Koniunktura ma kształt sinusoidy

Izabela Tadra
29-02-2008, 00:00

Mimo że polscy przetwórcy drewna wywalczyli sobie czwarte miejsce wśród światowych eksporterów, to i tak nie sypiają spokojnie. Dlaczego? Przez leśników i internet...

rajowy przemysł drzewny boleśnie odczuł urynkowienie gospodarki, jednocześnie zniósł je bardzo dzielnie. Pokonał przeszkody wynikłe z prywatyzacji, przełamywania monopolu państwowego, upadku państwowych przedsiębiorstw, czy wreszcie dorównania jakością produktów zachodniej konkurencji. Przystąpienie Polski do Unii Europejskiej i otwarcie granic było próbą sił, z której nasi eksporterzy wyszli obronną ręką. Dziś dzielnie gonimy światowych liderów, czyli Chiny, Włochy i Niemców, a takie potęgi jak USA czy Kanada, już zostawiliśmy daleko w tyle.

Nie wszystko jednak jest tak różowe. Eksport utrzymuje się, ale gorzej z kondycja krajowych producentów — zwłaszcza tych mniejszych. Z danych firmy Cofface Poland wynika, że w ubiegłym roku ponad dwukrotnie wzrosła liczba upadłości przedsiębiorstw z branży drzewnej i meblarskiej. Dotknęło to aż 21 firm i miało ścisły związek z umacniającym się kursem złotego oraz rosnącymi cenami krajowego drewna. I to właśnie te ceny, zdaniem przedsiębiorców i Polskiej Izby Gospodarczej Przemysłu Drzewnego, mogą załamać koniunkturę i okazać się gwoździem do trumny dla branży.

Wkoło las, a drewna brak

Deficyt drewna w Polsce sięga już 5 mln m sześc. rocznie. Nic więc dziwnego, że krajowi wytwórcy coraz częściej decydują się na import surowca i ograniczenie produkcji. Krajowe firmy już dziś na portalu leśno-drzewnym Lasów Państwach zamówiły na 2008 r. 32 mln m sześc. drewna. Problem polega na tym, że do podziału jest tylko 30 mln m sześc. Niedobory surowca są jednak znacznie większe i nawet trudno mierzalne, bo za pośrednictwem portalu leśno-drzewnego nie mogą kupować nowo powstałe firmy. Te skazane są albo na wolnorynkowe aukcje, albo na import (głównie wiatrołomów) z zagranicy. Pozostali mogą zamawiać surowiec za pośrednictwem internetu, ale nie więcej niż zamówili w roku ubiegłym.

Import nie ratuje sytuacji, bo o ile drewno u naszych południowych czy zachodnich sąsiadów jest tańsze, o tyle koszty transportu mogą pogrzebać nawet bogatą firmę. W związku z tym coraz więcej przedsiębiorstw stara się ograniczać produkcję, a to wywołuje problemy finansowe, zwolnienia, upadłości i koło się zamyka.

— Sytuacja jest trudna. Ile byśmy nie dali drewna na rynek, to i tak będzie za mało. Polska Izba Gospodarcza Przemysłu Drzewnego niestety nie zauważa, że w ubiegłym roku do sprzedaży trafiło 32 mln m sześc. czyli o 2 mln więcej niż planowaliśmy i dokładnie 1 mln więcej niż chciała Izba. Mimo to, pod koniec roku podniosły się głosy, że to wciąż za mało. Lasy Państwowe są monopolistą na rynku surowca, ale nie są czarnym charakterem. Przedsiębiorcy zapominają często, że nadleśnictwa nie mogą wyciąć w danym roku więcej drzew niż zakłada to ich plan ustalany raz na 10 lat. Zapominają też, że proces produkcyjny drewna — w przeciwieństwie do stołu — trwa nawet 80 lat, bo tyle właśnie rośnie las — tłumaczy Przemysław Przybylski, rzecznik Lasów Państwowych.

Podkreśla jednocześnie wagę istnienia portalu e-Drewno, który miał uczynić sprzedaż surowca bardziej przejrzystą i uciąć zarzuty Izby o łapownictwo nadleśniczych. Jak działa portal? Każda firma, która chce kupić drewno od Lasów Państwowych, musi się w nim zarejestrować i złożyć zamówienie. Samą procedurę można porównać z konkursem ofert, albo licytacją na portalach aukcyjnych. Zanim handel surowcem przeniósł się do sieci, nadleśnictwa same negocjowały z kupcami ceny i ilość sprzedawanego drewna. Wówczas pojawiały się podejrzenia o korupcję.

— Na rynku wciąż brakuje około 2 mln m sześć. drewna, a jego zakup już dziś jest procedurą niezwykle skomplikowaną. Niestety żonglerka cyframi jest specjalnością Lasów Państwowych. W tym roku wystawiono do sprzedaży tylko 30 mln m sześc., a więc o 2 mln mniej niż wynosi zapotrzebowanie i jednocześnie 2 mln mniej od tego, co deklarują Lasy Państwowe. To prawda, że w roku ubiegłym sprzedano więcej drewna niż zakładano, ale tłumaczono, że to za sprawą huraganów. My, jako Polska Izba Gospodarcza pytamy dlaczego drewno to sprzedano półoficjalnie i dlaczego ceny drewna są tak zastraszająco wysokie, skoro w innych krajach spadają? Jednocześnie dążymy do tego, by sytuacja deficytu drewna była wyjaśniona już teraz — mówi Bogdan Czemko, Dyrektor Polskiej Izby Gospodarczej Przemysłu Drzewnego.

Dwa tysiące odwołań

Choć sytuację branży trudno nazwać tragiczną, czy nawet złą, to Polska Izba Gospodarcza Przemysłu Drzewnego obawia się o przyszłość.

— Nie jest dobrze, a perspektywy też nie wyglądają różowo. Koniunktura już się posypała, eksport leży, a niemieckie drewno zalewa nasz rynek. Nie jesteśmy w stanie ocenić, czy system sprzedaży surowca jest czysty czy też może sterowany ręcznie. Dla nas jest on niesprawny, kryteria sprzedaży są złe i niejasne, a samo rozwiązanie informatyczne najeżone błędami. Liczba odwołań, jakie złożyli przedsiębiorcy czyli prawie 2 tys., mówi sama za siebie. W dodatku mamy powody by twierdzić, że kolejne podwyżki cen drewna są zupełnie nieuzasadnione — tłumaczy Bogdan Czemko.

Komisja Leśno-Drzewna na posiedzeniu 18 stycznia 2008 r. ustaliła zasady rozpatrywania odwołań od rozstrzygnięć rokowań internetowych w sprawie sprzedaży drewna. Nie będzie rozpatrywać odwołań zawierających błędy formalno-prawne i niemerytorycznych, takich jak zastrzeżenia do portalu leśno-drzewnego. Szansy na rozpatrzenie nie mają również odwołania zgłoszone przez firmy bez historii zakupów na e-platformie oraz sporo innych.

Komisję Leśno-Drzewną powołały 2 lata temu Lasy Państwowe i to właśnie ona ustaliła zasady sprzedaży.

— Sama komisja nie ma tu nic do powiedzenia, bo nie jest ciałem decyzyjnym, tylko doradczym. W dodatku powołanym przez samego dyrektora generalnego Lasów Państwowych, więc w jej postanowieniach czy komunikatach ciężko o obiektywizm. Niestety Lasy Państwowe są ostatnim takim monopolistą i reliktem poprzedniego ustroju. Wciąż działają według planów dziesięcioletnich — mówi Bogdan Czemko.

Tyle, że za Lasami Państwowymi stoi ustawa, która przyznaje im pełnię praw w dyspozycji zasobami, ich sprzedaży i ustalania cen.

Zdaniem przedstawicieli obu stron, problem niedoboru surowca może przestać istnieć w momencie, gdy nadejdzie załamanie popytu na wyroby z drewna.

— Obecna sytuacja na rynku jest przejściowa. Dziś przedsiębiorstwa potrzebują więcej drewna, za kilka lat my nie będziemy mieli co zrobić z jego nadwyżkami. Trzeba pamiętać, że koniunktura ma kształt sinusoidy — tłumaczy Przemysław Przybylski. l

W liczbach

Produkcja sprzedana*

*drewna i wyrobów z drewna oraz ze słomy i wikliny w 2006 r.

w mln zł jako odsetek całej prod. przemysłowej

23318 2,9

Dynamika produkcji sprzedanej drewna, wyrobów z drewna oraz ze slomy i wikliny (proc.)

2004 2005 2006

116,8 100,9 107,2

rok poprzedni = 100

Produkcja drewna i wyrobów z drewna z wyłączeniem mebli:

2000 2005 2006

Tarcica (w dam sześc.) 2676 2188 2427

w tym iglasta 2231 1845 2036

Płyty pilśniowe (w km kw.) 216 340 408

Okleina (w km kw.) 29,2 53,8 59,9

Wszystkie dane: GUS

8355

mln zł Tyle w 2005 r. wyniósł eksport drewna i akrtukułów z niego wytwarzanych. W tym samym roku jego import sięgnął 3389 mln zł.

26618

mln zł Na taką kwotę opiewa produkcja sprzedana przemysłu drzewnego w 2006 r.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Izabela Tadra

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Koniunktura ma kształt sinusoidy