Kto im płaci - ten ich ma

Marcin Bołtryk
opublikowano: 22-02-2007, 00:00

Polskim firmom brakuje doświadczonych kierowców. Podkupuje ich zagraniczna konkurencja, płacąc nawet cztery razy więcej.

Przewoźnicy nie są w stanie zatrzymać odpływu pracowników

Polskim firmom brakuje doświadczonych kierowców. Podkupuje ich zagraniczna konkurencja, płacąc nawet cztery razy więcej.

Anglicy i Niemcy śmieją się z nas. I nie chodzi tu o dowcipy o Polakach. Śmieją się, bo zamiast na swoje, pracujemy na ich emerytury. Wprawdzie emigracja zarobkowa nie jest zjawiskiem nowym, lecz ostatnio zbyt mocno daje się we znaki — szczególnie branży transportowej. Brak kierowców urasta do największego problemu przewoźników. Powód? Wysokie koszty zatrudnienia w Polsce nie pozwalają płacić kierowcom tyle, ile zarabiają w krajach starej UE.

Za chlebem

Odpływ kierowców na wielką skalę rozpoczął się po wstąpieniu naszego kraju do Unii. Przed akcesją było to zjawisko marginalne, choć już wtedy wiele dużych firm transportowych, działających w całej Europie, postrzegało polskich kierowców jako atrakcyjnych pracowników.

— Zatrudniając polskich kierowców, zagraniczni pracodawcy kierują się głównie chęcią obniżenia kosztów działalności. Nasz pracownik obniża ich koszty osobowe półtora, a nawet trzykrotnie. Jest też bardziej wydajny i pracowity — dziennie potrafi przejechać około 50 km więcej niż jego niemiecki czy francuski kolega. Ponadto uzupełnia lokalne braki kadrowe, umacniając przewagę konkurencyjną tych firm — wyjaśnia Andrzej Wierzbicki, dyrektor ds. zarządzania flotą pojazdów w firmie Schenker.

Według różnych źródeł, z Polski wyjechało od 7 do 30 tys. kierowców i pracowników magazynowych. W najbliższym czasie zjawisko to może się nasilić — kolejne kraje zezwalają na zatrudnianie Polaków.

— Stabilizacji należy się spodziewać dopiero po wyrównaniu poziomu zarobków i zakończeniu procesu integracji UE, zwłaszcza w obszarze przepływu pracowników. Spowolnienie procesu może nastąpić po otwarciu rynków pracy dla nowych członków Unii, bo zarobki kierowców są tam niższe niż w Polsce — uważa Piotr Zieliński, kierownik działu spedycji DSV.

Pracownicy wybierają emigrację przede wszystkim ze względów finansowych.

— Pensje kierowców zatrudnionych przez zagranicznych pracodawców dwu- lub trzykrotnie przekraczają wynagrodzenie w przeciętnej firmie transportowej w Polsce. W skrajnych przypadkach różnice te są niemal czterokrotne — dodaje Piotr Zieliński.

Ceną, jaką kierowca płaci za lepsze zarobki, jest rozłąka z rodziną.

— Na decyzję o wyjeździe wpływają również dobre warunki pracy na Zachodzie, tj. bezpieczeństwo na drogach i rozwinięta infrastruktura. Dotyczy to zarówno stanu dróg, jak też lepiej wyposażonego zaplecza postojowego — podkreśla Rafał Nawłoka, dyrektor generalny DPD Masterlink.

Na głęboką wodę

Niektóre kraje unijne w pełni otworzyły swoje rynki pracy dla polskich kierowców. Inne radzą sobie inaczej, np. zakładają firmy transportowe w krajach nowej Unii i tworzą tzw. tanie bandery (low cost carrier), wykorzystując w ten sposób ich środki transportu w przewozach między państwami starej Unii.

— Nie trzeba wiedzy eksperckiej, by stwierdzić, że zjawisko to ma i będzie miało negatywny wpływ na rozwój branży TSL w Polsce. Niestety, brakuje nam również systemowych rozwiązań w szkolnictwie zawodowym, np. specjalizacji kierowcy zawodowego w programie nauczania —twierdzi Andrzej Wierzbicki.

Zwiększony popyt na doświadczonych kierowców skutkuje, przy ograniczonej podaży, wzrostem kosztów każdej z firm w łańcuchu logistycznym. Do samodzielnej pracy przyjmowani są kierowcy bez wiedzy i doświadczenia, mimo że powinni co najmniej przez 3 miesiące zgłębiać arkana zawodu pod okiem fachowego opiekuna. Coraz częściej słychać dramatyczne głosy przewoźników, którzy nie mogą realizować zleceń, bo nie mają kierowców — puste lub załadowane pojazdy stoją zaś bezczynnie na parkingach. Ci, których nie dotknęła jeszcze ta choroba, skarżą się na inną – brak zastępstwa podczas urlopów wypoczynkowych lub niemożność realizacji kontraktów wymagających podwójnych obsad i szybkiego przejazdu, np. dostawa „just in time".

Branża apeluje

Zdaniem przedsiębiorców, państwo powinno przede wszystkim rozbudować infrastrukturę drogową oraz obniżyć podatki, przez które oferta pracy w Polsce jest mało atrakcyjna.

— DPD jest międzynarodową siecią drogową, obecną w ponad 30 krajach europejskich. Dla firmy to bez znaczenia, w którym państwie kierowca jest zatrudniony. Inaczej wygląda sytuacja z punktu widzenia gospodarki polskiej, gdyż cierpi na tym budżet państwa — przyznaje Rafał Nawłoka.

Odpływ kierowców z pewnością powstrzymałoby zbliżenie poziomu ich zarobków do stawek unijnych. Ale to nie wszystko. Przydałyby się również pakiety socjalne dla kierowców, które przyciągałyby pracowników i trwale wiązały z ich pracodawcą. Aby wzrost płac stał się możliwy, konieczne są podwyżki cen usług sektora transportowego. Po wejściu do UE ich stawki spadły, na niektórych kierunkach nawet o 40 proc. Po kilku latach nadal nie widać istotnego wzrostu cen. Innymi słowy, wzrost przychodów przewoźników nie jest proporcjonalny do ponoszonych przez nich kosztów. Nie sposób zatem zaoferować kierowcom płac, które powstrzymałyby ich odpływ.

— Sytuację na rynku polepszyłoby obniżenie kosztów pracy. Państwo może wspomóc pracodawców, obniżając również ceny szkoleń kierowców, albo je dotując — sugeruje Piotr Zieliński.

Polskie władze nie protestują przeciwko drenowaniu rynku transportowego, bo wpływa to na zmniejszenie wskaźników bezrobocia. Mało tego — kolejnymi przepisami utrudniają pozyskanie nowych kierowców, znacznie podnosząc koszty szkoleń.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / Kto im płaci - ten ich ma