W tej sprzedaży dominują kremy, perfumy, swetry, książki i płyty. Przyszłość należy jednak do usług telekomunikacyjnych oraz dostawców energii.
Kremy, perfumy, swetry, książki, płyty. To wszystko można kupić u przedstawiciela firmy zajmującej się sprzedażą bezpośrednią. W Europie takich firm jest co najmniej 560. W tym kanale najpopularniejsze są kosmetyki. W Polsce stanowią 85 proc. sprzedawanych produktów.
— W tej formie sprzedaży dominują kosmetyki — mówi Mirosław Luboń, dyrektor generalny Polskiego Stowarzyszenia Sprzedaży Bezpośredniej.
W Polsce stanowią one 85 proc. sprzedawanych produktów. Na dalszych miejscach są artykuły gospodarstwa domowego (5,5 proc.), odżywki i napoje witaminizowane (4,9 proc.), artykuły odzieżowe i biżuteryjne (4 proc.) oraz śladowe ilości książek. Z kolei w Europie kosmetyki stanowią 50 proc. sprzedaży. Dalej są artykuły gospodarstwa domowego (25 proc.), produkty dietetyczne i odżywki (7 proc.) i — uwaga — dostawa energii (5 proc.).
Rosnąca nisza
W Europie sprzedaż bezpośrednia netto w 2005 r. przekroczyła 10,6 mld EUR i była o 8,2 proc. wyższa niż w rok wcześniej. Z kolei sprzedaż w Polsce w 2005 r. wyniosła blisko 2 mld zł, o ponad 1 proc. więcej. W krajach, gdzie sprzedaż bezpośrednia ma dłuższą tradycję, np. w USA, Anglii, Szwecji czy Niemczech, ten sposób sprzedaży to 5-10 proc. dystrybucji, w Polsce — jedynie 0,5 proc.
— Ten niszowy kanał dystrybucji nigdy nie będzie w pełni konkurencyjny dla sprzedaży detalicznej — komentuje Mirosław Luboń.
Sprzedaż bezpośrednia narodziła się w 1886 r. w USA. Dawid McConnel, który handlował Biblią, do każdego egzemplarza dodawał flakonik perfum. Kiedy okazało się, że większy popyt jest na kosmetyki, założył kosmetyczną firmę Avon.
— Dziś nasze kosmetyki w 140 krajach sprzedaje ponad 4,5 mln konsultantek — chwali się Iwona Gniedziejko-Płuciennik z Avon Cosmetics Polska.
Globalne przychody Avonu w 2005 r. wyniosły 8,1 mld USD, a zysk netto — 848 mln USD. W Polsce te dwie liczby wynoszą odpowiednio 2,5 mld zł i 220 mln zł.
Usługi przyszłością
Zdaniem ekspertów, kolejne lata będą należały do sprzedawców usług telekomunikacyjnych oraz dostawców gazu i prądu.
— W Europie staje się to coraz popularniejsze, głównie w Anglii — twierdzi Mirosław Luboń.
Każdy kraj ma jednak własną specyfikę. W większości nie wolno handlować lekami oraz żywnością. W Polsce, w przeciwieństwie do Francji i Włoch, nie wolno na przykład bezpośrednio handlować winem.