Ktoś ostro pogrywa z giełdą i nadzorem

Andrzej Stec
opublikowano: 2008-12-18 00:00

Przed miesiącem JP Morgan jednym zleceniem sztucznie zawyżył WIG20. Wczoraj ktoś zbił indeks o 1,5 proc. Nadzór tropi winowajcę.

Znów fixing cudów. Ktoś jednym zleceniem sztucznie zaniżył WIG20 o 1,5 pkt proc. KNF prosi giełdę o wyjaśnienia.

Przed miesiącem JP Morgan jednym zleceniem sztucznie zawyżył WIG20. Wczoraj ktoś zbił indeks o 1,5 proc. Nadzór tropi winowajcę.

Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) podejrzewa, że w środę znów doszlo do manipulacji. Tym razem ktoś złożył potężne zlecenie. Chciał za wszelką cenę pozbyć się papierów polskich blue chipów wartych około 100 mln zł. Władze giełdy nie zawiesiły notowań (dogrywki) i potężne zlecenie koszykowe pesymisty załamało kursy głównych indeksów. WIG20 w jednej chwili powiększył straty o 1,5 proc. (28 pkt) i zakończył tracąc 3,9 proc. stracie. To najgorszy wyniki w całej Europie.

Namierzone zlecenie

Niecodzienna zmiana notowań na warszawskim parkiecie zaniepokoiła KNF.

— Ustaliliśmy, że za spadek notowań akcji z WIG20 na końcowym fixingu odpowiada jedno zlecenie koszykowe sprzedaży. Wiemy, z którego domu maklerskiego wyszło i ustalamy okoliczności pod kątem ewentualnej manipulacji — poinformował nas zaledwie cztery minuty po środowej sesji Łukasz Dajnowicz, rzecznik KNF.

Żadnej nazwy na razie nie ujawniono. Regulator wypomniał władzom giełdy, że do tej pory nie wskazały KNF, jakie działania zamierzają podjąć, by "zapewnić możliwości prawidłowego kształtowania kursów akcji na zamknięciu notowań".

Ostrzeżenie było

Dzień wcześniej KNF wydał zaskakujący komunikat. Ujawnił, że jeden, zagraniczny inwestor zajął potężną pozycję na rynku indeksowych kontraktów terminowych, których rozliczenie przypada na najbliższy piątek (we wtorek miał aż 40 proc. wszystkich kontraktów na WIG20). Nie ujawniono, o kogo chodzi. Wiadomo jednak, że tajemniczy gracz obstawił pozycję krótką, czyli zarabia na spadkach kursów akcji. Regulator nie wykluczył też, że wpływowy inwestor może chcieć pomóc szczęściu, czyli sprzedać większy pakiet akcji, by sztucznie zaniżyć indeks i zarobić na kontraktach (być może tak było wczoraj). Władze giełdy w innym, wtorkowym komunikacie uspokajały jednak krajowych inwestorów, że "prawdopodobieństwo zaistnienia zagrożenia bezpieczeństwa i pewności obrotu jest niskie".

Na forach internetowych zawrzało. Inwestorzy obawiają się, że najgorsze dopiero przed nami, bo rozliczenie feralnych kontraktów przypada dopiero w piątek.

— Proponuje skorzystać z regulaminu giełdy i zawiesić notowania na dwa dni. Kursem rozliczeniowym dla kontraktów będzie środowa sesja — napisał internauta na forum Pb. pl.

Większych wahań krajowych indeksów dziś i w piątek nie wykluczają też maklerzy.

— Zawsze, kiedy zbliża się termin rozliczenia instrumentów pochodnych (chodzi o trzeci piątek grudnia, marca, czerwca i września), przebieg sesji jest bardzo dziwny. Gwałtownie zwiększa się zmienność. Obawiam się, że tym razem skala zmian będzie jeszcze większa, niż zwykle — komentuje Marcin Mierzwa, zastępca dyrektora Biura Maklerskiego Alior Banku.

Nie ruszać fiksingu

Co można zrobić? Niewiele. Od władz GPW nie udało nam się uzyskać komentarza na temat środowych wydarzeń. Na posterunku był jednak Wiesław Rozłucki, były wieloletni prezes giełdy.

— Podzielam obawy, że ktoś próbuje sztucznie zaniżyć kurs indeksu sprzedając akcje, by zniwelować straty na rynku terminowym — mówi Wiesław Rozłucki.

Uważa, że fixing należy utrzymać. Jego zdaniem gdyby nie fixing, to możliwości manipulacji byłyby o wiele większe. To może chwilowe zawieszenie notowań?

— Niech nas ręka boska przed tym broni. Niczym nie różnilibyśmy się wtedy od rynku moskiewskiego. Tego cywilizowane rynki nie robią. Pozwólmy rynkowi działać według starych zasad — radzi Wiesław Rozłucki.

Przypomnijmy, że 12 listopada na GPW doszło do podobnego cudownego fiksingu. Wtedy potężny bank inwestycyjny JP Morgan jednym zleceniem zawyżył WIG20. KNF podejrzewa go o manipulację.

Andrzej Stec