Przez zmianę rozkładu jazdy najwięcej nerwów stracili zagraniczni turyści, a zarobili — taksówkarze. Przedsiębiorcy starali się radzić sobie z chaosem.
Od poniedziałku do środy z powodu rozbiórki wiaduktu u zbiegu Al. Jerozolimskich i ulicy Żelaznej praktycznie wyłączona została z ruchu Warszawa Centralna. Pociągi odjeżdżają z innych stacji.
„Puls Biznesu” tłumaczy
Wczoraj o godzinie 9.00 w hali głównej Dworca Centralnego tłok był mniejszy, niż zwykle. W okienkach kas widać było białe kartki z napisem „Tymczasowy Rozkład Jazdy w dniach 23-25 sierpnia”. Kolejka do informacji była jednak bardzo długa.
Największy kłopot ze zorientowaniem się, o co chodzi, mieli zagraniczni podróżni. Z dworcowego megafonu co 5 minut płynęły komunikaty, ale po polsku. Jeden z cudzoziemców, Włoch, bilet z Warszawy do Krakowa kupił 3 dni temu. Na stacji stwierdził, że wbrew temu, co ma napisane, pociągu nie ma i z Centralnego nie będzie. Przy okienku kasjerka nie wytłumaczyła mu, dlaczego, bo po polsku nie umiał ani słowa. Tłumaczem została dziennikarka „Pulsu Biznesu”, a pociąg odnalazł się na stacji Warszawa Środmieście. W podobnej sytuacji znalazła się francuska bizneswoman, która wybierała się do Krakowa na wakacje. Tu znów przydało się wsparcie „PB”.
Z Dworca Centralnego na Śródmieście nie jest daleko — pod warunkiem, że zna się Warszawę. Dużo dalej jest do Dworca Gdańskiego czy Wschodniego, a PKP nie zapewniły zastępczej komunikacji. Byliśmy świadkiem, jak dwóch policjantów próbowało wyjaśnić niemieckim rowerzystom, jak dojechać na Warszawę Gdańską (najprościej metrem). Nie udało się.
Andreas Angeler z firmy Von Der Heyden Group, inwestującej w nieruchomości, ledwie zdążył na pociąg do Poznania.
— Dobrze, że byłem kilka minut wcześnieji. Zwykle przychodzę na ostatnią chwilę — komentuje.
Adam Protasiuk, właściciel biura doradztwa ekonomicznego w Gdańsku, zajrzał do internetu dzień przed podróżą.
— Te zmiany są utrudnieniem, pociąg do Gdańska jedzie ze Wschodniego. Gdybym nie spojrzał do internetu, byłbym tak zielony jak większość podróżnych — skwitował Adam Protasiuk.
Dodał, że nowy rozkład jest wyjątkowo niewygodny dla przedsiębiorców. Po kilku spotkaniach muszą jeszcze zdążyć na pociągi, które odchodzą z odległych stacji.
Jeden z podróżnych po ustaleniu, że musi udać się na Dworzec Śródmieście, aby wyruszyć do Gdyni, spróbował tam kupić miejscówkę. I tu niespodzianka.
— Na osobowy, pośpieszny to mogę sprzedawać. A na ekspres wyskakuje niezgodność trasy. Muszę zadzwonić na centralę i zapytać dlaczego — powiedziała kasjerka około godziny 10.30.
Dworzec Warszawa Gdańska o godzinie 11 tętnił życiem. Do jedynej czynnej kasy, wydającej bilety na połączenia w ruchu dalekobieżnym i międzynarodowym, ustawiło się ponad 30 osób.
Jednak nie tak źle
Byli jednak i tacy podróżni, którzy doskonale wiedzieli, skąd i jak mają jechać. Prezes zielonogórskiej firmy handlowej o zmianie rozkładu jazdy usłyszał w Zielonej Górze. Kupił bilet tam i z powrotem. Podobnie zrobił Bartłomiej Turek, projektant systemów informatycznych z gdyńskiej firmy Optix. Tydzień wcześniej był służbowo w Warszawie i wszystkiego się dowiedział.
Część podróżnych o zmianach dowiedziała się z komunikatów podawanych w pociągach. Wysiadając na Gdańskim od razu biegli do tablicy informacyjnej, aby sprawdzić powrót. Inni o zmianach przeczytali w gazetach. W pociągach ponadto można było kupić bilet bez dodatkowej opłaty.
Inna sprawa, że na zamieszaniu zarabiają taksówkarze.
— Dla nas to raj — przyznali.
Anna Rosiek, rzecznik PKP Intercity, zapewnia, że od dwóch miesięcy na biletach na pociągi odjeżdżające z Warszawy Gdańskiej (większość ekspresów i IC na południe kraju), były wprowadzane zmiany. Przyznaje, że w niektórych przypadkach mogło się to nie udać.