Jest też dobra wiadomość. Minister zapewnił jednocześnie, że zmiana prognoz nie oznacza zmiany deficytu budżetowego na 2009 rok. To ważna deklaracja, bo oznacza utrzymanie dyscypliny finansowej w burzliwych czasach. Taka zapowiedź nie musi nawet oznaczać radykalnego cięcia wydatków, bo w ostatnich latach deficyt był zawsze mniejszy niż planowany, więc można przypuszczać, że i tym razem minister finansów zostawił sobie w budżecie jakieś "zakładki."
Na nowe prognozy przyjdzie nam nieco poczekać. Nikt jeszcze nie określił tak
naprawdę rozmiarów obecnego kryzysu, więc trudno oceniać jego skutki. Warto
zauważyć, że prognozy przyszłorocznego wzrostu PKB dla Polski wahają się od 1,5
proc. do prawie 4 proc. Różnica znacząca, więc lepiej będzie, gdy resort poczeka
z nowymi prognozami na więcej danych. Żeby po okresie nadmiernego optymizmu nie
popaść — wzorem opozycji — w skrajny pesymizm.