Kulczyka kusi ukraiński atom

opublikowano: 24-06-2014, 00:00

Polenergia z portfela najbogatszego Polaka będzie współpracować z ukraińskim operatorem elektrowni atomowych

Ukraina pewnie jeszcze długo nie wejdzie do Unii Europejskiej, ale jej energia — to co innego. Polenergia, czyli energetyczne ramię grupy miliardera Jana Kulczyka, rozpoczęła w tym miesiącu współpracę z ukraińskim państwowym koncernem Energoatom. W połowie czerwca szef Energoatomu Jurij Niedaszkowski podpisał memorandum z polską spółką.

WSCHODNIA ENERGIA: Dziś Jan Kulczyk na Ukrainie działa w sektorze poszukiwań oraz wydobycia ropy i gazu za pośrednictwem spółki Serinus Energy. Ma jednak chrapkę na wejście tam również z Polenergią, czyli energetyczną nogą grupy. Do Polski może importować energię z ukraińskich elektrowni atomowych. [FOT. WM]
WSCHODNIA ENERGIA: Dziś Jan Kulczyk na Ukrainie działa w sektorze poszukiwań oraz wydobycia ropy i gazu za pośrednictwem spółki Serinus Energy. Ma jednak chrapkę na wejście tam również z Polenergią, czyli energetyczną nogą grupy. Do Polski może importować energię z ukraińskich elektrowni atomowych. [FOT. WM]
None
None

— Celem podpisanego przez Energoatom i Polenergię International memorandum jest określenie ogólnych ram przyszłej współpracy w zakresie projektowania i budowy elektrowni jądrowych oraz optymalnego wykorzystania produkcji energii jądrowej. Wierzę, że jest to początek długoterminowego partnerstwa, w ramach którego wzajemnie wykorzystamy swoje doświadczenia z korzyścią dla polskiego i ukraińskiego rynku energetycznego — tłumaczy Jacek Głowacki, prezes Polenergia International.

Atomowy most

Przedstawiciele grupy Jana Kulczyka stronią na razie od ujawniania szczegółów przyszłej współpracy i atomowych planów, ale najbogatszy Polak wielokrotnie podkreślał już, że połączenie energetyczne Ukrainy z Polską może być korzystne dla obu stron.

— Ukraina jest dużym producentem energii, ma ok. 40 proc. nadwyżki mocy nad produkcją, ale brakuje jej połączeń z Unią Europejską. To jest ogromna szansa dla Ukrainy i dla Europy, która na pewno będzie potrzebowała energii — mówił Jan Kulczyk podczas tegorocznego Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

Temat polsko-ukraińskiej współpracy energetycznej był też poruszany przez Jana Kulczyka podczas jednego ze spotkań z Donaldem Tuskiem, do których doszło w ostatnich tygodniach w kancelarii premiera. Import energii z Ukrainy mógłby ograniczyć ryzyko „blackoutu”, czyli niedoborów mocy w polskim systemie, związanych m.in. z wygaszaniem starych bloków węglowych. A to poważne ryzyko — według analiz resortu gospodarki do pierwszych poważnych niedoborów może dojść już zimą przyszłego roku, a latem 2016 r. braki mogą sięgać 520 MW.

Linia w ruinie

Energoatom jest kontrolowaną przez ukraińskie państwo spółką, która pełni funkcję operatora wszystkich czterech ukraińskich elektrowni atomowych: chmielnickiej (dwa działające reaktory i dwa kolejne w planach), rówieńskiej (cztery), południowoukraińskiej (trzy) i zaporoskiej (sześć, to największa elektrownia tego typu w Europie). Zapewniają one Ukrainie prawie połowę zużywanej co roku energii elektrycznej. Spółka ma też w portfelu kilka elektrowni wiatrowych i wodnych. W czasach PRL powstało już połączenie między najmniejszą ukraińską elektrownią atomową w Chmielnickim a stacją Widełka pod Rzeszowem. Obie miejscowości dzieli ok. 400 km, z czego linia — o najwyższym w krajowym systemie napięciu 750 kV — na terytorium Polski ma niespełna 114 km. Od 1993 r. połączenie nie jest jednak wykorzystywane,spory poślizg mają też prace nad uruchomieniem dwóch nowych reaktorów w ukraińskiej elektrowni. Serwis wysokienapiecie.pl, który podał informację o podpisaniu memorandum jako pierwszy, spekuluje, że celem Polenergii może być właśnie import energii dzięki obudowanej linii po uruchomieniu kolejnych bloków w Chmielnickim.

— Takie połączenie na pewno zwiększyłoby bezpieczeństwo polskiego systemu, choć wpłynęłoby też na spadek cen, co na pewno nie byłoby w smak polskim koncernom energetycznym. Trzeba jednak pamiętać, że list intencyjny nie ma większej wagi bez porozumienia z PSE w sprawie odbudowy linii. Parę lat temu na import energii z Ukrainy za jej pomocą liczyły duże firmy przemysłowe — m.in. KGHM — ale wszystko spaliło na panewce — ocenia anonimowo jeden z analityków branży energetycznej.

— Ewentualne koszty przywrócenia tej linii do działania uzależnione są od wyboru wariantu współpracy. Ostateczna decyzja wymaga jeszcze przeprowadzenia wielu prac przygotowawczych, które zostaną podjęte po podpisaniu porozumienia. Oczekujemy na gotowość strony ukraińskiej do podpisania takiego porozumienia — mówi Beata Jarosz, rzeczniczka PSE.

W styczniu, w odpowiedzi na poselską interpelację w tej sprawie, Ministerstwo Gospodarki informowało, że po blisko dwóch latach negocjacji PSE z ukraińskim operatorem Ukrenergo spółkom udało się stworzyć pięć wariantów odbudowy linii. W optymistycznym scenariuszu decyzja co do sposobu prowadzenia prac zapadnie do końca tego roku, a do podpisania umowy na odbudowę dojdzie w kwietniu 2015 r.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcel Zatoński

Polecane