Leasing wyposażenia a la IBM

Kamil Kosiński
opublikowano: 23-12-2009, 00:00

Chcesz rozłożyć w czasie koszt zakupu sprzętu IT? Myślisz o leasingu? To nie idź do banku lub firmy leasingowej, lecz do producenta.

Dostawca komputerów zastąpił instytucje finansowe

Chcesz rozłożyć w czasie koszt zakupu sprzętu IT? Myślisz o leasingu? To nie idź do banku lub firmy leasingowej, lecz do producenta.

Ponad 830 tys. zł wyniosła wartość 16 umów leasingu sprzętu informatycznego zawartych w ostatnich czterech latach przez kancelarię prawną Wierzbowski Eversheds. Do tego dochodzi umowa sprzedaży ratalnej o wartości 280 tys. zł. I żaden z tych kontraktów nie został zawarty z bankiem czy wyspecjalizowaną firmą leasingową. Finansowanie zakupów informatycznych Wierzbowskiego zapewnia za to wielki koncern informatyczny — IBM.

Współpraca kancelarii z IBM zaczęła się w czerwcu 2005 r. Poniekąd wymusiły ją zmiany w amerykańskim prawie nakazujące oddzielnie działalności doradczej od audytu. Kancelaria Wierzbowski Eversheds, która od 1998 r. była ściśle związana z PricewaterhouseCoopers, z dnia na dzień musiała rozpocząć samodzielną egzystencję. Trzeba było wynająć biuro i w pełni je wyposażyć. Potrzebne były meble, ale i samochody, no i oczywiście komputery — od serwerów po zwykłe pecety.

— Potrzebowaliśmy zewnętrznego finansowania, bo w związku ze zmianą naszego statusu, wiele wydatków skumulowało się w czasie — podkreśla Piotr Janaszek-Seydlitz, dyrektor finansowy kancelarii Wierzbowski Eversheds.

Tak mieli i tak chcieli

Kancelaria wzięła w leasing samochody, meble i komputery. Te ostanie wyleasingowała od IBM głównie dlatego, że koncern informatyczny zaoferował możliwość zwrotu sprzętu po trzyletnim okresie użytkowania. Gwoli ścisłości, trzeba jednak zaznaczyć, że sześć kontraktów zawiera opcję wykupu sprzętu przez kancelarię za 1 proc. wartości po zakończeniu umowy.

— Serwery i duże drukarki będą służyły nam dłużej niż przez trzy lata. Ale ogólnie, sprzęt komputerowy szybko się starzeje i możliwość jego zwrotu leasingodawcy jest dla nas bardzo istotna. Ze starymi pecetami po prostu nie ma co zrobić. Przecież nie będziemy ich wystawiać na Allegro. To tylko niepotrzebnie utrudniłoby nam życie. Istnieją co prawda firmy, którym można przekazać sprzęt w celu złomowania, ale za to, że zabiorą stare komputery trzeba im jeszcze zapłacić — mówi Piotr Janaszek-Seydlitz.

Do odbioru starych komputerów przez leasingodawcę kancelaria przyzwyczaiła się działając w strukturach PricewaterhouseCoopers. Ale oferta firmy, która świadczyła takie usługi PricewaterhouseCoopers okazała się gorsza od propozycji IBM.

Współpraca z IBM była jednak na tyle odmienna, że poprzedni leasingodawca nie był powiązany z żadnym producentem sprzętu. IBM wymaga zaś, by określona część wartości umowy leasingowej przypadała na jego własne produkty.

— Dla nas pewnym kłopotem jest to, że pojedyncza umowa nie może mieć wartości niższej niż 10 tys. euro. Wymaga to od nas wcześniejszego planowania zakupów, tak, aby uniknąć później konieczności dokupywania pojedynczych komputerów. Co do udziału własnych produktów w całej wartości umowy, to IBM raz podchodzi do tego raz bardziej, raz mniej rygorystycznie. Widać jednak było, że wraz z nastaniem kryzysu usztywnił swoje stanowisko. Ale komputery Lenovo chyba nadal traktują jak własne — zaznacza Piotr Janaszek-Seydlitz.

Poza serwerami IBM i laptopami Lenovo, IBM był już dla spółki Wierzbowski Eversheds leasingodawcą desktopów i monitorów Della, drukarek Hewletta-Packarda i Xeroksa, urządzeń sieciowych Cisco Systems, systemu telekonferencyjnego firmy Tandberg oraz myszy i klawiatur Logitecha.

Jednak się nie pomylili

Szczególną elastyczność IBM wykazał na samym początku współpracy. Prawnicy chcieli wtedy sfinansować zakup dużej ilości licencji oprogramowania — od systemu pracy grupowej, przez pakiety biurowe i systemy operacyjne po antywirusy i system backupu.

— Żaden bank nie rozłożyłby nam tej płatności w czasie, bo licencji oprogramowania nie można pożyczyć, a co za tym idzie leasingować. IBM zaproponował nam więc rozłożenie zakupu na raty. W dniu zakupu staliśmy się właścicielami licencji, a płaciliśmy za nie przez trzy lata, a więc okres zgodny z czasem amortyzacji — wspomina Piotr Janaszek-Seydlitz.

Przyznaje on jednak, że oferta odbioru starego sprzętu przez IBM po okresie umowy nie jest już tak trudna do uzyskania jak w 2005 r. Nawet do kancelarii, w której pracuje trafiają takie propozycje. Propozycje IBM pozostają jednak wciąż najkorzystniejsze cenowo. Zwłaszcza jedna była korzystna. Zaskakująco korzystna…

— Zdarzyło się, że suma rat leasingowych w całym okresie umowy była niższa od wartości nowego sprzętu. A przecież leasingodawca dolicza do ceny komputera swoją marżę. Zadzwoniliśmy więc do IBM by sprawdzili przedstawioną nam ofertę. Oni odpowiedzieli: wszystko się zgadza, w przypadku tych urządzeń możemy zaproponować państwu kalkulację, w której znacząca wartość rezydualna powoduje, że suma opłat w okresie leasingu nie przekroczy 100 proc. wartości sprzętu — opowiada Piotr Janaszek-Seydlitz.

Kamil Kosiński

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy