Kontrole będą, ale z poślizgiem

Mira Wszelaka
opublikowano: 2004-07-12 00:00

Pierwsze wizyty rosyjskich inspektorów w zakładach spożywczych, które chcą eksportować do Rosji, ruszą najszybciej 19 lipca.

Stan zawieszenia — tak najkrócej można określić sytuację wokół możliwości eksportu polskiego mięsa, przetworów mlecznych i rybnych do Rosji. Przedsiębiorcy znają już warunki, jakie będą musiały spełnić zakłady, wiadomo, ilu inspektorów ma przyjechać. Problem tylko w tym, że jeszcze się nie pojawili.

— Strona rosyjska zwleka z podaniem terminu rozpoczęcia kontroli. Wszystko wskazuje na to, że nie ruszą przed 19 lipca — mówi Jacek Leonkiewicz, radca głównego lekarza weterynarii.

Czas działa jednak na niekorzyść polskich przedsiębiorców. W pierwszej kolejności zgłoszono do inspekcji 90 zakładów uboju i rozbioru mięsa. Na inspekcje czekało blisko 300 zakładów trzech branż. Teraz zniecierpliwieni rezygnują. Na ich miejsce pojawiają się inni.

— Lista wciąż jest płynna — tłumaczy Jacek Leonkiewicz.

Taka sytuacja wymusza ciągłe zmiany w planie inspekcji, jaki strona polska będzie musiała przesłać do akceptacji stronie rosyjskiej. Każdy kolejny dzień zwłoki oznacza także utratę możliwości eksportu dla kilku zakładów. Całość operacji ma się zakończyć we wrześniu.

Gra toczy się o duże pieniądze. W 2003 r. polskie zakłady wysłały do Rosji żywność za ponad 357 mln USD, z czego ponad 84 mln USD to wartość mięsa. 2004 r. zaczął się dość pechowo. W pierwszym kwartale firmy wysłały do Rosji mięso za 12,9 mln USD, wobec prognoz 23,4 mln USD, a z początkiem czerwca eksport niemal zamarł.

Tymczasem według zapowiedzi Siergieja Dankwierta, szefa rosyjskiej służby weterynaryjnej, Moskwa może znacznie ograniczyć liczbę dostawców mięsa z nowych krajów członkowskich UE, gdyż praktycznie nie ma już czasu na inspekcje.