Kolejny krok do sukcesu

Mirosław KonkelMirosław Konkel
opublikowano: 2016-02-07 22:00

Młodzi ludzie decydują się na MBA, bo mają poczucie, że bez tych studiów jako menedżerowie będą niekompletni

W książce „Błyskotliwa kariera” Ken Langdon pisze, że spytał kiedyś menedżera z dużej firmy o podstawy sukcesu jej dyrektora zarządzającego. „Poznałem tego gościa i wiem, że jest inteligentny i błyskotliwy. Lecz co jeszcze w sobie kryje?” — dociekał autor. „Nie jestem pewien — odpowiedział menedżer — ale wiem, że siedzi w swoim gabinecie codziennie, mniej więcej do 21.30”. „Co tam, na litość boską, robi?”. „Cóż, głównie czyta. Stara się być na bieżąco, jeśli chodzi o biznes, swoją gałąź działalności oraz gałęzie swoich klientów”. O to samo chodzi w programach MBA — aby być na bieżąco i dzięki temu robić karierę.

Mariaż teorii z praktyką

— Studia MBA dają ogólną nowoczesną wiedzę menedżerską. Wyobraźmy sobie menedżera produkcji, który jest typowany na szefa firmy, a przynajmniej jej ważnego pionu. Wcześniej niekoniecznie musiał znać się na marketingu, sprzedaży, finansach czy HR. Ale żeby na nowym stanowisku odniósł sukces, powinien jak najszybciej uzupełnić swoje braki — podkreśla dr Marek Suchar, prezes firmy doradczo-rekrutacyjnej IPK, który od wielu lat prowadzi wykłady na studiach MBA.

Czy uczenie rzeczy zbyt ogólnych, uniwersalnych nie jest jednak główną wadą MBA? Szef IPK z tą opinią się nie zgadza. Jego zdaniem, te studia są właśnie po to, aby specjaliści stawali się „generalistami”: wiedzieli wszystko o czymś i coś o wszystkim. Szerokie horyzonty, ogląd całości, umiejętność łączenia najróżniejszych faktów — właśnie to z MBA wynoszą menedżerowie.

— Moi studenci często się dziwią, że na zajęciach jest tak mało praktyki. Uświadamiam im, że MBA to nie warsztat, szkolenie, kurs kierowniczy czy staż, tylko studia akademickie. Praktyki nabywają w codziennej pracy. Ważne, by uzupełnili ją o najświeższą wiedzę, teorie, o których głośno w biznesowych środowiskach na całym świecie — wskazuje Marek Suchar.

Natomiast Justyna Berniak-Woźny, dyrektor programu MBA w Akademii Finansów i Biznesu Vistula, dodaje, że aspekt praktyczny i tak w trakcie wspólnej nauki wychodzi. Zwłaszcza jeśli wykładowcy wiedzą, jak moderować dyskusję.

— Dwudziestokilkuosobową grupę tworzą ludzie z różnych branż, zawodów i szczebli zarządzania. Najczęściej chętnie się dzielą swoimi doświadczeniami z pracy. Można więc porównać, jak te same problemy biznesowe rozwiązuje księgowy, a jak inżynier, logistyk lub specjalista od zakupów — tłumaczy Justyna Berniak-Woźny. Co kraj, to inne podejście do zarządzania. Dlatego niektórzy polecają studia za granicą. Jak jednak zapewnia prezes Suchar, doświadczenie wielokulturowości dostępne jest także na polskich uczelniach. Po pierwsze, wykładają u nas zagraniczni profesorowie i praktycy biznesu. Po drugie, uczestnicy programów to często kolorowa mieszanka złożona z przedstawicieli najróżniejszych grup etnicznych i narodowych.

— Jednym z najważniejszych argumentów za podjęciem studiów MBA jest to, że pozwalają na dobicie do międzynarodowej elity. Jeśli polski menedżer nie odwołuje się do wspólnych pojęć czy koncepcji zarządzania, jego zagraniczni koledzy od razu się zorientują, że mają do czynienia z kimś, kto w najlepszym razie jest nowicjuszem w ich kręgu — mówi dr Marek Suchar. Kiedy jest najlepszy moment na MBA?

— Nigdy dość powtarzania, że te studia nie są dla ludzi, którzy ledwo zrobili licencjat lub magisterkę. Trzeba mieć co najmniej pięć lat doświadczenia zawodowego — i to na kierowniczym stanowisku — aby na MBA skorzystać — zaznacza Ewa Barlik, rzecznik Akademii Leona Koźmińskiego (ALK) w Warszawie. Inne warunki przyjęcia na takie studia to wyższe wykształcenie i pozytywny wynik z testu umiejętności matematyczno-logicznych. Oczywiście, w języku angielskim. No i są jeszcze pieniądze. W ALK program specjalistyczny dla inżynierów lub specjalistów IT kosztuje 33 tys. zł, Executive MBA — nieco ponad 50 tys. zł przy jednorazowej wpłacie.

Natomiast za program Euro MBA, z zajęciami na czterech europejskich uczelniach partnerskich, trzeba zapłacić 28 tys. EUR.

Więcej niż dyplom

Firmy coraz rzadziej są skore finansować takie studia. Czyżby przedstawiciele wyższej kadry kierowniczej obawiali się tego, że nowe pokolenie szefów, z dobrymi dyplomami i umiejące myśleć po europejsku, może ich wygryźć?

— Powód jest inny. Wielu młodych menedżerów podczas studiów zmienia pracę. Inwestowanie w ambitnych, nastawionych na sukces ludzi jest dla pracodawcy ryzykowne — twierdzi Marek Suchar.

Zgadza się z nim Justyna Berniak-Woźny, według której menedżerowie podejmują studia MBA, bo nie chcą poprzestawać na swoich dotychczasowych osiągnięciach i sukcesach. Marzą o tym, aby coś zmienić w swoim życiu, nadać mu większą wartość. A nawet jeśli tymi motywami nie kierują się w momencie składania w szkole biznesu papierów, wcześniej czy później przychodzi im ochota na więcej.

— MBA oznacza ogromny skok rozwojowy. Uzbrojeni w nową wiedzę, umiejętności i kontakty studenci często dochodzą do wniosku, że wyrośli ze stanowiska, które zajmują obecnie. Myślą o awansie, nowych wyzwaniach w innym miejscu lub założeniu własnej firmy — wyjaśnia dyrektor Berniak-Woźny.

Opisując swoje doświadczenia w trakcie studiów MBA, absolwenci najczęściej wspominają, że były bardzo intensywne i absorbujące czasowo.

— Nasze Executive MBA to 570 godzin zajęć rozłożonych na cztery semestry. Dla porównania: typowy program studiów podyplomowych obejmuje tylko 180 godzin. Co więcej, studenci MBA to bardzo zapracowani szefowie. Kiedy inni cieszą się wolnymi weekendami i urlopami, oni chodzą na wykłady. Mimo to nikt nie rezygnuje — mówi Ewa Barlik.

Dlaczego menedżerowie nie żałują pieniędzy, czasu i wysiłku? Justyna Berniak- -Woźny zaznacza, że nie chodzi o dyplom, lecz o to, żeby przenieść swoją karierę na wyższy poziom. Zrobić następny krok. © Ⓟ

Możesz zainteresować się również: