetargu. Jeśli jednak polscy oraz europejscy producenci nadal będą utrzymywać wysokie ceny pojazdów, przewoźnicy nie będą mieli wyjścia i zaproszą nowych dostawców, otwierając się np. na firmy azjatyckie.

— To jednak pogłębi problemy z utrzymaniem i serwisowaniem taboru. Już obecnie polscy przewoźnicy mają pojazdy różnych typów od różnych producentów krajowych. Jeśli będą mieć jeszcze tabor dalekowschodni, pojawią się kolejne problemy z jego utrzymaniem — uważa Jakub Majewski.

Zwiększenie konkurencji wśród dostawców nie jest, jego zdaniem, jedynym rozwiązaniem problemu wysokich cen pociągów. Lepszym jest unifikacja zamówień i tworzenie grup lub pooli taborowych, które będą organizować przetargi na wiele pojazdów, dzięki czemu kupią je taniej i będą mogły dzierżawić przewoźnikom po korzystnych cenach.

Przedstawiciele producentów nie chcą na razie oficjalnie mówić o zwiększeniu konkurencji. Podkreślają, że sporo zależy od zapisów, jakie Koleje Dolnośląskie zamieszczą w specyfikacji przetargowej. Podkreślają też, że aby otrzymać dopuszczenie pojazdów do ruchu na naszym rynku, dostawcy spoza Europy będą musieli kupować wiele części i podzespołów produkowanych na Starym Kontynencie. Na początku, chcąc wejść na rynek, mogą zaoferować niższe ceny, ale w długim okresie ich pojazdy będą mieć podobne ceny jak europejskie, bo będą zawierać europejskie podzespoły.

Przetarty szlak

Eksperci akceptujący otwarcie rynku na konkurencję przekonują natomiast, że dostawcy spoza Europy będą kupować europejskie podzespoły także dlatego, że wówczas ich pojazdów nie trzeba będzie wozić na serwisowanie do Azji. Jeden z naszych rozmówców uważa, że dostawcy spoza Europy mogą nawet zainwestować we własne centrum utrzymania. Szlak kolejarzom przetarły Tramwaje Warszawskie, które niedawno zamówiły pojazdy w koreańskiej grupie Hyundai Rotem, stawiając w przetargu wymóg użycia do ich produkcji co najmniej 50 proc. europejskich komponentów. Hyundai zadeklarował, że spełni ten warunek, zapowiedział też, że zainwestuje w punkt serwisowania pojazdów.

— Hyundai ma doświadczenie w produkcji pociągów, może więc także wejść na ten rynek w Polsce — twierdzi nasz rozmówca. Czy pojawi się w przetargu dla Kolei Dolnośląskich, nie wiadomo. Z Marcinem Jędryczką, reprezentującym Hyundai Rotem w Polsce, nie udało nam się porozmawiać.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu