Lektury

Marek Matusiak
opublikowano: 2000-02-25 00:00

LEKTURY

Tajemnicze PR

Po reklamie i marketingu nastała moda na public relations. Niestety, to niezmiernie delikatne, precyzyjne i skuteczne narzędzie, często wpada w ręce osób i firm nie mających pojęcia, czym jest PR.

Z ochotą biorą się za PR agencje reklamowe, które pod płaszczykiem działań PR starają się dalej reklamować i promować produkty. Media przewrażliwione na punkcie kryptoreklamy z niechęcią patrzą na ich poczynania. „Fachowcy” od public relations traktują dziennikarzy jak skorumpowanych ćwierćinteligentów, którzy czekają tylko na prezenty i przygotowane materiały prasowe. I wzajemnie, mass media uważają pracowników PR nie za źródło rzetelnej informacji, ale za naciągaczy na „kryptoreklamę”.

Również szefowie firm na ogół wolą wydać ciężkie pieniądze na reklamę, niż wyłożyć stosunkowo niewielkie na public relations. Chcą mieć szybkie efekty. Nie rozumieją PR.

Tymczasem public relations są formą komunikowania się firmy ze swoimi pracownikami, klientami, akcjonariuszami, kontrahentami, społecznością lokalną. PR nie może być nachalną reklamą czy propagandą, ale stałą i prawdziwą informacją, musi być prowadzone rzetelnie i uczciwie.

„Gazeta BCC“

Punkt zwrotny

Rynek usług telekomunikacyjnych w Polsce znalazł się w punkcie zwrotnym — twierdzą znawcy przedmiotu. Inni uważają, iż utknął w martwym punkcie, na rozstajach pozbawionych drogowskazu. Tak czy owak, sytuacja zdaje się dojrzewać do podjęcia ważnych, strategicznych decyzji.

Dotychczasowy układ z monopolistyczną pozycją Telekomunikacji Polskiej SA na rynku telefonii przewodowej został tylko nieco podkopany przez operatorów niezależnych. Palców jednej ręki za dużo, aby zliczyć tych, którym udało się wyrwać ponad krajową mizerię. Lwia część koncesjonariuszy, których liczba i entuzjazm przed laty kazały spodziewać się przełomu, generalnie pozostała „w blokach”. Nadal czekamy na faktyczną, a nie deklarowaną liberalizację rynku i związane z nią dobroczynne skutki dla abonentów. Jako kolejne jej ogniwo zapowiada się, mające nastąpić w połowie roku, uruchomienie połączeń międzymiastowych przez trzech wyłonionych w przetargu operatorów niezależnych. Jeszcze nie pokazali oni, co potrafią, a już mówi się, że nie będzie im dane tak do końca pokazać, jeśli abonent nie może liczyć na podpisanie umowy z operatorem oferującym najkorzystniejsze warunki, a cały wybór sprowadzi się do każdorazowego wybrania tzw. prefiksu (numeru łączącego z nim akurat). Abonenta leniwego, bądź też o słabej pamięci, TP SA zwolni od takich komplikacji.

Kolejna kwestia warunkująca rozwój konkurencji to postępy prywatyzacji TP SA.

„Nowe Życie Gospodarcze“