Kowalski dostanie dodatkowe miliardy

Rodziny z dziećmi, budżetówka i emeryci odczują solidną poprawę w portfelu. Cena będzie jednak wysoka — dług publiczny znacznie wzrośnie

Ministerstwo Finansów (MF) zarysowało już plan finansowy państwa na najbliższe lata. Deficyt, po solidnym wzroście do 2,9 proc. w przyszłym roku, w kolejnych latach ma wyraźnie spadać aż do 1 proc. pod koniec dekady.

Dochodowo-wydatkowa układanka Pawła Szałamachy, minister finansów, nie uwzględnia jednak realizacji sztandarowych obietnic wyborczych PiS, a te będą poważnie obciążały publiczną kasę. To, co będzie kosztem dla budżetu, jednocześnie stanie się korzyścią dla Kowalskiego. Z wyliczeń „PB” wynika, że zastrzyk gotówki, jaki trafi do gospodarstw domowych w najbliższych latach, będzie solidny — tylko w przyszłym roku wyniesie, licząc z grubsza, prawie 30 mld zł. Sporo też zostanie w kieszeni, jeśli rząd wywiąże się z podatkowych obietnic.

Dla każdego coś miłego

Pewne już jest, że rodziny z co najmniej dwójką dzieci i mniej zamożne z jednym, dostaną od państwa ekstra dodatek 500 zł na dziecko. W ten sposób do gospodarstw domowych popłynie strumień 23 mld zł. Politycy mają też dobrą wiadomość dla seniorów. Utrzymująca się od blisko dwóch lat deflacja znacząco obniżyła wskaźniki waloryzacji rent i emerytur. W tym roku świadczenia urosłyby zaledwie o 0,24 proc., co nominalnie najniżej uposażonym dawałoby zaledwie kilka złotych podwyżki.

Dlatego poprzednicy PiS zdecydowali się na ekstra dodatek emerytalny uzależniony od wysokości świadczeń od 50 do 400 zł. Nowa ekipa rządząca, która też będzie musiała pogodzić się z tym, że zamkniemy rok 2016 spadkiem cen towarów i usług, zdecydowała, że emerytalny dodatek zostaje także w przyszłym roku, i na ten cel zaplanowała 1,4 mld zł.

Lepsze czasy idą również dla pracowników budżetówki, którzy od 2010 r. mają zamrożone płace. W przedwyborczym geście Platforma Obywatelska znalazła w ubiegłym roku 2 mld zł na zwiększenie tegorocznych pensji w administracji, chociaż system indeksacji płac pozostał zamrożony. PiS postawił na kontynuację i w programie konwergencji możemy przeczytać, że od przyszłego roku założono stopniowe zwiększanie funduszu wynagrodzeń państwowych jednostek budżetowych.

Więcej w kieszeni…

MF na razie wpisało też w rządowy plan obniżkę VAT. To oznacza solidne uszczupleniewpływów do budżetu, tylko w 2017 r. o 7,2 mld zł, dlatego Paweł Szałamacha rekomenduje kolegom z rządu pozostawienie VAT na razie bez zmian. Jeśli jednak PiS zdecyduje się spełnić wyborczą obietnicę, to przynajmniej w teorii Kowalski powinien zaoszczędzić dodatkowe miliardy.

Z wyliczeń ekspertów Centrum Analiz Ekonomicznych wynika, że utrzymanie podwyższonych stawek VAT na kolejne lata oznacza dla gospodarstw domowych stratę około 4 mld zł rocznie. Dla najbiedniejszych oznacza to wzrost opodatkowania o 7,6 zł miesięcznie, a dla najbogatszych już ponad 35 zł.

Dla wszystkich płacących podatki, a pracujących zaplanowano zaś prezent w postaci podwyżki kwoty wolnej. Jest w tej sprawie wyrok Trybunału Konstytucyjnego, ale wciąż brak decyzji politycznej, jak to zrobić. Pewne jest jedynie, że nie w taki sposób, jak zaproponował prezydent. Na szybki wzrost kwoty wolnej w PIT do 8 tys. państwa nie stać. Dlatego przy ulicy Świętokrzyskiej wymyślono ratalny system podnoszenia kwoty wolnej po 1 tys. zł rocznie. W ten sposób Kowalski na płaceniu podatków zaoszczędzi około 4 mld zł rocznie.

Ostatecznie kwota pewnie będzie niższa, bo resort finansów proponuje wprowadzenie mechanizmu degresywności, który przy odpowiednim skalibrowaniu powinien obniżyć koszty nawet o jedną czwartą. Co pewnie oznaczałoby, że w najmniejszym stopniu ulgę odczują zarabiający najwięcej.

PiS nie chce też szukać dodatkowych pieniędzy w podwyżkach akcyzy. W przypadku wyrobów tytoniowych wypełniliśmy już unijne minima, więc stawek nie trzeba podnosić, a wzrost akcyzy na alkohol może wywołać takiego samego kaca jak ten, którego miał już fiskus w 2014 r., kiedy wpływy z podatku spadały, zamiast rosnąć.

…za cenę długu

Dzięki większym wydatkom z publicznej kasy, szczególnie tym na program 500+, wzrosną realne dochody do dyspozycji gospodarstw domowych, a co za tym idzie — solidny impuls dostanie konsumpcja, która według wyliczeń MF ma rosnąć o około 4 proc., a jeszcze rok temu było to 3 proc.

Dlatego w resorcie finansów są przekonani, że do 2019 r. utrzymamy stabilne tempo wzrostu w okolicy 4 proc. To, co zyska gospodarka, odbije się jednak na kondycji finansów publicznych. Poprzedni rząd przełamał na początku tej dekady rosnący trend wydatków w relacji do PKB, a poprzedni minister finansów uważał, że w przyszłym roku uda się je ograniczyć poniżej 40 proc. PKB. PiS takich ambitnych planów nie ma. W centrum uwagi nowej ekipy nie znalazło się też ograniczanie długu publicznego, który urośnie w 2017 r. aż do 52,5 proc. PKB, a spadek zaliczy dopiero w 2019 r., a i to opiera się na scenariuszu, że kwota wolna nie będzie rosła, a wiek emerytalny pozostanie bez zmian. © Ⓟ

OKIEM EKSPERTA

Nadmierny optymizm

ADAM ANTONIAK, ekonomista Banku Pekao

Rosnący dług publiczny to przede wszystkim pochodna dość wysokich deficytów, które trzeba jakoś finansować. Patrząc na to, jak kosztowny jest chociażby program 500+, wzrost wydatków w relacji do PKB jest nieunikniony. Tym bardziej że wszystkie kolejne rządy myślą o finansach właściwie tylko w perspektywie roku budżetowego, a średniookresowe prognozy co chwila się zmieniają, więc nikt nie zaprząta sobie nimi głowy, a to błąd. Pewne jest, że przyszły rok będzie dla rządu trudny, a założenia dotyczące koniunktury gospodarczej wydają się nadmiernie optymistyczne. To zaś może prowadzić do tego, że w rzeczywistości deficyt i dług będą jeszcze wyższe, niż prognozuje MF.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartek Godusławski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Kowalski dostanie dodatkowe miliardy