KONRAD RYCZKO
analityk DM Banku Ochrony Środowiska
Od szczytu na początku roku (5 stycznia) polska waluta zyskała już ponad 20 groszy względem euro, 15 groszy wobec dolara i 10 groszy w przypadku zestawienia z frankiem szwajcarskim. Zasadne jest więc pytanie: Czy to powrót wyceny złotego do fundamentalnych podstaw, czy może jedynie dynamiczna korekta w długoterminowym trendzie?
Złotego wspierały lepsze nastroje na rynkach globalnych — wyrażonych w zwyżkach eurodolara. Ponadto na wycenie polskiej waluty ważyły czynniki krajowe i regionalne. W ujęciu lokalnym należy zwrócić uwagę na wzrost jastrzębich postaw wśród członków Rady Polityki Pieniężnej połączony z zapewnieniami o jego niedowartościowaniu. Gdy zestawimy te wnioski z ostatnimi komunikatami NBP o możliwym podjęciu interwencji w przypadku destabilizacji rynku, wyłania się nam obraz rynku wspieranego przez postawę decydentów i banku centralnego.
W ujęciu regionalnym należy zauważyć poprawę nastrojów wokół Węgier. Premier Wiktor Orban wyraził wstępną wolę współpracy (wycofując się z projektu fuzji Banku Centralnego z organem nadzorczym PSZAF), co rodzi nadzieje, że rozwiązanie kryzysu na linii Węgry — MFW, KE jest coraz bliżej. Nie należy jednak oczekiwać, że kryzys węgierski skokowo zmieni percepcję kapitału zagranicznego na różnice w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.
Złoty w dalszym ciągu należy do koszyka walut emerging markets, i to głównie nastroje globalne kształtują jego wycenę. Jednak w dłuższym terminie może zaobserwować zmianę pod względem atrakcyjności naszej waluty, gdzie inwestycja w forinta okazuje się wysoce ryzykowna, a korona czeska oferuje zbyt niską premię do ryzyka. Tym samym naturalnym wyborem staje się polski złoty charakteryzujący się wysokim potencjałem wzrostu wraz z dobrymi perspektywami fundamentalnymi dla polskiej gospodarki.