Choć konflikty związane ze znakami towarowymi i ich wykorzystaniem w internecie nie są, przynajmniej na razie, zbyt popularne, na horyzoncie pojawił się nowy — w branży kosmetycznej.

Pharmena, notowana na NewConnect spółka kosmetyczno-farmaceutyczna, wezwała globalny koncern L’Oreal Polska do „natychmiastowego zaprzestania działań naruszających prawa Pharmeny do znaku towarowego Dermena”. „Pharmena ustaliła, iż L’Oreal Polska wykorzystuje w serwisie Google, w ramach usługi reklamy AdWords […], dla celów promocji marki Vichy, określenia >>Szampon Dermena — kuracja dla wypadających włosów lub inne podobne określenia zawierające słowo „Dermena” — czytamy w komunikacie Pharmeny.
Pharmena informuje, że do 1 marca 2016 r. oczekuje oświadczenia drugiej strony, potwierdzającego zaniechanie korzystania ze słowa „Dermena”. W przypadku braku ugodowego rozwiązania spółka planuje skorzystać z przysługujących jej kroków prawnych.
Mea culpa
L’Oreal Polska nie planuje iść na wojnę z Pharmeną. — Dla naszej firmy etyka w biznesie jest priorytetem, dlatego traktujemy opublikowaną informację bardzo poważnie. Sporny tekst został usunięty. Jesteśmy na etapie wyjaśniania sprawy z domem mediowym, odpowiedzialnym za koordynację kampanii AdWords — mówi Beata Iwanienko, dyrektor ds. naukowych i kontaktów zewnętrznych w L’Oreal Polska.
Zdaniem ekspertów, wyroki sądowe w obszarze Google AdWords to rosyjska ruletka. Po pierwsze — ze względu na specyfikę nowych technologii takie konflikty są novum zarówno dla firm, jak też polskich sądów. Zdaniem prawnika specjalizującego się w znakach towarowych, chcącego zachować anonimowość, trudno na tym etapie, bez poznania szczegółów sprawy, powiedzieć, czy firma ma podstawy dochodzenia swoich roszczeń.
— Takie sprawy są rozstrzygane indywidualnie — diabeł jak zwykle tkwi w szczegółach, pojawiają się wyjątki wyjątków etc. Dotychczasowe wyroki sądowepokazują, wbrew pozorom, że w przypadku Google AdWords w niektórych przypadkach prawo pozwala posługiwać się cudzym znakiem towarowym. W przypadku tej sprawy zaskakujące jest i powiedziałbym ryzykowne publiczne publikowanie tego typu oskarżeń jeszcze przed decyzją sądu — uważa nasz rozmówca.
Wieloletni konflikt
Najgłośniejszy konflikt, jeśli chodzi o google’owską reklamę i znaki towarowe, zdarzył się na rynku internetowych kantorów: Cinkciarz.pl wkroczył na sądową ścieżkę ze swoim największym konkurentem na rynku — spółką Currency One. Miała ona używać znaku towarowego Cinkciarz.pl do reklamowania działalności własnych firm: InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl.
Sprawa toczy się od dwóch lat. Był nawet okres mediacji, podczas którego spółki objęte były zakazem sądowym kontynuowania pozycjonowania się w AdWords pod hasłami „cinkciarz” oraz „cinkciarz.pl”. Wskutek złamania owego zakazu mediacje zostały zerwane, a do sądu skierowano pozew z zarzutami naruszenia prawa ochronnego na znak towarowy, prawa do firmy oraz popełnienie czynów nieuczciwej konkurencji. [AT] © Ⓟ