Czytasz dzięki

Liczba głosów nie decydowała

opublikowano: 26-05-2020, 22:00

Horyzont wyborów prezydenckich nadal spowijają opary absurdu.

 Publikacja uchwały Państwowej Komisji Wyborczej, unieważniającej wybory nieprzeprowadzone 10 maja, wstrzymywana jest przez premiera, Senat nieśpiesznie pracuje nad poprawianiem zawierającej błędy specustawy o głosowaniu hybrydowym. Wczorajsze wystąpienie marszałek Sejmu, która ma ogłosić wybory od nowa, niczego nie rozjaśniło. Wypada mi zatem powtórzyć zdanie sprzed dwóch tygodni: naprawdę nie jest mirażem wizja wieczoru w czwartek 6 sierpnia, gdy Andrzej Duda opuszcza pałac przy Krakowskim Przedmieściu, a na gospodarstwie zostają jedynie funkcjonariusze SOP…

Obsadzenie przez tzw. dobrą zmianę fotela pierwszego prezesa nie jest tożsame z przejęciem całego SN.
Zobacz więcej

Obsadzenie przez tzw. dobrą zmianę fotela pierwszego prezesa nie jest tożsame z przejęciem całego SN. FORUM

Kadencja 2015-20 to natomiast pewnik, na jej finiszu prezydent wprowadził tzw. dobrą zmianę do Sądu Najwyższego (SN). Analogiczna operacja w Trybunale Konstytucyjnym (TK) — której symbolem stało się wygaśnięcie prezesury Andrzeja Rzeplińskiego i obsadzenie Julii Przyłębskiej — trwała rok. SN okazał się znacznie twardszym i większym orzechem do zgryzienia, wobec kameralnego TK to kombinat. Reakcja społeczna i międzynarodowa wykluczyła skrócenie kadencji prezes Małgorzaty Gersdorf, która naturalnie wygasła 30 kwietnia 2020 r. Notabene świeża ustawa o SN z 8 grudnia 2017 r. doczekała się aż… ośmiu nowelizacji. Forsowane na poczekaniu zmiany ilustrowały specyficzny wyścig proceduralny. W SN toczy się ostry spór między trzema dawnymi izbami: Cywilną, Karną oraz Pracy i Ubezpieczeń Społecznych a dwiema nowymi: Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych oraz Dyscyplinarną. Wśród 99 sędziów przewagę 56:43 mają dawni. Dlatego m.in. przeforsowana została poprawka, że prezydent RP powołuje pierwszego prezesa spośród aż piątki kandydatów wyłonionych przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów SN. Poprzednio prezydenci wybierali jedynie z dwójki. Przy tamtym zapisie realna była możliwość wyłonienia tylko starych sędziów, w piątce natomiast arytmetycznie musiał znaleźć się co najmniej jeden z grupy nowych.

W tych okolicznościach decyzja Andrzeja Dudy była oczywistością. 50 głosów otrzymał Włodzimierz Wróbel z grona sędziów dawnych, za nim znalazła się tzw. dobra zmiana — Małgorzata Manowska z 25 głosami oraz Tomasz Demendecki z 14. Na stanowisko pierwszego prezesa SN powołana została srebrna medalistka. Od wejścia w życie Konstytucji RP prezydent pierwszy raz nie powołał kandydata z największą liczbą głosów. W 1998 r. Aleksander Kwaśniewski wybrał bliskiego mu Lecha Gardockiego, a nie legendarnego Adama Strzembosza, podpierając się stosunkiem głosów 29:27 — chociaż współtwórca reform III RP w turze eliminacyjnej zebrał ich więcej. Andrzej Duda miał prawo zdecydować jak zdecydował, a że obalił tradycje III RP — przecież taka jest kwintesencja starcia o SN. Dawni sędziowie i tak niech się cieszą, że prezydent nie wybrał brązowego medalisty…

Pewnym zaskoczeniem stało się powołanie nowego prezesa kierującego Izbą Karną SN. Prezydent postawił na Michała Laskowskiego, który jako rzecznik był — obok Małgorzaty Gersdorf — twarzą oporu SN przeciwko władcom kraju. To żaden paradoks, po prostu w trójce wyłonionych karnistów znaleźli się wyłącznie starzy sędziowie. Powołanie akurat znanego rzecznika to sprytny chwyt, równoważący wizerunkowo obsadzenie głównej prezes SN. Notabene na poziomie izby Andrzej Duda również wybrał nie tego kandydata, który zebrał najwięcej głosów kolegów…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane