Logikę restrykcji trudno zrozumieć

opublikowano: 25-11-2020, 22:00

Kolejne rozporządzenie Rady Ministrów, modyfikujące antyepidemiczne ograniczenia, nakazy i zakazy znane jest w zarysie od minionej soboty, ale przedsiębiorcy wielu branż nie mogą spać spokojnie, dopóki nie ujrzą go w Dzienniku Ustaw.

Pewnikiem jest tylko obowiązywanie nowej wersji restrykcji od najbliższej soboty 28 listopada do poświątecznej niedzieli 27 grudnia. Zgodnie z fatalną tradycją obecnych władców tak wyczekiwane rozporządzenie ukaże się na stronie Rządowego Centrum Legislacji dopiero w piątek, i to zapewne wieczorem.

Handel tym razem jest wyjątkiem, który zgodnie z obietnicą rządu nie powinien się denerwować. Zaraz po Black Friday nadejdzie Happy Saturday, a później przedświąteczne obroty powinny przynajmniej częściowo wyrównać straty ponoszone od marca. Ale wielu innym branżom pozostaje tylko zdanie się na łaskę/niełaskę władców i dosyć nieszczelnych tarcz osłonowych. W środę premier Mateusz Morawiecki ani nie zaprzeczył, ani nie potwierdził wprowadzenia w rozporządzeniu zmian w stosunku do opublikowanego projektu. Skoncentrował się tylko na zrównaniu statusu prawnego ozdrowieńców oddających osocze ze standardowymi honorowymi dawcami krwi. W perspektywie nowego rozporządzenia ciekawie zapowiada się np. los stoków narciarskich w górskich ośrodkach, które według projektu miałyby być świątecznie zamknięte, ale ponoć… mogą się otworzyć, jako że wśród inwestorów bardzo tym zainteresowanych znajduje się m.in. zakopiańczyk Andrzej Gut-Mostowy, akurat wiceminister rozwoju, pracy i technologii.

Największym złem chaotycznego wprowadzania przez rząd rygorów jest brak antyepidemicznej logiki. Urzędniczo-polityczne widzimisię decyduje o losach całych branż oraz miejscach pracy tysięcy ludzi. Skandal z zaskakującym, bezmyślnym zróżnicowaniem możliwości robienia zakupów w supermarketach budowlanych oraz meblowych na szczęście od soboty się skończy. Ale wiele innych absurdów i niespójności w nowym rozporządzeniu pozostanie. Uznane za potrzebne społecznie salony fryzjerskie są otwarte, i bardzo dobrze, ale identyczne – co do skali zagrożenia możliwą transmisją koronawirusa – salony masażu, fitnes etc. etc. są już Polakom zbędne. Naprawdę trudno uniknąć wrażenia, że dla obecnych władców ważnym kryterium decyzyjnym staje się… profil społeczny i polityczny usługobiorców. Faktycznie, wśród klientów głównie wielkomiejskich placówek świadczących rozmaite usługi z wyższej cenowo półki elektorat PiS znajduje się w zdecydowanej mniejszości.

Absurdy znajdują się także w obszarach raczej neutralnych politycznie. Jedną miarką potraktowane zostały na przykład instytucje kultury bez względu na ich specyfikę. Zamknięte pozostają nie tylko standardowe sale kinowe i teatralne, co można zrozumieć, lecz m.in. projekcje filmów… na świeżym powietrzu, w obecnym okresie organizowane hipotetycznie tylko dla widowni samochodowej. Największym szkodnictwem jest jednak sparaliżowanie placówek, w których liczbę użytkowników oraz rygory antyepidemiczne daje się regulować i egzekwować zdecydowanie dokładniej, niż np. wobec klientów w sklepach. Należą do nich m.in. czytelnie bibliotek oraz muzea, którym przecież nie grozi zapełnienie wycieczkami szkolnymi czy emeryckimi. Te placówki w większości należą do sektora budżetowego, ale niezrozumiałe jest, czemu rządowe czy samorządowe pieniądze przejadają bez społecznego pożytku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane