Kontrofensywa przystawek

Adam Sofuł
16-07-2007, 00:00

Wyrzucenie z rządu Andrzeja Leppera zaniepokoiło lidera Ligi Polskich Rodzin Romana Giertycha. I słusznie. Biorąc pod uwagę strategiczne plany Prawa i Sprawiedliwości, musi liczyć się z ewentualnością, że on będzie następny w kolejce. Ponieważ sondaże nie dają obecnie jego partii większych szans na następną kadencję, robi wszystko, by do rozpadu koalicji nie doszło. Przynajmniej na razie. Dlatego dzisiaj, kiedy teoretycznie Samoobrona ma zdecydować czy zostanie w koalicji, odbędzie się również wspólne posiedzenie prezydiów LPR i Samoobrony. Ugrupowania określane jeszcze rok temu jako przystawki postanowiły zjednoczyć siły, by stawić czoła głównemu daniu. I nie są wcale bez szans.

Andrzej Lepper już raz odbierał dymisję w historii tego rządu. I już raz mediacje Romana Giertycha pomogły przywrócić lidera Samoobrony na poprzednie stanowisko. Teraz sytuacja jest trudniejsza, ale nie tylko dla przystawek. To właśnie poprzednie wyrzucenie Leppera skłoniło Samoobronę i LPR do zacieśnienia współpracy, to wówczas liderzy tych ugrupowań postanowili wspólnie stawiać czoła silniejszemu partnerowi. W koalicji, a zwłaszcza w rządzie, nadal pierwsze skrzypce gra PiS, ale też głos koalicyjnych partnerów jest coraz częściej słyszalny i coraz częściej uwzględniany — jak chociażby zapisana w aneksie do umowy koalicyjnej zgoda na powołanie sejmowej komisji śledczej do badania działalności prywatnej, jakby nie było, firmy Larchmont Capital. To ukłon w stronę Giertycha, który dzięki tej komisji chce zabłysnąć. Medialnie. Trudno też potraktować mocno okrojoną w stosunku do zapowiedzi ustawę o finansach publicznych (nad którą prace przesunięto, zresztą z powodu obecnego zamieszania, na jesień) inaczej, jak ustępstwo wobec Samoobrony. Koalicja już dawno przestała być teatrem jednego aktora.

Premier Jarosław Kaczyński dorobił się więc wewnątrzkoalicyjnej opozycji. I to nie mniej bezlitosnej niż ta parlamentarna — zarzuty Platformy Obywatelskiej w sprawie wyników szczytu brukselskiego, to kaszka z mleczkiem w porównaniu z tym, co o osiągnięciach rządu na tym szczycie mówi lider LPR. Roman Giertych nie ukrywa, że na antyeuropejskich fobiach chce zbudować nowy podział sceny politycznej. A premier milczy, co jest zaskakujące w porównaniu ze stanowczą i nazbyt ostrą reakcją na wypowiedzi szefa Komisji Spraw Zagranicznych Pawła Zalewskiego. Oczywiście, Zalewskiego premier może postawić przed sądem partyjny, a Giertycha nie, ale to milczenie może świadczyć o tym, że wbrew deklaracjom PiS nie jest wcale gotowy na wybory. LPR i Samoobrona to wiedzą i dlatego zajmują coraz twardsze stanowisko.

Jarosław Kaczyński może próbować ten nacisk przeczekać przez dwa miesiące wakacji, próbując szukać innej większości parlamentarnej (np. z PSL i rozbitków z różnych innych klubów). Jeśli to się nie uda, będzie miał do wyboru albo niepewny wynik w nowych wyborach, albo trwanie obecnej koalicji i stopniową utratę poparcia. I będzie musiał wybrać mniejsze zło.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Kontrofensywa przystawek