Najliczniej reprezentowani byli stoczniowcy — co zrozumiałe, jeśli wziąć
pod uwagę dramatyczną sytuację tej branży. „Róbcie coś, co uratuje polskie
stocznie” — krzyczeli związkowcy. Rząd „coś” robi, ale czy zdąży — to już
zupełnie inna sprawa. Dramat stoczni był jednak pretekstem do znacznie szerszego
zestawu postulatów — tego samego dnia Sierpień ’80 protestował przeciwko zmianom
w kodeksie pracy, a pracownicy sanepidu domagali się przed Ministerstwem Zdrowia
wzrostu płac. Gdy konkurencja wyległa na ulicę, nie mogły też milczeć większe
związki — OPZZ zapowiedziało akcję protestacyjną m.in. w sprawie podwyższenia
płacy minimalnej.
Związki są od tego, żeby protestować — można powiedzieć. Trzeba z nimi
rozmawiać, ale niekoniecznie zgadzać się na ich wszystkie postulaty. Piątkowe
protesty mogą być jednak sygnałem, że rząd zaczyna tracić inicjatywę. Już raz
istniało takie zagrożenie przy okazji protestów służby zdrowia z początku
funkcjonowania gabinetu, wówczas jednak dzięki organizacji białego szczytu udało
się ją odzyskać. Teraz też trzeba pomyśleć o takich działaniach, bo w przeciwnym
wypadku za parę miesięcy metalowe barierki przed kancelarią premiera staną się
stałym elementem krajobrazu.