Po przegranych sprawach przed arbitrażem pozycja negocjacyjna polskiego skarbu państwa jest nadzwyczaj słaba. Dwa, trzy lata temu można było wynegocjować z Eureko znacznie lepszą ugodę, przez ten czas zagraniczny akcjonariusz w PZU zyskał parę mocnych argumentów. Spełnienie żądań Eureko byłoby ciosem w prestiż nowego rządu, nie wspominając nawet o kosztach dla budżetu. Trzeba szukać innego wyjścia.
Dziś minister skarbu będzie rozmawiał w sprawie rozwiązania sporu wokół PZU z dyrektorem w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju Kazimierzem Marcinkiewiczem. Zupełnie przypadkowo życzliwym nowej ekipie i również przypadkiem dobrze znającym sprawę sporu. Może to oznaczać powrót do koncepcji sprzed lat — lansował ją bodaj Wiesław Kaczmarek — by do PZU wprowadzić trzeciego akcjonariusza — stabilnego, przewidywalnego i trzymającego się z dala od polityki. Trzeci akcjonariusz między zwaśnionymi stronami stanowiłby połączenie rozjemcy i przyzwoitki. EBOR spełnia te warunki, a co ważniejsze dla obu stron — nie będzie dążył do przejęcia kontroli nad firmą.
Od czasu, gdy ta koncepcja pojawiła się
pierwszy raz sporo się zmieniło. Parę lat temu taka operacja zdawała się
bardziej prawdopodobna, ale wszak premier obiecywał cuda. Wejście EBOR nie jest
rozwiązaniem idealnym i nie może być docelowym. Dałoby jednak czas na
uspokojenie narosłych wokół PZU emocji.
Adam Sofuł,
a.sofuł@pb.pl