Przeciętne wynagrodzenie powinno się zwiększyć o 5,4 proc. A w roku organizacji Euro, czyli 2012, nawet o 6,6 proc. Płace w Polsce będą rosły szybciej niż w zmagających się z recesją krajach strefy euro czy w USA, gdzie w 2011 r. spodziewane są podwyżki o około 3 proc. Z drugiej strony, daleko nam do południa Azji czy Wspólnoty Niepodległych Państw, gdzie płace mają wzrosnąć o 7-9 proc. No, ale w tych krajach jest wysoka inflacja.
Wzrost płac nie będzie taki sam we wszystkich sektorach gospodarki. Wynagrodzenia powinny się zwiększyć w tych branżach, które początkowo najmocniej dotknął kryzys, a teraz odbudowują swoją pozycję. Przykładem jest motoryzacja. Rosnąca konsumpcja indywidualna powinna pośrednio wpłynąć na wzrost płac także w produkcji urządzeń elektrycznych, elektroniki, komputerów i na przykład w przemyśle odzieżowym.
Niezależnie od sytuacji gospodarczej płace rosną w energetyce (wytwarzanie i dystrybucja energii elektrycznej, gazu, gorącej wody). Natomiast nie widać jeszcze ożywienia w handlu i transporcie oraz magazynowaniu. Nie ma też znacznego wzrostu zarobków w branży finansowej i w ubezpieczeniach, gdzie jednak płace zatrzymały się na relatywnie wysokim poziomie.