KREDYTY STUDENCKIE: PASMO KŁOPOTÓW I ROZCZAROWANIE

Bohun Izabella, Zielewski Paweł
opublikowano: 24-12-1998, 00:00

KREDYTY STUDENCKIE: PASMO KŁOPOTÓW I ROZCZAROWANIE

Łatwe pożyczki dla studentów to w rzeczywistości długotrwała procedura, ster ta papierów, poręczeń i stresów

DWIE PIECZENIE PRZY JEDNYM KREDYCIE: Andrzej Topiński, prezes zarządu PKO BP, ma nadzieję, że pożyczki studenckie pomogą jego bankowi pozbyć się piętna „banku dla emerytów” i przyciągną nowych, młodych klientów. fot. Borys Skrzyński

Już w grudniu ci studenci, którym bank przyznał „studencki” kredyt, otrzymają pierwsze pieniądze. I to z wyrównaniem od października. Aby jednak taki kredyt dostać, zainteresowani musieli odłożyć naukę i zająć się pokonaniem biurokratycznych wymogów oraz przedzierać się przez mur nieufności urzędów skarbowych i bankowców w okienkach.

Wytrwali uważają, że opłacało się czekać i walczyć. Większość nich, według bankowców, deklaruje, że pieniądze z pożyczki zainwestuje w lokaty lub zacznie grać na giełdzie.

W budżecie państwa na kredyty studenckie przewidziano 31,5 mln zł. Ministerstwo Edukacji Narodowej obliczyło, że w tym roku kredytów starczy dla 100 tys. studentów. Jednak liczba przyznanych pożyczek jest o ponad 12 tys. wyższa od ministerialnych szacunków. 26 tys. wniosków zostało już odrzuconych.

— Kredyt jest wypłacany z trzymiesięcznym opóźnieniem, później jednak wypłaty będą regularne. Zgodnie z ustawą, oprocentowanie jest zmienne i wynosi połowę stopy redyskonta NBP. Obecnie wynosi ono 18,25 proc. i na pewno będzie się zmieniać — komentuje Dariusz Matysek, rzecznik prasowy Banku Gospodarstwa Krajowego.

Wystudzony entuzjazm

Studenci chcący się zadłużyć w banku, w dodatku przy gwarancjach państwa, musieli dokonywać nie lada wyczynów — twierdzą sami zainteresowani.

Jako sukces można potraktować to, że młodzi ludzie wywalczyli dodatkowy termin składania dokumentów. Była to jedyna, z całej serii, potyczka wygrana przez studentów. Później triumfowali już tylko bankowcy i ich skomplikowane procedury.

— Przychodząc do PKO BP po wniosek, nie zostałem potraktowany jak klient, ale jak żebrak. Nikt z pracowników nie pomógł mi w uzupełnianiu druku, nie wspominając już o udzieleniu informacji, w jaki sposób mam kredyt spłacać, i o co w jego ramach mogę się starać — żali się student jednej z uczelni gdańskich.

Wszystkie banki oferujące kredyt studencki wymagają od studentów sterty zaświadczeń, które mają pozwolić na zorientowanie się w ich sytuacji materialnej. Podstawowymi dokumentami są: wyciąg podatkowy z urzędu skarbowego oraz zaświadczenie z uczelni. Bankowcy są przezorni i na tym nie poprzestają. Dodatkowo żądają od żaków oświadczeń o liczebności rodziny oraz jej miesięcznych dochodach.

Problemem, któremu wielu studentów nie może sprostać jest wymóg dotyczący zabezpieczenia kredytu.

Bez poręczeń nie da rady

Banki biorące udział w programie kredytowym MEN zgodnie przyjęły, że będą to przede wszystkim poręczenia rodziców, prawnych opiekunów oraz osób trzecich. Liczba poręczycieli uzależniona jest od dochodu na osobę w rodzinie studenta. Najwięcej, bo dwóch poręczycieli, żąda Bank Ochrony Środowiska oraz Pekao SA. Niezależnie od przedstawionego poręczenia studentowi kredytobiorcy podsuwa się do podpisu weksel własny in blanco lub poręczenie wekslowe. Biorąc kredyt w Pekao SA lub Kredyt Banku PBI, trzeba liczyć się z tym, że banki te przewidują inne zabezpieczenia cywilne przewidziane prawem, najchętniej zastaw na nieruchomości albo na ruchomościach posiadających znaczną wartość. Tego wymogu większość ubiegających się o kredyt spełnić nie jest w stanie.

— To szczyt wszystkiego. Biorę cztery tysiące kredytu, a nakazują mi wypisanie weksla i pisemne przedstawienie poręczycieli. Sytuacja, w której MEN twierdzi, że kredyt przeznaczony jest dla rzeszy studentów, których nie stać na samodzielne utrzymanie czy opłacenie „bezpłatnej” nauki, a jednocześnie banki żądają tylu zabezpieczeń, to jakieś nieporozumienie. Moja szansa na pożyczkę przejdzie obok, bo — po pierwsze — nie znajdę w swoim środowisku żyrantów z odpowiednio wysokimi dochodami, a po drugie — nikt w mojej rodzinie nie posiada rzeczy, które mogłyby stanowić bankowy zastaw. Skutek tego będzie taki, że żaden bank nie da mi kredytu — twierdzi jedna ze studentek lubelskiej Akademii Rolniczej.

Dwie pieczenie

Banki oferujące kredyty studenckie nie zaproponowały młodym klientom niczego ponad standard. Wszystkie gwarantują zwolnienie z opłat i prowizji w przypadku otworzenia rachunku osobistego albo specjalnego rachunku dla studentów w ich banku.

Poza tym studenci mogą liczyć na otrzymanie on-lineŐowej karty płatniczej Visa Elektron lub bankomatowo-płatniczej Maestro. Nieliczne banki uruchomiły infolinie, gdzie zainteresowani pożyczką mogą uzyskać informacje, których bardzo często nie jest w stanie udzielić pracownik banku.

Na dodatkowe korzyści w postaci możliwości zawarcia umowy o kredyt debetowy, wydania czeków czy założenia skrzynki internetowej mogą liczyć posiadacze Eurokont Studenckich w Pekao SA i kont młodzieżowych w PKO BP.

Zresztą PKO BP stara się przy okazji wykorzystać system pożyczek studenckich do zdobycia nowych klientów i zmiany swojego — nie najlepszego ostatnio — wizerunku.

— Nie chcemy być postrzegani jako bank emerytów. Rozwój PKO BP uzależniony jest od wprowadzania nowych produktów, dla nowych grup społecznych. Jestem przekonany, że jednym z nich jest kredyt studencki. Chcemy propagować odpowiednie produkty na odpowiednim etapie życia. Dziś jest to kredyt studencki, później będzie to kredyt mieszkaniowy — twierdzi Andrzej Topiński, prezes zarządu PKO BP.

Nic od siebie

Banki niechętnie zgadzają się na możliwość podpisania aneksów do umowy kredytowej dotyczących np. umorzenia części odsetek.

Wyjątek stanowi tutaj sytuacja, w której student skończy studia z wyróżnieniem. W tym przypadku w stosunku do niego specjalna komisja podejmuje decyzję o umorzeniu 20 proc. wartości kredytu. Jednak nikt nie da gwarancji, że tak się właśnie stanie.

— Bank Gospodarstwa Krajowego na bieżąco sprawdza uczciwość kredytobiorców. Nie ma co liczyć na przedłużenie okresu kredytowania student powtarzający rok. Natomiast w przypadku mężczyzn powoływanych do służby wojskowej spłata kredytu następuje po jej odbyciu. Na czas jej trwania kredyt jest zawieszony — tłumaczy Dariusz Matysek.

W całej Europie system dotowania szkolnictwa wyższego opiera się nie tylko na systemie gwarancji rządowych. Uczelnie finansowane są przez fundacje, firmy czy władze stanowe. W Wielkiej Brytanii o kredyt mogą starać się zainteresowani, którzy rozpoczęli naukę przed 50 rokiem życia. Wysokość przyznanego kredytu — w przeciwieństwie do Polski — nie zależy tylko od dochodu, lecz od miejsca zamieszkania i roku studiów.

Daleko nam do wyspiarzy, jeżeli chodzi o elastyczność kredytowania i spłacania pożyczki. Większość warunków zawartych w umowie jest negocjowana indywidualnie, dotyczy to głównie oprocentowania i okresu spłacania.

KOMENTARZZałożenie było wspaniałe, (zwłaszcza że miało być oparte na sprawdzonych wzorcach zachodnich) — umożliwić polskim studentom dostęp do tanich, gwarantowanych przez państwo kredytów. Pieniądze, które młodzi ludzie dostawaliby od banków miały być przeznaczane na opłacenie kosztów „bezpłatnej” nauki.

DOŚWIADCZENIE nauczyło, że do banków — niestety — należy podchodzić z przynajmniej odrobiną rezerwy. A przede wszystkim — nie ufać ulotkom reklamowym. Łatwy kredyt zwykle oznacza drogę przez mękę. Nie inaczej było teraz. Koleżanka z pracy, studentka, postanowiła wziąć taki kredyt. Dwóch żyrantów udało jej się znaleźć — w końcu od czego są rodzice? Kredyt został przyznany po dostarczeniu kilku dodatkowych papierków — z urzędu skarbowego, z pracy, z uczelni, oświadczeń własnych i majątkowych — rodziców. Pomyślałby ktoś, że na tym nerwy się skończyły. Gdzie tam. W chwili, gdy miało dojść do podpisania umowy kredytowej, pani z okienka oznajmiła radośnie, że potrzebny byłby dodatkowy żyrant. Ot tak — na wszelki wypadek. I tu dla koleżaki zaczęły się prawdziwe schody. Żyranta nie ma. Kredytu nie będzie. Problem z kredytami studenckimi polega nie na tym, że już w trakcie ich przyznawania banki niemal dowolnie ustalały sobie zasady dotyczące koniecznych zabezpieczeń kredytu. Problem polega na tym, że banki straciły — w większości przypadków bezpowrotnie — szansę zyskania nowych klientów.

NA PROSTE PYTANIE, którego nie zadali sobie decydenci odpowiedzialni za przyznawanie pożyczek — jakie korzyści może osiągnąć bank — odpowiedź brzmi: najważniejszą korzyścią jest zyskanie nowych klientów: dziś studentów, jutro menedżerów, dziennikarzy, artystów. Ludzi, którzy będą zarabiali pieniądze. Kredyt studencki może szybko i na bardzo długi czas związać młodego człowieka z bankiem. Później — siłą inercji — człowiek taki w banku zostanie. przyniesie do niego swoje pieniądze. Założy lokatę, weźmie kredyt na budowę domu, na samochód.

UTRUDNIAJĄC wszelkimi sposobami wzięcie kredytu studenckiego, bank zostawia po sobie wrażenie instytucji zbiurokratyzowanej, przypominającej atmosferą czasy, kiedy usługi „się świadczyło”, a nie wykonywało. A przecież wystarczyłaby odbrobina dobrej woli, by sposób załatwiania tego kredytu uprościć, pokazać, że bank nie jest miejscem, w którym klient czuje się intruzem i do którego nie chce później wracać.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bohun Izabella, Zielewski Paweł

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / KREDYTY STUDENCKIE: PASMO KŁOPOTÓW I ROZCZAROWANIE