Lekarz i przychodnia przychodzą do pacjenta

  • Materiał partnera
opublikowano: 17-11-2020, 17:31
aktualizacja: 20-11-2020, 16:28

Telemedyczna przychodnia Dimedic.PL, wyspecjalizowana w diagnostyce i leczeniu COVID-19, działa na platformie internetowej, jest dostępna siedem dni w tygodniu. Każdego dnia ze zdalnych konsultacji korzysta kilkuset pacjentów. Przychodni zaufali też pracodawcy, obejmując swoich pracowników programem „Bezpieczne miejsce pracy”. Z pomocą ekspertów Dimedic.PL walczą z epidemią koronawirusa w swoich firmach.

Opiekujemy się firmami różnej wielkości. Mamy ogromną satysfakcję, ponieważ udaje nam się zapobiegać rozprzestrzenianiu się zakażeń na ich terenie – mówi Joanna Barczykowska-Tchorzewska, prezes zarządu Dimedic.

Przychodnia Dimedic.PL powstała wraz z ogłoszeniem epidemii koronawirusa w Polsce. Jest wyspecjalizowana głównie w leczeniu COVID-19, ale też infekcji dróg oddechowych. Jej twórcy są wyczuleni, jak odróżnić zwykłą anginę, katar, alergię, chore zatoki od zakażenia COVID-19.

W zgodzie ze standardami

– Pomagamy pacjentom chorym na COVID-19. Większość z nich z powodzeniem może być diagnozowana i leczona w domu. Pomagamy też pacjentom, których objawy, mimo że były niepokojące, mają zupełnie inną przyczynę: przeziębienie, grypę, anginę, czyli infekcje górnych i dolnych dróg oddechowych. Dostęp do ochrony zdrowia jest obecnie ograniczony i chcemy pacjentów leczyć bezpiecznie w domu. Lekarze z naszej przychodni mają możliwość wystawienia e-recepty, e-zwolnienia, dania zaleceń lekarskich – mówi Joanna Barczykowska-Tchorzewska, prezes zarządu Dimedic.

Zdalną konsultację może otrzymać każdy zainteresowany. Pacjent najpierw odpowiada na pytania lekarza podczas wywiadu medycznego na stronie koronawirus.dimedic.pl. Formularz medyczny przygotowany został na podstawie wytycznych Ministerstwa Zdrowia, Głównego Inspektora Sanitarnego, Światowej Organizacji Zdrowia, a także zalecenia krajowych konsultantów. Pytania są związane z potencjalnymi objawami COVID-19 (np. kaszel czy gorączka) oraz innymi objawami infekcji dróg oddechowych czy alergii, które mogą być często mylone z chorobą COVID-19. Pojawiają się też pytania o choroby towarzyszące, takie jak: nadciśnienie czy cukrzyca, które mają ogromne znaczenie w przebiegu chorób dróg oddechowych. Następnie formularz medyczny trafia do lekarza, który znowu go analizuje i na tej podstawie wydaje wstępną diagnozę. Jeżeli obawy pacjenta się potwierdzają, a wstępna diagnoza wskazuje na to, że jest ryzyko zakażenia koronawirusem, uruchamiana jest procedura skierowania pacjenta na testy.

Podobnie jak w przychodni

– Mimo że wywiad medyczny przebiega online, przychodnia działa bardzo podobnie jak te stacjonarne. Lekarz przeprowadza wywiad z pacjentem, pyta o niepokojące objawy, np. czy pacjent miał kontakt z osobą chorą, czy ma gorączkę, jeżeli tak, to jak wysoką. Dodatkowo pacjent dokonuje pomiaru swojej temperatury. Na tej podstawie stawia wstępną diagnozę. W zależności od samopoczucia pacjenta i postawionej wstępnej diagnozy podejmowane są dalsze działania – tłumaczy Joanna Barczykowska-Tchorzewska.

– Jeśli lekarz uzna to za konieczne, kieruje pacjenta na testy, które w sposób jednoznaczny pozwalają stwierdzić obecność wirusa. Po kilku dniach prosimy pacjenta o ponowne wypełnienie formularza i przejście konsultacji, żeby się upewnić, że objawy się nie zaostrzyły lub nie pojawiły się nowe. Jeśli stan jego zdrowia pozwala na leczenie w warunkach domowych, lekarz zaleca odpowiednie postępowanie zgodne z obowiązującymi wytycznymi, w razie konieczności wystawia e-receptę, e-zwolnienie lub e-skierowanie do specjalisty, a także monitoruje online stan zdrowia chorego (w przypadku kolejnej konsultacji) – dodaje.

Z pomocy lekarzy przychodni Dimedic.PL mogą skorzystać zarówno pacjenci indywidualni, jak i pracodawcy, którzy wykupią opiekę w ramach programu „Bezpieczne miejsce pracy” dla swoich pracowników. Pracownik firmy, która zdecyduje się na współpracę z przychodnią, jest zaopiekowany od początku do końca: lekarz przeprowadza konsultację online, następnie pacjent zostaje skierowany na testy, wyniki są dostępne w panelu pacjenta, a lekarz ponownie konsultuje osoby z pozytywnym wynikiem. Dodatkowo doradcy epidemiologiczni doradzają pracodawcy, czy należy przetestować pracowników mających kontakt z zakażonym. Firmy i pacjenci mogą też wykupić samo leczenie.

– Uruchomiliśmy specjalny pakiet, w którym pracownicy zyskują nielimitowany dostęp do konsultacji z lekarzami specjalizującymi się w leczeniu COVID-19. Wiemy, że troskliwa opieka to dla pacjentów priorytet – mówi Joanna Barczykowska-Tchorzewska.

Wielu pacjentów, zero kolejek

Od początku zainteresowanie działalnością Dimedic było duże: przez pierwszy tydzień stronę odwiedziło ponad 40 tys. osób, z czego prawie 400 zdecydowało się na konsultacje. Obecnie przychodnia ma na koncie ponad 15 tys. porad indywidualnych i ponad 10 tys. konsultacji oraz badań w kierunku COVID-19 dla firm.

– Opiekujemy się firmami różnej wielkości. Mamy ogromną satysfakcję, ponieważ udaje nam się zapobiegać rozprzestrzenianiu zakażeń na ich terenie. Od wypełnienia formularza do telefonu ze strony lekarza czeka się kilkanaście minut. Jesteśmy przygotowani, żeby na dyżurze było od 10 do 100 lekarzy – mówi Joanna Barczykowska-Tchorzewska.

Zespół przychodni i zaproszeni eksperci z dziedziny medycyny, technologii, komunikacji i marketingu to ponad 40 osób. Od zera stworzyli ten unikatowy projekt wyspecjalizowanej przychodni telemedycznej.

Chcesz zabezpieczyć firmę?

Wejdź na stronę

www.bezpiecznemiejscepracy.pl

i pobierz ofertę dla firm.

Starajmy się leczyć pacjentów w domu

Rozmowa z prof. dr. hab. n. med. Piotrem Kuną, ekspertem w leczeniu chorób wewnętrznych, chorób płuc, alergii i immunologii klinicznej.

Telekonsultacja to łatwy dostęp pacjenta do lekarza, w każdej chwili przez telefon i online, bez czekania w kolejce i narażania się na zakażenie wirusem – przypomina prof. dr hab. n.med. Piotr Kuna.

Czy można leczyć COVID-19 za pomocą konsultacji zdalnych?

Zdalnie, np. przez telefon, nie leczy się covid, lecz diagnozuje. Udziela się teleporady pacjentom, którzy mają objawy infekcji dróg oddechowych i na tej podstawie decyduje, czy jest to przeziębienie, czy zakażenie wirusem SARS-CoV-2. Wtedy zaleca się testy pod kątem zakażenia. W zależności od nasilenia dolegliwości kieruje się albo na leczenie domowe, albo do ośrodka leczącego pacjentów z COVID-19. Telekonsultacja to łatwy dostęp pacjenta do lekarza, w każdej chwili przez telefon i online, bez czekania w kolejce i narażanie się na zakażenie wirusem. Przychodnia online Dimedic oferuje usługę kompleksową: doradztwo, prowadzenie chorego w trakcie leczenia, kierowanie na badania, wystawianie recept i zwolnień lekarskich.

Na początku marca wraz z zespołem Dimedic.PL opracowaliśmy algorytm diagnostyczny różnicujący szybko podejrzenie zakażenia wirusem SARS-CoV-2 od typowych dla przeziębienia. Selekcjonuje on pacjentów na tych z grupy niskiego, średniego i wysokiego ryzyka zakażenia COVID-19 i kieruje do odpowiednich lekarzy, którzy decydują, czy z pacjentem należy się konsultować, by zebrać pogłębiony wywiad. W Dimedic pracuje grupa doświadczonych lekarzy specjalistów, którzy zajmują się chorym w sposób kompleksowy, leczą również choroby przewlekłe, co jest istotne z punktu widzenia ciężkiego przebiegu zakażenia koronawirusem. Zatem z porady telemedycznej korzyść odniosą nie tylko pacjenci z podejrzeniem infekcji, lecz również ci leczeni przewlekle.

Od czego zależy ciężkość przebiegu infekcji?

W świetle obecnej wiedzy, która być może ulegnie zmianie, ciężkość infekcji zależy od naszej odporności, dobrego leczenia chorób przewlekłych, ale też m.in. od tego, ile wirusa zainhalowaliśmy. Bardzo trudno się nim zarazić na świeżym powietrzu. Nawet jeśli mijamy kogoś chorego, to liczba cząstek wirusa jest niewystarczająca, żebyśmy się zarazili. Największe ryzyko zarażenia występuje w pomieszczeniach zamkniętych, z klimatyzacją, ponieważ wirus może w niej pozostawać, podobnie jak w wentylacji. Czyli najłatwiej zarażamy się w biurowcach, we własnych mieszkaniach, domach dla osób przewlekle chorych i niestety, w szpitalach, gdzie przebywa wielu zakażonych.

Co więc jest konieczne w prewencji?

Należy bezwzględnie nosić maski, okulary, utrzymywać dystans, ale także unikać miejsc o wysokim stężeniu cząsteczek wirusa, jak chociażby szpitale. Jeśli więc tylko można, starajmy się leczyć pacjentów w domu. Pamiętajmy, że 85–90 proc. zakażonych nie ma niewydolności oddechowej, nie wymaga leczenia tlenem. Czyli około 90 proc. pacjentów może być leczonych w domu. Na razie nie mamy cudownego eliksiru na leczenie wirusa SARS-CoV-2. Najważniejsza więc jest prewencja, w tym unikanie miejsc, gdzie może być w powietrzu wirus. Leczyć się jest najlepiej w miejscu, gdzie nie narażamy innych osób i gdzie nie musimy nosić maseczek. Wydychamy bowiem cząsteczki wirusa na powierzchnię wewnętrzną maseczki, a następnie je wdychamy z powrotem do płuc, autonadkażamy się w ten sposób.

Należy przede wszystkim unikać miejsc, w których możemy trafić na wirusa, dużo spać, odpoczywać i leczyć się objawowo, wspomagać odporność, stosując dietę bogatą w świeże warzywa i owoce oraz kiszonki zawierające pałeczki kwasu mlekowego, a przede wszystkim nie zapominać o braniu leków na choroby przewlekle, które nas toczą.

W jaki sposób Dimedic może pomóc osobie, która jest podejrzewana o zakażenie COVID-19?

Przychodnia Dimedic.PL kieruje m.in. na testy diagnostyczne. Od pojawienia się objawów zalecane jest 10 dni izolacji u osób z dodatnim wynikiem testu. Tyle dni wirus jest w stanie przetrwać w drogach oddechowych pacjentów bez upośledzonej odporności. Po 10 dniach nasz układ odpornościowy wirusa niszczy. Człowiek już wtedy nie zaraża, choć pojedyncze fragmenty wirusa mogą być obecne w organizmie. Po około dwóch tygodniach od zakażenia można natomiast sprawdzić, czy mamy przeciwciała na wirusa. Nabywamy odporność na cztery do sześciu miesięcy.

Co znaczy leczenie objawowe w domu?

Jeśli mamy temperaturę, przyjmujemy typowe leki przeciwgorączkowe: aspirynę, ibuprofen. Przy napadach kaszlu stosujemy odpowiednie leki, o tym jakie decyduje lekarz na podstawie wywiadu chorobowego. Zalecenia z początku pandemii, że przyjmujemy jedynie paracetamol, są nieaktualne – pochodziły z Wielkiej Brytanii, gdzie wszystkie choroby leczy się paracetamolem. Ten lek nie ma jednak działania przeciwpłytkowego. Tymczasem u pacjentów zakażonych koronawirusem jest zwiększona zdolność do powstawania mikrozakrzepów i agregacji płytek krwi. Dlatego należy podawać aspirynę i inne leki zapobiegające tej agregacji.

Amerykanie mają największe doświadczenie w leczeniu COVID-19 i zalecają właśnie aspirynę. Oprócz tego suplementację witaminy D3, bo osoby o ciężkim przebiegu choroby mają niedobory tej witaminy. W okresie jesienno-zimowym ponad 90 proc. Polaków ma jej niedobory. Ta witamina reguluje naszą odporność. Inne zalecenia mówią o suplementacji cynku. O takich prostych zaleceniach poinformują pacjenta lekarze z Dimedic w trakcie teleporady.

Czy ten wirus z nami zostanie?

Zostanie najprawdopodobniej, dopóki nie nabierzemy odporności. On potrzebuje żywego organizmu, sam nie może żyć. Jeśli się wszyscy zaszczepimy, wirus zniknie, bo zabraknie żywiciela. Gorzej, jeśli zmutuje lub jeśli nie wszyscy się zaszczepimy – wtedy cały czas będzie zarażał. Jestem jednak optymistą – nowoczesne szczepionki będą skuteczne w 95 proc., a to wystarczy do powstrzymania fali zakażeń.

Domknąć wrota epidemii

Rozmowa z Sylwestrem Piaskowskim, dr. nauk medycznych, specjalistą analityki medycznej i diagnostyki genetycznej, współtwórcą przychodni Dimedic.PL, która wspiera przedsiębiorców w walce z COVID-19.

Badania są bardzo ważne, ale musimy pamiętać o tym, żeby odpowiedzenie badania przeprowadzać w odpowiednim czasie i tu niezmiernie ważna jest konsultacja lekarska – podkreśla Sylwester Piaskowski, dr nauk medycznych.

Co mogą zrobić przedsiębiorcy, żeby uchronić swoich pracowników przed covidem? Czy to w ogóle możliwe?

To jest możliwe, ale wymaga działań w kilku obszarach. W Polsce niektórzy bagatelizują zagrożenie epidemiologiczne, inni wręcz odwrotnie – panicznie się boją choroby, co też powoduje problemy w firmie. Zmiana nastawienia jednych i drugich może wiele poprawić. Do tego niezbędne są procedury, które umożliwią zachowanie dystansu, stosowanie maseczek i dezynfekcji rąk oraz prawidłowo zaplanowane testowanie pracowników. Testowanie jest wyjątkowo ważne u osób, u których objawy już występują, po to aby się zorientować, czy w firmie jest duże zagrożenie powstaniem ogniska chorobowego, czy w stosunku do pracowników, którzy mieli kontakt z osobą zakażoną, należy podejmować jakieś działania. Jeśli w najbliższym otoczeniu na terenie, gdzie znajduje się firma, występują intensywne zachorowania, można przetestować również osoby bezobjawowe, 80 proc. zakażeń wirusem SARS-CoV-2 przebiega bowiem bezobjawowo, ale te osoby wciąż zakażają. Podobnie jak w przypadku innych chorób zakaźnych, również przy COVID-19 potwierdzono zasadę 80 na 20. Zasada ta mówi, że za 80 proc. infekcji odpowiada 20 proc. osób.

Mówimy o tzw. superroznosicielach?

Tak, superroznosicielstwo wynika z różnych przyczyn, np. z konkretnych zachowań społecznych. W firmie roznosicielstwo jest związane z funkcją, jaką w niej pracownik pełni. Zupełnie inne ryzyko niesie osoba bezobjawowa zajmująca się dokumentacją, siedząca przez cały dzień w swoim pokoju, a inne osoba zajmująca się kontrolą jakości, która każdego dnia jest w kilku działach lub osoby mające kontakt z klientami. I właśnie, żeby identyfikować superroznosicieli, należałoby mieć procedury ustawione na wyższym poziomie: wyposażać w lepsze środki ochrony osobistej i poważnie rozważyć, czy nie powinno się okresowo poddawać ich badaniom. Dotyczy to np. serwisantów, przedstawicieli handlowych, którzy wyjeżdżają z firmy i mają bardzo dużo interakcji.

A co ze szkoleniami? Warto je organizować, by uświadamiać pracowników?

Jak najbardziej warto. Nigdy dość przypominania, jak należy się zachowywać: dystans, maseczka, dezynfekcja rąk, ale też uświadomienie ludziom ich roli w firmie i odpowiedzialności za ewentualne zagrożenie, jeśli jest się chorym. Dotychczas zachowaniem odpowiedzialnym dla wielu osób było przychodzenie do pracy, nawet jeśli były chore. Teraz każdy objaw chorobowy powinien nas zaniepokoić i spowodować rezygnację z przyjścia do pracy. Jednak są osoby, które podejdą do tego bardzo profesjonalnie i od razu zgłoszą swoje złe samopoczucie w firmie, a inne będą próbowały wykorzystać ogólny stan zagrożenia epidemicznego, by przejść na pracę zdalną, która nie zawsze jest możliwa.

Wracając do testów, czy firmy powinny zakupić je i we własnym zakresie przeprowadzać badania?

W naszym kraju testujemy wyłącznie osoby objawowe bądź mające wysokie ryzyko zakażenia. To widać w codziennych raportach Ministerstwa Zdrowia, gdzie stosunek pozytywnych testów do wszystkich wykonanych wynosi nawet 50 proc. Oznacza to, że nie testujemy w celach epidemiologicznych, a tym samym nie podejmujemy działań zapobiegawczych. Gdy na Słowacji przetestowano 70 proc. populacji, wyłapano ponad procent zainfekowanych, dzięki temu możliwe było wyłączenie ich i członków ich rodzin z łańcucha roznoszenia zakażenia. To samo możemy zrobić w naszych firmach. Jeśli pracownik ma już objawy, procedura trwa bardzo długo: od momentu wystąpienia objawów mija pięć–sześć dni, zanim pójdzie na test, później jeszcze czeka na wynik od jednego do trzech dni. A ponieważ chory zaraża dwa dni przed objawami, mógł już zarazić kolejne osoby. Zanim dostajemy pozytywny wynik testu naszego pracownika, kolejne osoby w firmie już zarażają. Przeciążone sanepidy obecnie nie zawsze prowadzą dochodzenia epidemiologiczne. Pracodawcy sami powinni zadbać o swoje firmy i swoich pracowników.

Konkretnie co to im da?

Po pierwsze, będą mogli określić i wyeliminować ogniska. Po drugie, pracownicy, zwłaszcza ci, którzy się boją zakażenia, będą chętniej i produktywniej pracować. W państwowych badaniach w ogóle nie wspomina się o testach sprawdzających, czy jacyś pracownicy już koronawirusa przechorowali. Takie badanie ma sens w strefach od dawna czerwonych: na Śląsku, w woj. mazowieckim albo w małej miejscowości, gdzie w zakładzie już dochodziło do zachorowań. Istnieje szansa, że 5–10 proc. pracowników już przechorowało COVID-19. Wtedy można ich przegrupować tak, by eliminować ryzyko zakażenia, np. jeśli z kierowcą jeździ magazynier, można stworzyć zespoły, w których jedna osoba może być już po chorobie, druga nie.

Widać więc, że badania dają wiele odpowiedzi, które można wykorzystać w strategii zarządzania firmą, zwłaszcza taką, gdzie pracy zdalnej nie sposób świadczyć...

Badania musimy przeprowadzać jednak w odpowiednim czasie i wysłać na nie odpowiednie osoby – i tu niezmiernie ważna jest konsultacja lekarska. Tu potrzebna jest wiedza lekarza, który da odpowiednie zalecenia pacjentom, a epidemiolog doradzi pracodawcy. Uszczelnienie systemu jest problematyczne, lecz nie niemożliwe. Epidemiologia zna pojęcie „wrota zakażenia”. Pokazuje ono, jak różnego rodzaju działania przekładają się na zmniejszenie rozprzestrzeniania się infekcji. Możemy „wrota” otworzyć i nie robić niczego, ale też możemy „wrota” powoli domykać: nosić maseczkę, testować pracowników, dbać o zachowanie dystansu, a nie tylko wysłać ich na kwarantannę, bo mieli kontakt z zakażonym. Takimi działaniami możemy spowodować, że „wrota” będą ledwo uchylone.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane