Kiedy trzy lata temu przedterminowo odchodził gabinet Leszka Millera, rządowa propaganda wpisywała się w poetykę powyższego tytułu i stawiała na piedestale osiągnięcia rządu, który wprowadził Polskę do Unii Europejskiej. Znajdujący się na równi pochyłej Miller wynegocjował z prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim aksamitne warunki swego wymuszonego odejścia. 30 kwietnia 2004 r. zdążył wprowadzić flagę UE na pożegnalne posiedzenie swego rządu, 1 maja w Dublinie rywalizował z Kwaśniewskim — który dość nachalnie wprosił się na szczyt Rady Europejskiej — o polską flagę wciąganą tam na maszt, wreszcie 2 maja formalnie złożył dymisję w poczuciu politycznego spełnienia.
Trudno uniknąć wrażenia déja` vu, gdy obserwuje się równie go- rączkowe zabiegi PR-owskie ekipy Prawa i Sprawiedliwości, wynoszącej pod niebiosa chwałę premiera/prezesa
Jarosława Kaczyńskiego. Upłynął tydzień, a ja wciąż nie mogę wyjść ze zdumienia po urodzinowym garden party rządu, na które media zostały zaproszone do ogrodu Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Premier naprawdę nas wtedy zaskoczył skierowaniem głównego strumienia samozadowolenia na wątki gospodarcze, czemu towarzyszyło taktyczne schowanie nie- pasujących do świątecznej atmosfery sporów politycznych. Ciekawe, że na co dzień proporcje zainteresowań rządu układają się dokładnie odwrotnie.
Kiedy piszę ten komentarz — nikt nic nie wie na pewno, ale wszystko wskazuje na to, że premier Kaczyński pójdzie inną drogą niż Miller i nie złoży dymisji rządu, lecz przerzuci całkowitą odpowiedzialność za ewentualne skrócenie kadencji na parlament. Ale cokolwiek by zrobił, jego gabinet i tak nie zanotuje na swoim koncie osiągnięcia równie historycznego, jak wejście Polski do NATO czy do Unii Europejskiej. Co najwyżej pobije powojenny rekord politycznego hucpiarstwa, rywalizując o prymat wszech czasów z „najwybitniejszymi” w tej kategorii osiągnięciami z okresu II Rzeczypospolitej.
W ostatnich godzinach urzędowania Leszka Millera przeprowadziliśmy z nim ciekawy wywiad, który na okładce zajawiliśmy tytułem „Znikam. Jeszcze będziecie tęsknić”. Teza odchodzącego premiera nie do końca się sprawdziła, ale trzeba przyznać, że wtedy mieliśmy o czym z nim pogadać i nawet się poprzekomarzać. O wywiad z Jarosławem Kaczyńskim „Puls Biznesu” dotychczas nie zabiegał, ponieważ nie było sensu rozmawiać o sprawach, które dla premiera są marginaliami (a przynajmniej tak oceniają to zgodnie środowiska polskich przedsiębiorców). Ale niezależnie od tego, jak w najbliższych dniach i tygodniach wyklaruje się sytuacja polityczna, o podsumowującą rozmowę na pewno się upomnimy. Choćby po to, aby wnioski z niej stanowiły przestrogę dla następnego szefa rządu.
Jacek Zalewski