Popyt na powierzchnie biurowe wraca. Gorzej jest z finansowaniem nowych inwestycji. Ożywienie hamują banki.
Na początku listopada firma Nowy Adres zorganizowała konferencję "Biurowce w Polsce", na której spotkali się deweloperzy, pośrednicy i zarządcy oraz przedstawiciele banków i instytucji finansowych.
— Szacujemy, że cała wolna powierzchnia biurowa w Warszawie będzie wchłonięta przez rynek w ciągu tego roku. Podaż nowych biur jest bowiem niewielka, a popyt rośnie. Czynsze też prawdopodobnie zaczną rosnąć w pierwszej połowie 2011 r. — przewidywał Hadley Dean, partner zarządzający Colliers International w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.
Z jego opinią zgadzał się Tomasz Czuba z firmy doradczej Jones Lang LaSalle.
— W rekordowym dla polskiego rynku biurowego 2008 r. zawarto umowy najmu na 520 tys. mkw. W tym roku już domknięto umowy na 380 tys., a przewidujemy, że do końca grudnia wartość ta osiągnie 460 tys. mkw. — oceniał Tomasz Czuba.
Jego zdaniem, choć warunki na rynku ciągle jeszcze dyktują najemcy, to w najbliższych miesiącach głos decydujący będzie należał do dewelopera.
Stąd wniosek, że jeżeli ktoś zamierza w najbliższej przyszłości wynająć biuro, musi się pospieszyć.
Według innych prognoz w przyszłym roku popyt przewyższy podaż, a pakiety zachęt dla najemców skurczą się.
— Rozwój sytuacji będzie zależeć od tego, ilu deweloperów odważy się rozpocząć nowe inwestycje w najbliższych miesiącach — przewidywał Tomasz Buras, dyrektor działu wynajmu powierzchni biurowej w firmie King Sturge.
Eksperci byli zgodni. Banki, niestety, są nieufne wobec nieruchomości komercyjnych i udzielenie kredytu uzależniają od podpisania umów z najemcami przed rozcięciem budowy. Na nowe inwestycje zdecydują się więc tylko najwięksi deweloperzy, którzy mogą w całości sfinansować projekt kapitałem własnym.