Dalmor w tym roku wyjdzie na zero. To dobra wiadomość dla potencjalnego inwestora, który musi jednak uzbroić się w cierpliwość.
Do końca stycznia resort skarbu miał zdecydować o kontynuacji bądź wstrzymaniu prywatyzacji Przedsiębiorstwa Połowów, Przetwórstwa i Handlu Dalmor z Gdyni. Niestety, decyzji w tej sprawie jak nie ma, tak nie ma. Czyżby zawieszenie prywatyzacji miało przedłużyć się o kolejny, piąty już, miesiąc?
— Dodatkowa wycena Dalmoru nie została jeszcze odebrana przez ministerstwo — informuje Agnieszka Dłuska z biura prasowego resortu skarbu.
Nie wiadomo też, kiedy to nastąpi. Mimo trwającego od października zawieszenia spółka powoli wraca do formy.
— Rok 2004 grupa Dalmor zakończyła niewielkim wzrostem przychodów ze sprzedaży. Jeśli chodzi o wynik finansowy, powinniśmy wyjść na zero — mówi Krzysztof Rychlicki, prezes Dalmoru.
To dobry znak, jeśli wziąć pod uwagę, że w 2003 r. spółka odnotowała 20-proc. spadek obrotów oraz stratę przekraczającą 2,5 mln zł. Szef Dalmoru informuje, że deficytowe są połowy dalekomorskie prowadzone przez statek pod polską banderą. Trzy pozostałe, pływające pod banderą maltańską na wodach Nowej Zelandii, zarabiają na siebie (są czarterowane).
Zarząd Dalmoru rozważa wycofanie deficytowego statku z eksploatacji. Jest szansa na uzyskanie z tego tytułu sporej sumy pieniędzy z funduszy unijnych. Zasiliłaby ona rozwój działalności lądowej Dalmoru. Od kilku lat jest to dla firmy działalność strategiczna. Najważniejsze obecnie aktywa Dalmoru to nie statki, ale zlokalizowane w portowej części Gdyni grunty i nieruchomości, wyceniane na kilkadziesiąt milionów złotych.
Firmę chce kupić konsorcjum, w którego skład wchodzą Invest Komfort, Invest-Dal, giełdowe Wilbo oraz Wojciech Bobiński i Waldemar Wilandt, główni akcjonariusze Wilbo.