Resort skarbu zatwierdzi pewnie jutro sprzedaż PHS. Związkowcy koncernu twierdzą natomiast, że zostali wystrychnięci na dudka.
Jutro okaże się, czy przyszłym właścicielem koncernu Polskie Huty Stali (PHS) zostanie LNM.
— Jesteśmy bliscy parafowania umowy prywatyzacyjnej z LNM. Ustalamy jeszcze szczegóły dotyczące wykupu przez inwestora wierzytelności koncernu i skali dokapitalizowania spółki — mówi jeden z przedstawicieli resortu.
Reprezentanci związków zawodowych na spotkaniu z wiceministrami skarbu, Kazimierzem Jaszczykiem i Andrzejem Szarawarskim, dowiedzieli się, że parafowanie umowy z Hindusami jest niemal przesądzone.
— Jestem rozczarowany decyzją resortu. Jeśli okaże się, że nie porozumiemy się z inwestorem w sprawie pakietu socjalnego, wówczas parafowana umowa nie będzie ważna. Nie mamy wyjścia — jeśli umowa zostanie parafowana, a my nie zgodzimy się na propozycje inwestora, nie będzie prywatyzacji. Bez niej PHS może mieć problem z restrukturyzacją. Wówczas to związki zostaną obarczone winą za ewentualne bankructwo spółki — mówi Leszek Kochan, przewodniczący KRH Solidarność Huty Sendzimira.
Warto przypomnieć, że wcześniej — według informacji LNM — resort skarbu zabronił inwestorowi rozmów ze związkami. Nie wiadomo dlaczego.
Związkowcy chcieli rozmawiać z LNM wcześniej, kiedy było pewne, że w przetargu uczestniczy amerykański US Steel. Dziś jedni mówią, że Amerykanie wycofali się z gry, inni, że ich oferta wciąż jest brana pod uwagę i wrócą do rozmów z MSP. USS twierdzi, że nadal jest zaintersowany prywatyzacją i podtrzymuje swoją ofertę.
— Ważność oferty USS skończyła się i gdybyśmy chcieli nadal traktować ich jako potencjalnego inwestora, musielibyśmy zamknąć przetarg i ogłosić nowy — mówi przedstawiciel MSP.
Podobną informację otrzymali też związkowcy. Oficjalny komentarz MSP jest już jednak inny.
— Nadal traktujemy US Steel jako potencjalnego inwestora i wciąż istnieje możliwość, że jeśli nie porozumiemy się z LNM, wrócimy do rozmów z Amerykanami — mówi Janusz Kwiatkowski, rzecznik MSP.



