Czytasz dzięki

Kryzys im nie grozi

Agnieszka Gniotek
opublikowano: 26-11-2008, 00:00

Targi Paris Photo są największą taką imprezą na świecie i języczkiem u wagi światowej koniunktury na kolekcjonerską fotografię.

Wobec światowego kryzysu finansowego targi szczególnie uważnie obserwowali wszyscy gracze rynku sztuki: marszandzi, artyści, kolekcjonerzy, domy aukcyjne i właściciele galerii. Z obserwacji wynika jeden wniosek — nie jest źle, a to w obecnej sytuacji znaczy: w zasadzie bardzo dobrze.

Czterodniowe targi zaczęły się oficjalnie 16 listopada. Wybrańcy mogli jednak zwiedzić je poprzedniego wieczoru. Na trade preview zaprasza się przede wszystkim najznamienitszych kolekcjonerów i odpowiedzialnych za uzupełnianie zbiorów muzealników, mających dzięki temu prawo pierwokupu szczególnie atrakcyjnych dzieł. Towarzyszą im dziennikarze i paryska śmietanka towarzyska. W normalnej sytuacji w kilka pierwszych godzin wieczoru przy bardzo wielu pracach pojawiały się czerwone kropki, znak, że pracę ktoś kupił. W tym roku tak nie było. Kropek pojawiło się niewiele i choć pod koniec targów licznie już towarzyszyły fotografiom, to pierwsze kryzysowe wrażenie pozostało.

Cały świat w obiektywie

Najwięcej wystawców wywodzi się z Francji i USA. Na 107 galerii, jakie w tym roku przyjechały do Paryża, aż 45 pochodziło z tych krajów. Kolejni liczebnie byli Brytyjczycy, Hiszpanie i Niemcy. Nie zabrakło też pojedynczych galerii z Chin, Danii, Finlandii, Korei czy z RPA. Honorowym gościem tegorocznej imprezy była Japonia. Galerie z tego kraju od wielu lat uczestniczą w targach, niemniej w tym roku pojawiło się aż 8 nowych, młodych instytucji wystawienniczych z Kraju Kwitnącej Wiśni, obok 6 kolejnych, mogących się pochwalić długim stażem uczestnictwa, a także obok 5 wydawnictw zajmujących się wyłącznie publikacjami o tematyce fotograficznej.

Paris Photo to miejsce, w którym można oglądać i kupić prace najwybitniejszych fotografów świata, a także uzupełnić kolekcję o wyjątkowe przykłady fotografii historycznej i zdjęcia światowych klasyków. Ceny bardzo zróżnicowane. Przytoczenie kilku daje obraz oferty. Na stoisku galerii Janet Borden z Nowego Jorku prace Martina Parra kosztowały od 1,5 tys. do 6 tys. dol., zależnie od formatu. Za zdjęcie Sarah Moon z 2002 r. należało zapłacić 6 tys. euro w galerii Camera Obscura. Praca Eikoh Hosoe w galerii Howard Greenberg to wydatek 30 tys. dol. Niewielkie polaroidy Yosumasy Morimury zmieniały właściciela za tysiąc euro, a zdjęcia Nan Goldin w przesadnie dużym nakładzie 100 odbitek trafiały do kolekcjonerów za 2,5 tys. euro.

W czasie targów prezentowana była monograficzna wystawa fotografii Lee Miller. Jej prace oferowała Galeria Cokkie Snoei z Rotterdamu, jednak zdaniem kuratorów galerii, muzealna ekspozycja dzieł artystki nie wpłynęła znacząco na ich sprzedaż. Współczesne odbitki zdjęć Miller kosztowały do 1,8 tys. funtów brytyjskich i sprzedawały się dobrze Przywiezione po raz pierwszy vintage print (pierwsze odbitki) nie spotkały się z przychylnością kolekcjonerów. Dość dziwne, bo w tym roku były szczególnie poszukiwane. Guillaume Piens, dyrektor artystyczny targów, potwierdzał tę tendencję, uważając, że jest typowa w kryzysie finansowym, bo vintage’s są pewniejszą lokatą kapitału.

Chińczycy górą

Hitem targów w dziedzinie fotografii współczesnej okazały się prace chińskiego artysty You Iu, prezentowane przez 798 Photo Gallery z Pekinu. Nominowane były, tak jak 19 dzieł innych twórców, do prestiżowej nagrody targów Prix BMW i zdobyły ją. Twórczość You Iu jest pomyślana bardzo tradycyjnie, na wzór klasycznego chińskiego malarstwa tuszem, ale przy bliższym oglądzie stanowi współczesne, reportażowe ujęcie pejzażu z ludzkim sztafażem. Czerwone kropki przy tych pracach, bardzo dekoracyjnych w wyrazie, pojawiły się jeszcze przed ogłoszeniem werdyktu jury, co dowodzi niesłabnącej mody na chińską sztukę.

Jedynym polskim akcentem, wobec braku wśród wystawców jakiejkolwiek naszej galerii (nigdy zresztą żaden wystawca z Polski w Paryżu się nie pojawił, wszystko jeszcze przed nami), była praca Zofii Kulik oferowana przez Eric Franck Fine Art. Eric Frank przede wszystkim jest kolekcjonerem, ma w zbiorach kilka prac Kulik. Zdecydował się na sprzedaż "Light Rose (Smokes I)" z 2000 r. w formacie 182x152 cm — przede wszystkim w celu prezentacji artystki na targach, a tym samym jej promocji. Praca wzbudziła duże zainteresowanie i komentarze, jednak 25 tys. euro — jak przyznała przedstawicielka galerii — nie skłoniło nikogo do zakupu. "Prawie polskim" akcentem były prace Michaela Ackermana na stoisku francuskiej Galerii VU’la. Zestawy dzieł z lat 1996-98 kosztowały 2,3 tys. euro. Ackerman, artysta o europejskiej renomie, od kilku lat mieszka w Krakowie. W galerii twierdzą co prawda, że planuje przeprowadzkę do Berlina, miejmy jednak nadzieję, że tak się nie stanie.

Nieobecność Polaków na targach wpłynęła na moje szczególne zainteresowanie jedyną galerię z Euro- py Środkowo-Wschodniej — Vintage z Budapesztu. Przyjeżdżają do Paryża od 10 lat. Prezentują przede wszystkim zdjęcia klasyków, ale co roku włączają do oferty 2-3 nazwiska artystów współczesnych.

Obecność w Paryżu bardzo sobie chwalą, choć ich zdaniem liczba amatorów węgierskiej fotografii nie jest duża, choć stale rośnie, a poza tym jest to wierna grupa kolekcjonerów, na której zawsze można polegać. Obroty galerii na targach nie są bardzo znaczące. Jak więc Vintage stać na regularne wizyty na Paris Photo, gdzie stoisko średnio kosztuje 20 tys. euro? Budapeszteńska galeria nie ponosi kosztów sama, dotuje ją ministerstwo gospodarki, które prezentację sztuki narodowej uważa za prestiżową i korzystną dla promocji kraju.

W roku ubiegłym galeria miała także prywatnego sponsora. Można więc osiągnąć to, co wydaje się dla polskich galerii nieosiągalne. Czy jednak nasze ministerstwa będą podobnego zdania? n

Wszechstronnie uzdolniona

Zofia Kulik, rzeźbiarka, autorka akcji, performansów, fotografii, kolaży, obiektów i instalacji, urodziła się 14 września 1947 r. we Wrocławiu. Mieszka w Łomiankach koło Warszawy. W latach 1970-87 działała wspólnie z Przemysławem Kwiekiem, tworząc duet KwieKulik. W 1996 r. dostała Paszport "Polityki". Na jej indywidualną twórczość składają się przede wszystkim fotograficzne, czarno-białe, często wielkoformatowe kolaże, budowane przez artystkę w technice wielokrotnego naświetlania. Ich struktura porównywana bywa do witraży lub orientalnych dywanów, bo budują je setki mniejszych fotografii.

Współcześni mają się dobrze

Uwagę wielbicieli fotografii współczesnej przykuwało stoisko La Fabrica Galeria, gdzie widniały wielkoformatowe, imponujące prace Mariny Abramowic i fotografie Kimsooja. Duże wrażenie wywoływały też najnowsze prace Erwina Olafa, drukowane na lambdzie.

Odbitki ciągle w cenie

50

tys. euro Tyle trzeba zapłacić za wielkoformatowe imponujące prace Mariny Abramowic.

22

tys. dol. Taką cenę miała "Princes Gloria and Taxis", Roberta Mapplethorpe’a 9. odbitka z nakładu 10 egz.

13

tys. euro Tyle kosztowała pierwsza odbitka z nakładu 12 prac Erwina Olafa, drukowana na lambdzie.

Modelka z aparatem

Sarah Moon, urodzona w 1941 r. we Francji, kiedyś modelka, obecnie słynna artystka zajmująca się fotografią mody i filmem reklamowym, robi zarówno zdjęcia czarno-białe, jak i barwne.

Ostatnio skupiła się na fotograficznej i filmowej interpretacji znanych bajek, czego owocem są cykle oparte na "Czerwonym Kapturku", "Blaszanym żołnierzyku" Hansa Christiana Andersena czy "Cyrk" (Circus), zainspirowany "Dziewczynką z zapałkami". Artystka od lat wierna jest jednej estetyce: delikatnej, subtelnej i mrocznej zarazem. — Fotografia jest raczej ucieczką niż marzeniem — uważa Sara Moon.

Agnieszka Gniotek

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Gniotek

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy