Legislacja wstecz pachnie naftaliną

opublikowano: 30-01-2019, 22:00

Głosowanie Sejmu nad ustawą o zmianie ustawy o ograniczeniu prowadzenia działalności gospodarczej przez osoby pełniące funkcje publiczne oraz ustawy o Narodowym Banku Polskim (NBP) zaplanowane było w środku nocy ze środy na czwartek.

W związku z tym podanie jego wyniku w papierowym „PB” stało się niemożliwe, ale tylko wyniku arytmetycznego — polityczny był oczywistością od wielu dni. W sprawozdaniu Komisji Finansów Publicznych spośród trzech teoretycznie rozpatrzonych projektów PiS-owska większość uwzględniła wyłącznie własny, do którego wprowadzono kilka technicznych poprawek. Zgodna z treścią sprawozdania, uchwalona nocą (na 99 proc.) nowelizacja zostanie w czwartek przekazana do Senatu, który czeka pod parą i w piątek podejmie standardową dla tzw. dobrej zmiany uchwałę o puszczeniu ustawy bez jakiejkolwiek poprawki. Notabene izby zwołane zostały całkiem ekstra — Sejm na 30 stycznia, a Senat na 1 lutego — na polityczny rozkaz prezesa Jarosława Kaczyńskiego w celu jak najszybszego rozpędzenia znad NBP ciężkich chmur wizerunkowych. Zaczęły się kłębić po aresztowaniu Marka Ch., byłego przewodniczącego Komisji Nadzoru Finansowego, a sczerniały po medialnej eksplozji problemu wynagrodzeń otoczenia prezesa Adama Glapińskiego.

Ustawa nakazuje opublikowanie wynagrodzenia prezes Hanny Gronkiewicz-Waltz od 1 stycznia 1995 r.,
gdy NBP przeprowadził denominację złotego.
Zobacz więcej

Ustawa nakazuje opublikowanie wynagrodzenia prezes Hanny Gronkiewicz-Waltz od 1 stycznia 1995 r., gdy NBP przeprowadził denominację złotego. Fot. Jacek Marczewski

Prezydent nie będzie przeciągał podpisu i ustawa migiem wejdzie w życie. Vacatio legis przewidziano od chwili jej elektronicznego opublikowania (co odnotowywane jest z dokładnością sekundową) do najbliższej północy, zatem może ono potrwać od kilkunastu godzin do… kilku minut. Zgodnie z zasadami dobrej legislacji oraz opiniami prawnymi z Polski i UE, nie tylko ukończona ustawa, lecz już jej projekt wymagał notyfikacji w Europejskim Banku Centralnym — co zostało całkowicie zlekceważone. Krytyczna debata nad ustawą koncentrowała się na naruszeniu niezależności naszego banku centralnego. NBP będzie musiał w ciągu 30 dni dostosować płace szeroko rozumianego kierownictwa do nowych przepisów oraz opublikować je w Biuletynie Informacji Publicznej.

Niesłusznie marginalizowany jest art. 3 ustawy, nakazujący podanie przez NBP tych samych danych za ćwierć wieku wstecz. Wpisano okres 1995-2018, czyli poczynając od denominacji złotego. Ten przepis w oczywisty sposób niszczy fundamentalną rzymską zasadę „Lex retro non agit”, czyli „Prawo nie działa wstecz”. Zakaz tzw. retroaktywności przepisów umacnia inna zasada „Lex prospicit non respicit”, czyli „Prawo patrzy naprzód, nie wstecz”. Obie uzyskały moc w art. 42 Konstytucji RP, chociaż w odniesieniu do odpowiedzialności karnej. Ale również w Kodeksie cywilnym art. 3 rozstrzyga: „Ustawa nie ma mocy wstecznej, chyba że to wynika z jej brzmienia lub celu”. I właśnie w owym niepozornym „celu” mieści się cały propagandowy zamysł PiS — chodzi o rozpędzenie wspomnianych czarnych chmur znad NBP obecnej kadencji na całą III RP. Absurdalność sięgnięcia aż do 1995 r. ma jeszcze jeden wymiar — otóż pojęcie informacji publicznej konstytucyjnie istnieje w Polsce dopiero od 1997 r. Dotykane ustawą przepisy o ograniczeniu przez osoby publiczne działalności gospodarczej weszły jeszcze później, w 2001 r. Władcy kraju postępują jednak zgodnie z dewizą „Nie mamy pana płaszcza i co nam pan zrobi”. Wyciągane z ich szatni starocie mają woń — jak w tytule.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu