Lila Weneda zmienną jest

Julia Kafka
opublikowano: 2000-05-22 00:00

Lila Weneda zmienną jest

Czy warto w Polsce odwiedzać restauracje hotelowe? Wizyta w lokalu Lila Weneda w warszawskim hotelu Marriott nie daje jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Warto, ale...

Nie była to moja pierwsza wizyta w restauracji położonej na drugim piętrze hotelu Marriott. Kilka miesięcy temu została ona jednak oddana do użytku po modernizacji i postanowiłam sprawdzić, jak się prezentuje. Wypunktowanie słabych i mocnych stron lokalu okazało się sprawą bardzo prostą.

Zacznijmy od strony kulinarnej. Przystawki były rewelacyjne. Zarówno ślimaki zapiekane w serze, jaki i szynka parmeńska — bardzo smaczne, apetycznie podane (choć obiecałam sobie oszczędzać siły, pochłonęłam pełne porcje). Zupy — bez zarzutu (polecam klasyczny barszcz z kołdunami). Znacznie gorzej było, gdy przyszła kolej na drugie danie. Sarna, podana w sosie, który przypominał mi szczęśliwe lata spędzone w akademiku i wikt studenckiej stołówki oraz kurczak nie kwalifikują się do tego, by rekomendować je spragnionym kulinarnych frykasów. Jednak desery znów okazały się znakomite. Tarta cytrynowa z sorbetem i mus z białej czekolady z malinami były pyszne. Cóż więc mogę powiedzieć o stronie kulinarnej? Warto odwiedzić Lilę Wenedę, aby skosztować przystawek i deserów. Niewykluczone, że wśród głównych dań kryją się perełki, ale nie udało mi się ich wyłowić.

Niestety, jeśli idzie o wystrój, Lila Weneda jest typową restauracją hotelową — estetyczną, ale dużą, mało kameralną. Na odrobinę intymności można liczyć pod warunkiem, że na sali nie ma tłoku. Polecam stoliki przy samym oknie.

Niewątpliwym atutem Lily Wenedy jest obsługa, niezwykle uprzejma i kompetentna. Jednak — nie idealna. Zainteresował mnie jeden z dodatków do deseru, który po pierwsze przypominał karmel, a po drugie chyba został mi zaserwowany również jako dodatek do kurczaka. Kelner obiecał zapytać o to szefa kuchni... i więcej się nie pojawił. Może lepiej dla mnie, że nie poznałam odpowiedzi na to pytanie?