Lepiej sprzedać późno, niż wcale

Mariusz Wesołowski
opublikowano: 2002-08-12 00:00

Nie ulega wątpliwości, że prawdziwa bessa dopiero przed nami. Nastroje na rynkach są fatalne. Aktywnymi graczami pozostali już tylko day-traderzy i światowe fundusze emerytalne. Pozostali jeszcze czekają, aż kursy spadną do poziomów, które można będzie uznać za atrakcyjne. Obecne ceny akcji nie są jeszcze na tyle atrakcyjne, by można było wrócić na rynek.

Amerykańskie domy maklerskie w akcie desperacji mającym zachęcić do kupna akcji przewidują kolejne obniżki stóp. Tymczasem redukcja oprocentowania oznaczałaby, że z gospodarką amerykańską jest gorzej niż źle. Wydaje się także, że ubiegłotygodniowa próba ratowania rynków akcji poprzez pożyczkę dla Brazylii już wkrótce okaże się porażką. Polska gospodarka też nie wygląda najlepiej. Prace nad potrzebnymi reformami dopiero się rozpoczęły. Nie ma więc co liczyć na jakiekolwiek sygnały poprawy koniunktury na rynkach akcji.

Ostatnio inwestorzy upodobali sobie walory Telekomunikacji Polskiej SA. Do nabywania akcji skłaniało osłabienie akcji Pekao SA oraz światowa odwilż w sektorze telekomów. Patrząc na wykres TP SA można śmiało wyrokować zbliżającą się dużymi krokami wyprzedaż. Przy obecnym stanie rynku luka bessy z czerwca wydaje się nie do pokonania. Także do pozbywania się akcji telekomu zachęcają ostatnie fundamentalne informacje ze spółki. Większe rezerwy związane z dodatkowymi odprawami raczej wskazują na dostosowanie poziomu zatrudnienia do zbliżającej się unijnej konkurencji, niż wróżą silną poprawę zyskowności. Na dodatek działania TP SA są pod ścisłym nadzorem mającym powstrzymać wszelkie zachowania monopolistyczne, a więc najbardziej zyskowne.

Mijające sesje przyniosły długo oczekiwaną silną przecenę Pekao SA. Sprzedający zepchnęli walory do długoterminowej linii trendu w okolicach 70 zł. Głęboka wyprzedaż akcji daje nadzieję na odreagowanie spadków i wzrost do szybkiej linii spadku na poziomie 80 zł. Nadal bardzo wysoka wycena banku wskazuje jednak, że przy obecnym stanie gospodarki, możliwy wzrost należy wykorzystać do skracania pozycji. Wydaje się, że do sprzedaży powinna także skłaniać ostatnia postawa banku w stosunku do inwestorów. Uległa ona mocnej dewaluacji w związku z długotrwałym podtrzymywaniem prognoz, które wyglądały jak próba tuszowania bardzo kiepskich wyników. Przy takiej postawie banku obecną, bardzo optymistyczną prognozę można śmiało odłożyć na półkę do czasu realizacji jej pierwszej części w wynikach trzeciego kwartału.

Raport Dębicy świadczy, że oponiarska spółka znajduje się wśród nielicznych giełdowych firm, które radzą sobie w dobie kryzysu. Wycena walorów Dębicy na tle innych spółek z branży — zwłaszcza Stomilu Olsztyn — jest dość niska. To powinno zachęcić inwestorów do zakupów akcji Dębicy.

Ponad 70 proc. sprzedaży Dębicy idzie na eksport. Spółka rozlicza się w euro. Można więc założyć, że trwałe osłabienie złotego wobec wspólnej waluty wyjdzie spółce na dobre, a jej wyniki w kolejnych kwartałach mogą być jeszcze lepsze.