Komu przypadnie 200 mln zł?

Katarzyna Kozińska
opublikowano: 2004-09-14 00:00

Zarząd spółki liczy na wsparcie finansowe od wicepremiera Hausnera. Ale on obiecał już pieniądze samorządom.

Janusz Dettlaff, szef PKP Przewozy Regionalne, chce zgromadzić na zakup nowego taboru ponad 570 mln zł. Połowę tej kwoty wyłoży Unia Europejska. Aby jednak otrzymać pieniądze, niezbędny jest wkład własny takiej samej wartości. Spółce brakuje około 150 mln zł.

— Liczymy na pieniądze z rezerwy budżetowej. Grzegorz Mędza, wiceminister infrastruktury, wystąpił z propozycją do wicepremiera Hausnera, by przekazał 130 mln zł na zakup nowego taboru i 70 mln zł na modernizację obecnego parku przewozowego — wyjaśnia Janusz Dettlaff.

Atrakcyjna marchewka

Sejm na początku roku przyznał na przewozy regionalne 550 mln zł. Z tego sumą 150 mln zł zarządza PKP, 200 mln zł już dostały samorządy na zakup taboru, a 200 mln zł czeka w rezerwie. Kłopot w tym, że wicepremier Jerzy Hausner już komuś te pieniądze obiecał. Kilkanaście tygodni temu zapewnił, że trafią do tych samorządów województw, które podejmą się powołania wspólnie z PKP regionalnej spółki do organizowania i finansowania przewozów kolejowych.

— I trzeba przyznać, że to zachęciło kilku marszałków do rozmów w sprawie utworzenia z nami takich podmiotów — przyznaje Janusz Dettlaff.

Szef PKP PR wyliczył, że łącznie mógłby otrzymać z UE 61,38 mln EUR. Dystrybucją tych środków zajmie się resort infrastruktury. Termin składania wniosków upływa z końcem września.

— Jeśli nie dostaniemy brakującego kapitału, wystąpię o mniejszą kwotę z funduszu unijnego. Ale szkoda byłoby stracić te pieniądze — mówi prezes Dettlaff.

Większy kapitał pozwala na większe zamówienie, a przy dużych zakupach zawsze można liczyć na wytargowanie lepszych warunków u producenta.

Poczekamy, zobaczymy

Zdaniem przedstawicieli zarządu grupy PKP, to byłby największy program inwestycyjny na kolei od kilkunastu lat. Liczą na niego również producenci taboru, jak np. Stadler, który przygotowuje się do uruchomienia w Polsce produkcji, bo upatruje tu szansy na nowy rynek zbytu. Oby tylko wielki program nie skończył się tak, jak wart kilkaset milionów złotych kontrakt na zakup lokomotyw. Podpisany i zerwany trafił do sądu, a następnie do ponownych negocjacji między PKP (teraz zajmuje się tym PKP Cargo) a producentem. A od 1996 r. lokomotyw jak nie było, tak nie ma.