Gdy się zdarzy, że barwa nie odpowiada odbiorcy, nie wolno udawać Greka.
Na biurku szary kalkulator, prawdopodobnie z Azji, i mój niebieski długopis z RPA to jedne z niewielu w pokoju dyrektora przedmiotów, które nie zawierają koncentratów barwiących i uszlachetniających produkowanych przez Global Colors Polska.
— W kraju jesteśmy liderem, mamy jedną trzecią rynku koncentratów. Jedna czwarta produkcji wędruje do Czech, Słowacji, Węgier, Austrii i całej Europy Zachodniej — wylicza Adam Maciejewski, dyrektor generalny firmy.
Zaczynał w Zakładach Chemicznych Blachownia. Gdy powstał Holding Blachownia, stanął na czele działu handlowego jednej z wydzielonych spółek — Zakładu Tworzyw Poli-Chem, produkującego głównie polietylen.
— Na przełomie wieku szukaliśmy kapitału na inwestycje, maszyny, bo chcieliśmy zwiększyć produkcję. Zbadaliśmy, który produkt może nam zapewnić dobrą sprzedaż i wyszło, że przyszłość mają koncentraty — opowiada dyrektor Maciejewski.
Rozmowy z firmami polskimi, niemieckimi i holenderskimi nie przyniosły rezultatu.
— Na targach w Kielcach spotkaliśmy przedstawicieli firmy Plastika Kritis z Iraklionu. Zainteresowali się naszą ofertą. W 2001 r. powstała spółka Global Colors Polska — wspomina dyrektor.
Wraz z fabryką w Turcji, Grecji i w Rumunii spółka, w której Grecy mają 100 proc. udziałów, tworzy Global Colors Group. W sumie może produkować ponad 30 tys. ton koncentratów rocznie.
— Grecy dali kapitał, więc mogliśmy otworzyć nowoczesne laboratorium, i dają nam pełną swobodę. Zresztą, proszę się rozejrzeć: nie ma tu ani jednego Greka — dyrektor pokazuje odległy o trzysta metrów zakład.
Kilka tysięcy odcieni
W hali produkcyjnej stłoczone maszyny pracują na najwyższych obrotach, na tace sypie się granulat — niebieski, biały.
— Nasze otoczenie to w 90 procentach tworzywo sztuczne, więc barwy muszą być urozmaicone. Niebieska ma inny odcień w połączeniu z różnymi rodzajami tworzywa bazowego. Dzięki laboratorium oferujemy kilka tysięcy odcieni — mówi Adam Maciejewski.
Znalezienie odpowiedniej formuły wymaga wielu badań i wyliczeń. Odbiorca dostaje dziesięć próbek koncentratu o zbliżonych parametrach i wybiera tę, która najbardziej odpowiada jego potrzebom.
— Pięć lat temu usłyszałem: jeśli jesteście dobrzy, to zróbcie dokładnie taki bladozielony kolor, jaki ma ta cukierniczka. Dzisiaj jest podobnie, tylko zamówień jest więcej i są bardziej wymagające — zauważa dyrektor Maciejewski.
Koncentraty muszą spełniać wiele wymagań, np. odporności na działanie promieni słonecznych. Zależnie od przeznaczenia mogą też zawierać środki poślizgowe i antyutleniacze.
— Markowa zabawka nie może na słońcu wyblaknąć. Kolory reklamówek sieci handlowych muszą być żywe i trwałe. Nawet czarne worki na śmieci powinny trzymać kolor — podkreśla Adam Maciejewski.
Nie udawać Greka
Przyklejamy nosy do szyby laboratorium. Wkrótce ciasne pomieszczenie będzie powiększone. Na remont czeka też budynek. Za nim leży odłogiem ziemia należąca do Holdingu Blachownia.
— Od miesięcy próbuję ją wykupić, ale mnie zwodzą. A od tego zależy, czy zainwestuję tutaj, czy będę musiał przenieść firmę — narzeka dyrektor.
A jak sobie poradzić z włamaniami? Teren jest zamknięty i strzeżony, ale rozległy, więc od czasu do czasu przychodzą złodzieje.
— Załogi jestem pewien. To doskonali fachowcy. Choć średnia wieku wynosi około 35 lat, mają duże doświadczenie wyniesione jeszcze z poprzednich wcieleń firmy — zapewnia Adam Maciejewski.
Sukcesu firmy upatruje w zaangażowaniu pracowników. Zna klucz do ich serc — stara się być blisko. Codziennie z nimi rozmawia, a raz w miesiącu spotyka się z wszystkimi, informuje o dokonaniach, porażkach i celach na kolejne dni.
— Chce pan znać drugą przyczynę naszego sukcesu? Umiemy słuchać klientów. Organizujemy spotkania, podczas których dowiadujemy się o ich potrzebach. Nawet staramy się je wyprzedzać. Ta troska im imponuje, a nam przynosi wymierne korzyści — zdradza dyrektor Maciejewski.
Chowam niebieski długopis. Ponoć ten odcień jest szczególnie modny.



