Od objęcia w listopadzie rządów PiS wciąż powołuje się na wolę suwerena, czyli narodu. Zdobycie 25 października 2015 r. w wyborach do Sejmu niecałych 18,7 proc. głosów uprawnionych Polaków oczywiście daje mandat do sprawnego administrowania państwem, ale absolutnie nie do zawłaszczania wszelkich dziedzin życia publicznego. A właśnie temu wątkowi przygląda się w tych dniach niezależny organ zewnętrzny — Europejska Komisja na rzecz Demokracji przez Prawo.
Trzeba pamiętać, że nie ma ona nic wspólnego ze strukturami Unii Europejskiej. To organ Rady Europy ze Strasburga, czyli zupełnie innej organizacji, zajmującej się budowaniem demokracji i prawami człowieka. W odniesieniu do komisji, której nazwa pochodzi od miejsca obrad w Wenecji, nieaktualne są zatem krytyczne uwagi rządu do Komisji Europejskiej, a także grup politycznych w Parlamencie Europejskim. Komisja Wenecka (KW) skupia wybitnych ekspertów, doświadczonych w dziedzinie prawa publicznego i międzynarodowego oraz nauk politycznych. Delegowani są przez rządy, ale orzekają wyłącznie w imieniu własnym.
Polskie władze na razie deklarują pełną otwartość wobec KW. W sprawie ustawy o Trybunale Konstytucyjnym (TK) jej delegacja spotka się ze wszystkimi stronami ostrego sporu. Następstwem wizytacji będzie 12 marca uchwała rzetelnie oceniająca, czy w Polsce nastąpiło naruszenie standardów Rady Europy. Opinie KW są tak wyważone, że każdy może wyrwać z kontekstu zdania jemu odpowiadające. Dlatego władcy kraju we fragmentach akceptujących ich działania utrzymają szacunek dla KW jako obiektywnej i uczciwej. Ale krytyka obezwładnienia TK doczeka się reakcji biegunowo innej — międzynarodowej sitwie wara od woli suwerena…