Lekcja wciąż do odrobienia

Janusz Lewandowski
opublikowano: 27-06-2008, 00:00

Dwa miliony gości, którzy odwiedzili małą Austrię w ciągu tygodnia, oddaje ludzką, gospodarczą i logistyczną skalę wielkiej imprezy. Z jednej strony oczywiste korzyści, zyski i zarobki. Z drugiej kultura organizacyjna oraz infrastruktura transportowa, hotelowa i restauracyjna — na miarę masowej inwazji. Pośród przyjezdnych byli organizatorzy Euro 2012. Telewizyjną widownię stanowiły tysiące Polaków, którzy już kalkulują materialne korzyści z tej okazji. Inwestują, by zebrać żniwo za cztery lata.

Czy się przeliczą? Zawisł nad nami i Ukrainą przykry znak zapytania, czy sprostamy nadzwyczajnym wyzwaniom organizacyjnym i inwestycyjnym. Ta masowa impreza stawia ze swej natury, nieco inne wymagania niż masowe spotkania Polaków z Papieżem, którą to sztukę mamy już opanowaną. Zaryzykuję pogląd, że zdążymy ze stadionami, co jest elementarnym warunkiem przeprowadzenia Euro 2012. To samo muszą udowodnić Ukraińcy, by nie zabrano imprezy.

Warunek konieczny nie jest jednak wystarczający, by nasze korzyści były na miarę Portugalii z roku 2004. To znaczy trwałe, pozostawiające miłe wspomnienia i zachętę do ponownego odwiedzania kraju. Tu nie jestem optymistą. Prywatna inicjatywa zdąży z bazą noclegową, piwem i zakąską. System transportowy, budowany w obecnym tempie, pozostanie wąskim gardłem i powodem do wstydu. Jeśli się to nie zmieni, zyskamy milion świadków, że na turystycznym szlaku, należy omijać Polskę. Żaden sukces sportowy tego nie zamaskuje.

Janusz Lewandowski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Janusz Lewandowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu