Jeszcze kilka lat temu Trakcja balansowała na granicy wypłacalności. W latach 2019-2022 grupa wykazała łącznie ponad 700 mln zł strat. To wymusiło zmiany właścicielskie, spółka wyspecjalizowana w budownictwie kolejowym i drogowym opuściła hiszpańską grupę Comsa i trafiła ostatecznie pod skrzydła PPKP PLK. W ten sposób publiczne pieniądze uratowały ją przed upadłością.
- Wczoraj spłaciliśmy ostatnią ratę naszych starych zobowiązań. W ten sposób finalizujemy wieloletni proces restrukturyzacji i wchodzimy w nowy etap rozwoju - ogłosił w czwartek Stefan Bekir Assanowicz, prezes Trakcji.
W pojedynkę można teraz więcej
Po kilku miesiącach intensywnych rozmów zarząd podpisał nowe umowy finansowe obowiązujące do końca 2028 r. Z trzema bankami zawarto porozumienia łącznie na 300 mln zł, a towarzystwa ubezpieczeniowe zapewnią linie gwarancyjne na 733 mln zł. W sumie daje to ponad miliard złotych potencjału finansowego.
- Skala zawartych uzgodnień wzmacnia stabilność finansową i tworzy podstawy do realizacji portfela zamówień - dodaje prezes.
Nowe finansowanie pozwoli Trakcji zwiększyć skalę działalności, przyspieszyć rozwój i wejść w obszar kontraktowy dotąd dla niej niedostępny, bo żeby zdobyć zlecenie trzeba dysponować odpowiednim zabezpieczeniem finansowym. Spółka próbowała już swoich sił w dużych przetargach, np. na przebudowę stacji Warszawa Wschodnia o wartości 3 mld zł czy linii kolejowej Białystok-Ełk (4 mld zł). Bez rezultatu i zawsze w ramach konsorcjum.
- Teraz nawet samodzielnie będziemy mogli startować w przetargach szacowanych na 2 mld zł - wyjaśnia Tomasz Wardak, członek zarządu odpowiedzialny za finanse.
W spółce liczą, że to pozwoli wyraźnie poprawić portfel zleceń, bo już nawet jeden taki kontrakt dałby jakościową zmianę. Backlog grupy na koniec półrocza wynosił 4,8 mld zł, a w lipcu podpisano kolejne umowy na 1,4 mld zł. W sumie grupa operuje obecnie na 162 aktywnych kontraktach o wartości przekraczającej 11 mld zł.
Koleje, drogi, elektroenergetyka
To nie wyczerpuje jednak ambicji zarządu Trakcji.
- Ważne jest to, co przed nami - deklaruje Stefan Bekir Assanowicz.
Trakcja, której portfel w większości stanowią kontrakty kolejowe, ten segment określa jako obiecujący. Liczy jednak także na wzrost w sektorze budownictwa drogowego.
- Ten rynek jest już nasycony, mamy tego świadomość. Kręgosłup drogowy autostrad i dróg ekspresowych w Polsce jest prawie gotowy, ale ciągle potrzeba wielu łączników i dróg lokalnych. Sporo spółek walczy o te zlecenia i mają silną pozycję. My szukamy kontraktów, gdzie możemy przedstawić lepszą ofertę, dzięki naszym przewagom - wyjaśnia Bartłomiej Cygan, członek zarządu odpowiedzialny za sprawy techniczne.
Wśród przewag wymienia elastyczność, wielobranżowość i wsparcie techniczne, bo Trakcja potrafi zaoferować kompleksową usługę od projektu po całkowite wykonanie.
Pod lupą zarządu jest też sektor elektroenergetyczny.
- Chcemy wracać tam, gdzie historycznie byliśmy. Nowe plany Polskich Sieci Elektroenergetycznych na najbliższe lata wskazują, że ten rynek będzie istotnie rósł - twierdzi Stefan Bekir Assanowicz.
Portfel ma przestrzeń do wzrostu
W pierwszym półroczu Trakcja wykazała 892 mln zł skonsolidowanych przychodów, 3 proc. mniej niż przed rokiem, co prezes tłumaczy niekorzystnymi warunkami pogodowymi. Szczególnie na Litwie, gdzie spowodowało to wielotygodniowe przestoje. Spółce udało się jednak poprawić marże z 3,2 do 6,8 proc. Dzięki temu półroczny zysk przekroczył 17 mln zł, wobec 9 mln zł straty przed rokiem.
- Wyniki są przyzwoite, spółka jest w fazie wzrostowej, a jej sytuacja rynkowa się poprawiła - ocenia prezes.
Dodaje, że grupa planuje dalszą ekspansję, ale wiele zależy od tego, jakimi budżetami będą dysponować instytucje realizujące kontrakty. Dzięki porozumieniom finansowym Trakcja jest gotowa na obsługę portfela zleceń znacznie zasobniejszego od obecnego.
