Koniec przewagi rodzimego transportu

opublikowano: 27-03-2019, 22:00

Przepisy o płacy minimalnej i ogromne kłopoty kadrowe wytrącają z rąk polskiego transportu najważniejszy argument — przewagę cenową.

Przedsiębiorców z branży transportowej czeka ciężki okres. Stracili jedną z najważniejszych przewag nad konkurencją z zagranicy — zasoby taniej siły roboczej. Oprócz kosztów porad prawnych i dostosowywania przedsiębiorstwa do funkcjonowania w innym kraju dochodzą kwestie utrzymania płynności finansowej. W styczniu 2019 r. odnotowano 98 niewypłacalnych przedsiębiorstw, na trzecim miejscu znalazł się sektor transportowy.

Tanio już było

Według raportu pracuj.pl kierowca z kategorią prawa jazdy C+E w 2017 r. w ruchu krajowym zarabiał przeciętnie 6,2 tys. zł brutto. W ruchu międzynarodowym mediana płac kierowców wynosi 8,6 tys. zł brutto. W skali kraju to sporo. Jednak w porównaniu z kierowcami zatrudnionymi za granicą nie jest to wygórowane wynagrodzenie. Relatywnie niskie płace przekładają się na niższe koszta operacyjne i niższe stawki za usługi, stanowiąc o sile polskich przedsiębiorstw. Ostatnio to właśnie kierowcy (a raczej ich brak) są jednym największych utrapień polskich przewoźników. Sytuacji nie poprawiają przepisy o płacy minimalnej oraz powolny, ale systematyczny odpływukraińskich kierowców do Niemiec. A to właśnie pracownicy z Ukrainy pomagali w ostatnich latach w załataniu kadrowej dziury w transporcie.

— W realiach, które są obecnie na rynku, dla przedsiębiorców z branży transportowej coraz ważniejsze staje jest zapewnienie stałych wpływów pieniężnych, żeby nie stracić swoich pracowników — przekonuje Alexander Beresford z oferującej rozwiązania finansowe dla firm platformy Finiata.pl.

Nowe unijne regulacje

Rynek transportowy w UE w ponad 25 proc. należy do polskich przedsiębiorstw i to o ten kawałek tortu od lat toczy się walka. Silny lobbing Niemców i Francuzów doprowadził do zatwierdzenia przez ministrów państw UE w czerwcu 2018 r. dyrektywy o pracownikach delegowanych.

Dokument — z punktu widzenia polskich firm — jest wyjątkowo niekorzystny. Ogranicza on okres delegowania pracowników do 12 miesięcy z możliwością przedłużenia o sześć miesięcy na podstawie „uzasadnionej notyfikacji” przedstawionej przez przedsiębiorcę władzom państwa przyjmującego. Przyjęcie przepisów może oznaczać, że wiele firm będzie zmuszonych zamknąć działalność lub przenieść się do kraju, do którego dotychczas delegowało pracowników. Oczywiście zmiany wiążą się z ogromnym wzrostem kosztów — wliczając w to choćby porady prawne i dostosowywanie przedsiębiorstwa do funkcjonowania w innym kraju, jak również zadbanie o płynność finansową firmy.

Obecne przepisy wymagają, by pracownik delegowany otrzymywał przynajmniej pensję minimalną kraju przyjmującego, ale wszystkie składki socjalne odprowadzał w państwie, które go wysyła. Zmiany przepisów w tej sprawie przewidują wypłatę wynagrodzenia na takich samych zasadach jak w przypadku pracownika lokalnego. Regulacje mają wejść w życie w połowie 2020 r. Sprzeciw niektórych państw członkowskich doprowadził do tego, że przepisy o transporcie miały zostać poddane pod osobną dyskusję. Jednak i to nie rozwiązało problemu. Z nowych ustaleń wynika, że jeśli kierowca będzie wykonywał przewóz z kraju, w którym mieści się siedziba firmy, do innego państwa, to będzie wyłączony z przepisów o delegowaniu.

Jednocześnie w drodze do kraju docelowego kierowca będzie mógł wykonać jeden dodatkowy załadunek lub rozładunek, co również nie będzie wiązało się z podleganiem przepisom o delegowaniu. Podobnie jeden załadunek i wyładunek będzie mógł zostać przeprowadzony w drodze powrotnej. Inna opcja, na którą mają zezwalać nowe przepisy, to brak dodatkowego załadunku lub wyładunku w drodze do punktu docelowego, a w zamian możliwość dokonaniu dwóch załadunków lub wyładunków w drodze powrotnej. Problem polega na tym, że nie będzie można wykonać operacji kabotażu, do której przepisy o delegowaniu będą już obowiązywać. Dodatkowo nałożono przymus montowania w samochodach tachografów, które będą monitorować, czy przewozy są realizowane zgodnie z prawem unijnym.

Zadłużenie wzrośnie

Z Raportu Krajowego Rejestru Długów — wynika, że w minionym roku zadłużenie polskich przewoźników sięgało 925 mln zł. Jak twierdzą analitycy, problemy polskiego sektora transportowego związane są z dużą konkurencją cenową, wzrostem kosztów paliwa oraz kosztów prowadzenia działalności. Taki stan rzeczy może wpłynąć na zachwianie płynności finansowej polskich przedsiębiorstw branży transportowej, szczególnie tych z sektora MŚP, które będą musiały sięgać po dodatkowe finansowanie celem uniknięcia utraty rentowności — mówi Alexander Beresford.

34 tys. Tyle firm transportowych funkcjonuje w Polsce. Większość z nich to małe przedsiębiorstwa z flotą 6 pojazdów.

30 tys. Tylu, kierowców brakuje w polskich firmach transportowych. Jednak najczarniejsze szacunki mówią o liczbie trzy razy większej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu