Wyniki w tym roku będą gorsze niż w ubiegłym. Spółka tłumaczy to spowolnieniem gospodarczym, choć konkurencja nie narzeka.
Zarząd Sygnity nie podziela optymizmu prezentowanego m.in. przez Asseco. Wyniki spółki w pierwszym kwartale były słabe i wygląda na to, że cały rok będzie gorszy od poprzedniego.
— W tym roku liczymy na około 900 mln przychodów. Zysk operacyjny powinien wynieść 2-3 proc. przychodów — zapowiada Piotr Kardach, prezes Sygnity.
W 2008 r. spółka miała 1,2 mld zł przychodów, a wcześniej zapowiadała, że w tym roku osiągnie około 1 mld zł.
Zysk netto może poprawić planowana sprzedaż aktywów — o 10-12 mln zł.
W pierwszym kwartale spółka miała 140,37 mln zł przychodów (rok wcześniej 208,78 mln zł) i 16,98 mln zł straty netto (26,29 mln zł rok wcześniej).
— Na razie Sygnity wydaje się jedyną spółką z branży, która wyraźnie odczuwa skutki kryzysu, co widać w przychodach. To właśnie niskie przychody są kluczem do słabych wyników — spadek kosztów nie jest w stanie zamortyzować straty dziesiątek milionów przychodów — mówi Paweł Puchalski, analityk DM BZ WBK.
Powiedział również PAP, że obecny portfel zamówień Sygnity to około 40 proc. planów spółki na 2009 r., jeśli chodzi o przychody, i nie wygląda on optymistycznie. Tzw. backlog wynosi obecnie niecałe 400 mln zł. W zeszłym roku o tej porze wynosił 500 mln zł.
Zadłużenie netto w dniu publikacji wyników wynosiło 65 mln zł. Na koniec ubiegłego roku wynosiło 39 mln zł. Spółka ma do spłacenia m.in. 53 mln zł z tytułu obligacji, których termin zapadalności nastąpi w lipcu.
— Przygotowaliśmy plan ich spłaty — mówi Piotr Wierzbicki, wiceprezes i dyrektor finansowy Sygnity.
Firma zamierza spłacić je z nadwyżki z działalności operacyjnej, bieżącego rolowania obligacji, a także pozyskać finansowanie z banków. Sprzeda też aktywa za 15-20 mln zł. Właśnie udało się sprzedać nieruchomość za 7,5 mln zł.
53
mln zł
Tyle pieniędzy musi do lipca znaleźć Sygnity, by wykupić swoje obligacje.