Walka o wpływy z podatku od towarów i usług wciąż przypomina tę, którą toczył Don Kichot z wiatrakami. Cała Europa Środkowo-Wschodnia zmaga się z luką w VAT, a problem jest coraz bardziej palący, bo straty liczone są w miliardach euro. Nowa ekipa rządząca wzięła sobie problem do serca i zamierza rzucić rękawice tym, którzy z niepłacenia danin zrobili specialite de la maison.
Luka bez granic
Z obliczeń Komisji Europejskiej wynika, że cała unijna wspólnota straciła w 2013 r. na VAT 168 mld EUR. Nasz region nie ma się czym chwalić.
— Łącznie przez lukę VAT budżety pięciu krajów regionu: Polski, Czech, Rumunii, Węgier i Słowacji, tracą 27 mld EUR rocznie — szacuje Daniel Anghel, lider zespołu podatków pośrednich w PwC w Europie Środkowo-Wschodniej.
Źle sprawy mają się w Rumunii, gdzie fiskus nie dostaje ponad 40 proc. tego, co mu się należy. Tylko w nieco lepszej sytuacji są nasi sąsiedzi ze Słowacji, których braki eksperci obliczyli na 35 proc. W regionalnym zestawieniu najlepiej wypadają Czesi, ale nawet tam co piąta korona z podatku VAT, zamiast zasilać budżet, trafia gdzie indziej. My plasujemy się w środku lokalnego zestawienia z sięgającym niemal 27-procentowym niedoborem, ale już na tle całej Unii jesteśmy w ogonie, jeśli chodzi o skuteczność skarbówki. Daleko nam do prymusów z Finlandii, Holandii czy Szwecji, gdzie tylko nieco ponad 4 proc. dochodów z VAT umyka fiskusowi. Zdaniem ekspertów PwC, w tym roku powinniśmy się pogodzić z tym, że luka urośnie o ponad 10 mld zł, przebije magiczną barierę 50 mld zł i będzie większa niż dziura budżetowa.
Czas na leczenie
Diagnoza problemu jest już znana, a leczenie rozpoczęte. W ostatnich latach kilka krajów naszego regionu poważnie wzięło się za wyłudzenia w VAT. Nad Wisłą rozszerzono stosowanie mechanizmu odwróconego obciążenia podatkiem, a administracja podatkowa i wywiad skarbowy zakasały rękawy do pracy. Zdaniem ekspertów, to wciąż za mało. Czas najwyższy wziąć się za profilaktykę, a nie tylko leczyć skutki.
— Do działań prewencyjnych należy mechanizm split payment (podzielonej płatności), który w dużej części naszej gospodarki może pozbawić przestępców możliwości zdobycia źródeł dochodu — podkreśla Jan Tokarski, dyrektor w dziale doradztwa prawno-podatkowego w PwC.
Podzielona płatność daje duże szanse, że nieuczciwy podatnik, zamiast zostawić w swojej kieszeni VAT zapłacony już przez nabywcę, nawet nie zobaczy należnych fiskusowi pieniędzy, które natychmiast wylądują na specjalnym koncie podatnika będącym pod lupą skarbówki.
Lekarstwo kosztuje
Nowe władze w uszczelnieniu systemu podatkowego widzą lekarstwo na uzdrowienie finansów publicznych. Ich zdaniem, fiskus może liczyć nawet na kilkanaście miliardów rocznie z tego tytułu, chociaż pierwszy rok nie przyniesie kokosów.
— Będą to 2-3 mld zł, które są do pozyskania poprzez założoną już w drugiej połowie roku poprawę w ściągalności VAT. Proces ten będzie przyspieszony w kolejnych latach — mówił niedawno w rozmowie z PAP Paweł Szałamacha, minister finansów.
Huraoptymizmu nie podziela nasz bank centralny, który ocenia, że dopiero w ciągu kilku lat lepsza ściągalność VAT da około 20 mld zł. Eksperci PwC przekonują jednak, że split payment może okazać się remedium na ból głowy fiskusa. Z wyliczeń firmy doradczej wynika, że gdyby podzielona płatność już działała nad Wisłą, w pesymistycznym wariancie do kasy państwa wpadłoby nawet 24 mld zł ekstra. Patrząc przez różowe okulary, mogłoby to być nawet 41,6 mld zł. Pod warunkiem że resort finansów nie zaniedba innych działań w walce z wyłudzeniami.
— To wystarczający argument, by poważnie zastanowić się nad wprowadzeniem split payment w Polsce — uważa Tomasz Kassel, partner w PwC.
Zwraca uwagę, że rozwiązanie ma też koszty. Na początek w system trzeba zainwestować ok. 2 mld zł, a później co roku na utrzymanie przeznaczać 1,3-1,9 mld zł. Gra jest jednak warta świeczki, bo netto w najgorszym razie da to imponujące 20 mld zł.
Co o propozycjach zmian w VAT mówią przedsiębiorcy >>>>


