Lepiej niż w strefie euro

dr Kazimierz Sedlak, firma doradcza Sedlak Sedlak
opublikowano: 24-12-2010, 07:44

Wzrost płac w 2010 r. jest najniższy od początku kryzysu. Według NBP przeciętne wynagrodzenie wzrośnie o 4,1 proc. Prognozy na 2011 r. są bardziej optymistyczne.

Przeciętne wynagrodzenie powinno się zwiększyć o 5,4 proc. A w roku organizacji Euro, czyli 2012, nawet o 6,6 proc. Płace w Polsce będą rosły szybciej niż w zmagających się z recesją krajach strefy euro czy w USA, gdzie w 2011 r. spodziewane są podwyżki o około 3 proc. Z drugiej strony, daleko nam do południa Azji czy Wspólnoty Niepodległych Państw, gdzie płace mają wzrosnąć o 7-9 proc. No, ale w tych krajach jest wysoka inflacja.

Wzrost płac nie będzie taki sam we wszystkich sektorach gospodarki. Wynagrodzenia powinny się zwiększyć w tych branżach, które początkowo najmocniej dotknął kryzys, a teraz odbudowują swoją pozycję. Przykładem jest motoryzacja. Rosnąca konsumpcja indywidualna powinna pośrednio wpłynąć na wzrost płac także w produkcji urządzeń elektrycznych, elektroniki, komputerów i na przykład w przemyśle odzieżowym.
Niezależnie od sytuacji gospodarczej płace rosną w energetyce (wytwarzanie i dystrybucja energii elektrycznej, gazu, gorącej wody). Natomiast nie widać jeszcze ożywienia w handlu i transporcie oraz magazynowaniu. Nie ma też znacznego wzrostu zarobków w branży finansowej i w ubezpieczeniach, gdzie jednak płace zatrzymały się na relatywnie wysokim poziomie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: dr Kazimierz Sedlak, firma doradcza Sedlak Sedlak

Polecane